Dawno, dawno temu na odległej polanie...

... znacie? To posłuchajcie:

Raz sobie - bo komuż by innemu - był Jądras Błoniasty. Wielbiony wielce przez sobie podobnych, jeśli nawet nie princypiami to charakterem, paladynów.
Wśród swoich mirem otaczał się wielkim, a to z powodu umu o jurysdykcji – rzymskiego prawa wykładowcą mienił się być – a to z powodu dobrego z mytnikami układu, którzy to na przewóz wszelakich drzewienno-metalurgicznych konstrucyj oko przymykali.
Byłby Błoniasty dalej - sakiewce swej i kontentacji paladynów miłe - interessa w nieskończoność ciągnął gdyby nie Młynarz nieużyty, folwarku zarządzaniem się trudniący. Młynarz ów, szczególnie na monetę brzęczącą łasy, ogłosił i podpisem swym uwierzytelnił dekret treści osobliwej. Treści dziwnej, za nic mającej traktaty królewskie.
Doradcy i donosiciele Młynarza bystro wzrok swój sępi na Jędrasa onego skierowali. Kat sposobił już sukno i ostrzył topór, przez inkwizytorów dziedzica wrednego o zarobku zapewniony.
Już gawiedź nikczemna do wybornego prospectusu się szykowała, już sukno na pieńku kat ugładził...
... a tu szast-prast: Błoniasty przypomniał sobie o druhach swych. O drugach spolegliwych, na trudności nie baczących, traktaty królewskie – ba, nawet cesarskie znających.
Zapytacie jacy to sławni bojcy byli wśród druhów?
Ano spójrzmy:
 
Bawełnowicz, iury fachman przewyborny koneksje znaczne posiadający;
Tirman niestrudzony, na głowę swę ciężar nieznośny przedsiębrania owego wkładający;
Bystrowski, oczy i uszy w komnatach królewskich mający, obiecujący snu nie zaznać jeśli w czasie księżyca przynajmniej dwóch młynarczyków na niecnym ich procederze nie ułapił;
Twarzeny, wnuk zbója Madeja słynnego – w nieustępliwości mu dorównujący;
Gońcewicz, druh wspaniały dla sprawy żywot poświęcić gotów;
Fingeritzky, z Marsem – wojny bóstwem kojarzony;
Nudnis, pomocnik zawołany, w boju nieustraszony;
Ptakoldus, zawsze do pomocy chętny, na niewywczasy niezważający;
Walenrodzki, czasy Troi wspominający – nieugięty w sprawiedliwości;
Byliurin, słowem i czynem nieprawości miażdżący;
 
I wiela herbów jeszcze by wymieniać, wielu wsławiło się walką z Folwarkiem w Młynarza paskudnych łapach trzymanym.
Żwawo tedy ruszyła doborowa kompania w bój srogi. Posypały się dukaty, inkaust na pergamin przeniesiony garncami mierzon być mógł. Iście herkulesowe prace to były jako przykład potomnym służyć mogące. Przepiękny był to widok...
Aż rzucił sam Błoniasty ziarnko piasku w tryby maszyny owej, która na jego to błagania w ruch puszczona została. Zażądał wszystkich dukatów a kompanię do diabła wysłał. Zatrzęsła się machina dym z nadtartych piast puszczając. Jednakoż impet był zbyt wielki tudzież honor herosów – wyciągnęli Błoniastego spod katowskiego topora...
... i wtedy coś się skończyło, coś się zaczęło... cdn.

 

0
Average: 5 (5 votes)

Poprawki nanieść trzeba

Opowieść owa, choć zacnie przedstawiona, jest bowiem w detalach swych nieścisła.

Otóż bowiem nie Młynarz pazerny na dukaty był, ale niejaki Gawroński, parobek w folwarku służący. On to dekret ów napisał, jako że w piśmie i prawach biegłym się mienił, bakałarza tytułem się okazując. Tako też w dworze rolę cichą acz ważną pełnił, i Młynarzowi do podpisania papier podsunął, który ten, zmamion famą Gawrońskiego, łacno popisał.

Ojciec Założyciel

Ło! Kulfa! Chylę

Ło! Kulfa! Chylę czoła. Piękne. Po prostu, k.., piękne!

Pzdr
Cypis

Piękne to są

Piękne to są uśmiechnięte dziewczęta, z Sierotką Marysią na czele :-)
Tak celnego opisu bajkowej rzeczywistości już dawno nie widziałem. Tak to tylko krasnoludki potrafią :D
KuriereX

Tak bajkowego opisu celnej

Tak bajkowego opisu celnej rzeczywistości też ;)

Pzdr
Cypis

hmmm,

wiele przeczytałem, na tym i innych forach, powoli dochodzę do wniosku:

czyż nie dobija się koni?

Powered by Drupal - Design by artinet