Strzelanko i rondle, czyli wiatrówkowe obżarstwo

Kolejny zlot wiatrówkowy w Kampinosie zaliczony. Jak zwykle spotkaliśmy się w zacnym gronie, żeby pogadać, pożartować, zutylizować pokaźną ilość śrutu, zabić całe stado blaszanych nietoperzy, zajęcy, kruków, dzików, kur, indyków i muflonów. Zjechali się goście ze Swawolnej Kompanii Strzeleckiej, ferajna z Airguns.pl, błońskie Wiarusy. Gospodarzem był nieoceniony Patryk "patew" Waśkiewicz, miejscem urokliwa wioska indiańska w podwarszawskim Kampinosie. Oprócz rozkoszy intelektualnych i strzeleckich na przybywających gości oczekiwały rozkosze podniebienia - Patryk jak zwykle zapewnił świetną, swojską kiełbasę na ruszt, i dodatkowo upichcił gar wyśmienitej grochówki na żeberkach i boczku wędzonym.

To już trzeci rondelek zupy sie podgrzewa, i na ruszcie któraś z kolei porcja pysznej kiełbaski - pogoda była piękna, apetyty gościom dopisywały.

 

 

Tak - to co widzicie, to ociekarka do naczyń z Intermarche, czy innej Ikei. Jak się dobrze przypatrzycie, jest ona podstawą podgrzewacza do grochówki na poprzedniej fotce. Nad ogniskiem zupę podgrzewa się dość kiepsko, palenie mini ogniska między trzema kamieniami, na których stoi garnek też jest dość upierdliwe. Lubię survival, ale jako sztukę rozsądnego wykorzystywania możliwości, a nie jako utrudnianie sobie życia za wszelką cenę. Dlatego mówię stanowcze "nie" wszelkim kuchniom na gaz, czy benzynę, ilekroć jest możliwość wykorzystania opału, znalezionego na miejscu - w Polsce praktycznie wszędzie.

 

 Tak to wygląda po zmontowaniu. Diaksem wyciąłem klapkę do dokładania paliwa - Ciąłem po linii dziurek, zostawiłem pasek pomiędzy rzędami pionowych dziurek na dole, co pozwala po odgięciu wyciętego fragmentu stworzyć podstawkę dla dłuższych kawałków drewna.

Początkowo miało to być wkręcone w stary uchwyt tokarki fi 160 mm - ale po wizycie w piwnicy przytargałem nogi od jakiegoś składanego regału otrzymane od KuriereXa po jego wyprowadzce z bunkra. Improwizacja to mój żywioł - sześć śrub 8 mm zostało wkręconych poprzez istniejące otwory w nogach i ociekaczu bez użycia nakrętek. Otwory w ociekaczu mają ok 7 mm średnicy, wystarczyło więc iglakiem napiłować ukośną szczelinę w każdej z wykorzystanych dziurek, tworząc bardzo krótki, ale wystarczająco skuteczny gwint M8. Całą kuchenke składa się krócej niz minutę, po przyśledziowaniu jej do ziemi stoi jak przymurowana - co w warunkach polowych ma spore znaczenie. Trzy litry wody gotują się kwadrans - pozwala to napoić gorącą kawą czy herbatą tuzin osób. Podgrzewana zupa gotuje się, ale sie nie przypala - odległość i intensywność płomienia są idealnie dobrane do potrzeb.

Na upartego na tej kuchence można taką grochówkę upichcić na miejscu, jak to robił Hexer na Skierminatorach. Ale IMHO zdecydowanie lepiej ugotować ją w domu, a na miejscu jedynie podgrzewać.

Na kolejny zlot przygotuję wersję dwu, albo i trzypalnikową - żeby można było od razu postawić gar z zupą, gar z wodą na hebatę/kawę i gar na ciepłą wodę do mycia naczyń. Potrzeba jeszcze dwa ociekacze i trzy łączniki pomiędzy nimi - te już będę musiał dorobić.

Zużycie drewna jest symboliczne, trzeba je tyko rąbać lub ciąc na małe kawałki (ok 12-15 cm), drewno wypala się niemal do czysta, wiatr wywiewa spadający w małych ilościach popiół - po kilku godzinach palenia pod kuchenką jest dokładnie tak samo zielono, jak przed rozpaleniem w niej.

 

Strzelnica jak zwykle wykoszona, zastawiona celami wszelakimi.

 

Zaczynają zjeżdżać się goście.

 

Niektórzy nawet strzelają :P Zabawki Maaba cieszą się dużym zainteresowaniem pozostałych. Zabawki pozostałych cieszą się dużym zainteresowaniem Maabowego syna :)

Gorąca grochówka cieszy się zasłuzonym zainteresowaniem. Goscie na przemian pałaszują i strzelają. Niektórym wystarcza pałaszowanie :)

Co ja bym zrobił bez wytrwałego pomocnika? Cyryl wytrwale rąbał drewno na mniejsze kawałki.

Pojedli, popili, postrzelali, teraz śpiewają :)

Jak się okazuje, strzelcy wiatrówkowi są wszechstronnie utalentowani - prawie każdemu gitara nie straszna :)

Pogoda była piękna, może nieco za mocny wiatr nie pozwalał zbytnio się rozhulać strzelcom, ale i tak było na co popatrzeć - zwłaszcza pod koniec zlotu, gdy Sowulus z Dębowym uwzięli się na zajączka stojącego 38 metrów od linii ognia. Co ciekawsze - HW 90 w customowej osadzie w rękach Dębowego nader często bywało szybsze od AA S510 z magazynkiem Sowulusa. Biedny zając umierał i zmartwychwstawał w tempie iście ekspresowym.

Wypoczęci, uśmiechnięci i z podładowanymi akumulatorami rozjechaliśmy się pod wieczór do domów. Spotkamy się znów za miesiąc :) Hey!

0
Average: 4.7 (3 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet