EdwardCichy

Trzeci Puchar Wielkopolski Poznań 2010' przez pryzmat nanotechnologii tudzież cyborga okiem

Tym razem zespół Airguns Ferajną zwany postanowił sprawdzić co robią Efciarze i Hafciarze.

Długo kombinowaliśmy jak tego niepostrzeżenie dokonać. W końcu nawiązaliśmy współpracę z kilkoma przodującymi instytucjami technologicznymi i wywiadowczymi na świecie. Z pomocą owych instytucji udało nam się pozyskać i adoptować do naszych potrzeb dwie rzeczy.

Pierwsza to nano super procesor wielordzeniowy z dużą ilością pamięci, odpowiednim oprogramowaniem i zestawem podłączonych radiowo nanoczujników integrujących się z układem nerwowym i narządami człowieka.

Druga to cyborg udający efciarza.

Podnieceni otwierającymi się możliwościami, oba wynalazki bez cergieli i testów postanowiliśmy wysłać na zawody przy pierwszej okazji. Akurat nadarzył się Trzeci Puchar Wielkopolski w Poznaniu Anno Domini 2010.

Lekarstwo na Reisefieber

Jak lewatywa, trochę na siłę, bo humoru nie mam. No ale jazda do przodu, siłą rozpędu.

He, połowa wakacji już przeleciała. Komunistyczny miesiąc sierpień (od sierpa) w toku (miesiąca młocień nie ma bo jest ukryty, widać go tylko wtedy gdy ewentuanie dostajecie od komunistycznej organizacji trzynastkę - zakamuflowaną jako "nagroda roczna").

W każdym razie czas najwyższy kopnąć co poniektóre nieruchomości w miejsce gdzie szlachetne plecy przechodzą w nogi, coby i tacy nieruchawi obywatele kiej się udali choćby na dni parę.

Prawie jak H i Q

Leżak może kilkadziesiąt pestek
Trochę much i komarów, letni wietrzyk
Wieczorne ablucje
Odcisk na łokciu przedniej
Tego jeszcze nie było
Dlaczego komary muszą przylatywać między zero a czwartą gdy daje się pracować

Postparaogórkowy snapshot: Upał i Morse

Upał uczy. Wyraźnie nakazuje robić to, o czym mówi książka. Każe minimalizować ruchy.

W efekcie ostatnio nie przeładowywałem (PCP) (EDIT: ooops - PCA oczywiście) z tak ułańską fantazją jak za zwyczaj. Robiłem to bardzo minimalnie.

Nie napinałem się, bo to powoduje wydzielanie się ciepła. Dobry argument by się nie napinać. Skoro inne argumenty zawiodły...

Nie myślałem za dużo, bo wtedy też z człowieka zaczyna kapać.

Nawet starałem się nie podnosić łokcia z biodra, mimo że nie pasuje to trochę do strzelania z takiego karabinu i i tak łokieć po przeładowaniu trzeba dołożyć na nowo.

IOPR - temu słonku już dziękujemy

Dylu dylu na badylu ... w Czarnobylu. Raz-dwa-trzy - promieniujesz właśnie ty!
Pamiętacie tę wyliczankę z późnego dzieciństwa (lub wczesnej starości ;-) )?

Gorąco było wtedy. Pamiętam, że nieświadom politycznych konsekwencji odruchowo napisałem coś kredą na tablicy na Rosjan. Pani się bardzo skonsternowała i poszarzała nagle jak to zobaczyła. Dawali nam jad. Może dlatego mój dalszy rozwój przebiegł tak jak przebiegł?

Wreszcie wyruszyłem

No cześć dzieci (a może już nie dzieci). Nie w porządku było by, gdybym się nie podzielił. Tako i macie. Subiektywnie a amatorsko.

Eeee... w zasadzie właściwy tytuł tej akcji wymyśliłem już kiedyś. Brzmi "Śladami KNI". Tylko jakoś mi się zapomniało i już przekabacał nie bede, coby wam się nie pomyślało, że podlizuje się.

Wycieczka

Kolejna zwykła historyjka, jaką każdy może sobie w realu stworzyć.

Nieurwany film "Sylwester sam w nowym lesie" (w roli głównej Sylwerster Standalone)

Raz do roku, konkretnie jakieś 30-240 minut w obie strony na jego przełomie, stary dziad z brodą biegnie zdyszany wokół całej Ziemii (zmieniając kolejno strefy czasowe) a ludzie tymczasem strzelają do niego z czego tylko się da (byle było dopuszczone do obrotu - koncesjonowanego lub nie).

Manewr akumulatorowy

Razdwa razdwa, próba bloga. Kurde. Pozmieniało się. Tylko artykuły o strzelectwie i wiatrówkach... Chyba muszę udawać, że to przerywnik folklorystyczny. No to jazda. Forum nie ma, wszyscy się nudzą, może przejdzie.

Witajcie drogie dzieci. Dziś cholerny miś z okienka, by zdenerwować was na dobranoc a spać nie pozwolić, opowie wam histeryjkę wojenną z zakresu ekonomy sajens-fikszen.

Prawie jak SWD

Było mroźne zimowe popołudnie. Chinki wesoło trzaskały w kominku. Edek od kredek smacznie przysypiał w fotelu, leniwie zastanawiając się, co by tu za artykuł popełnić... Z zamyślenia wyrwał go szczęk jednej z dolnonaciągowych chinek załadowanych serem. Najwyraźniej cosik się w kuchni wzięło i złapało w port ładowania...

No – drogie dzieci, tym razem nie będzie całowania misia w wentylator. Wspomniana zdechła mysza rozkłada mi się od zimy. Chyba pora wreszcie zapodać ten groch z kapustą.

Powered by Drupal - Design by artinet