Dysleksja czy dysmózgowie ? .......

Prolog.

Rok 1979 . Szkoła Podstawowa nr 72 przy ul Paca 44 w W-wie. Wychowawczyni mojej klasy  Prof. Sokołowska każe pisać kolejne dyktando . Jezu !!!..... Jak ja nie znoszę Jej dyktowanych tekstów :((. Znów się dowiem że: "........ Pan Drukarz ,przystanąwszy przez chwile,zatrzasnął drzwi na zasuwkę......." . W marzeniach ja mam być kosmonautą bądz kierowcą śmieciarki ( bo fajnie podnosi kubły ! ) :))))))) .Po cholerę mi problemy jakiegoś drukarza i jego zepsutego zamka w drzwiach? :)). Znów dostanę dwóje i znów ojciec będzie się wściekał :(( . Na przerwie jeden z kolegów przynosi rewelacje .Jest  taka choroba która zwalnia z pisania klasówek . O jak fajnie. Pogadam z Tatą i może się uda..........

Ojciec wrócił z delegacji . Ma dobry humor więc radośnie obwieszczam tą nowinę . Tata patrzy na mnie dziwnie...........

- Synku. Owszem jest taka choroba. Nazywa się " dysleksja ".  Jak  chcesz  to  pójdziemy  do  "wujka Wojtka" ( "Wujek Wojtek" to kolega-sąsiad mojego taty .Przypadkiem jest lekarzem i leczy całą rodzinę ) i zrobimy badania. Nie pamiętam dobrze ale jak mówił Wojtek to się leczy zastrzykami......... '

- NIEEEEEE !!!!!!!!! -Wrzeszczę z rozpaczą . Mama aż ze strachu upuszcza talerz. A ja pamiętam dobrze że rok temu przechodziłem zapalenie ucha. Zastrzyki te były wyjątkowo bolesne .Ojciec jakby  "zapomina" . Zajmuje się swoimi sprawami ( rozliczenie delegacji ) a potem jemy obiad. Przez kilka dni drże ze strachu żeby sobie nie przypomniał.................

Ale od tego momentu po prostu raczej nie mam strachu przed "dyktandem"

Rozdział I

Rok 2005 . 4 Wrzesień  .Godz ok 14. Wychodzę po sklepu po pieczywo Ide do Hali Mirowskiej ( blisko skrzyżowania JP II oraz Elektoralnej  więc muszę przekroczyć duże pasy o bardzo dużym ruchu pieszym. Nagle słyszę przeraźliwy pisk opon . Kątem oka widzę granatową Toyote Corolle tuż przed moim udem . Instynktownie odsuwam jakiś dziecko i w tej samej chwili moje nogi zostaną wykopane z asfaltu . Wale głową w szybę i urywa mi się film ,

Dalej to są pojedyńcze obrazy . Jakiś facet pochylający się na mną . Dziwnie ubrany ( na czerwono )  i z stetoskopem. Chyba lekarz. Dźwięk syreny ambulansu. Potem fasada Kredyt Banku na Karolkowej widziana w dziwnej perspektywy ( no właśnie......dlaczego ja leże a nie siedzę w samochodzie? ) .Pózniej wpychają mnie do jakieś rury  ( tomograf )  i zmuszają mnie żebym siadł na wznak. Zapłakaną twarz mojej matki . Myślę: . "Mamo ... dlaczego płaczesz to raz a dwa poproś tych gości żeby się odpierd.......li bo straszliwie mi się chce spać..."  Ale nic nie mówie.A w końcu czysta pościel,obce łózko  i jakaś pielęgniarka  (  no i fajnie bo w końcu dadzą mi spokój bo ja sie muszę przespać ) .

Odzyskałem pełną świadomość kolejnego dnia rano. Próbuje wstać i wyjść do WC ale na przeszkodze stają mi jakieś kable . Po ..uj mi te kable !! ? . Domyślam się że to kontrolki mojego Elektokardiogramu . Pielęgniarka ( ta sama co wczoraj ) siłą powstrzymuje mnie . Mówi "Leż spokojnie" . No chyba ją pogieło !!! . "Lać mi się chce" chce powiedzieć ale z moich ust wychodzi jakiś bełkot  :(((((((( . Myśle ".....Qrwa mać.....co jest grane? . Wiem że miałem wypadek i leże w szpitalu ale dlaczego Ona ( ta pielęgniarka ) mnie nie rozumie?. Czyżby z moją twarzą jest aż tak żle?.Bólu kompletnie nie czuję ale wiem że jestem napuchnięty.Muszę się zobaczyć w lusterku....".Tymczasem Ona mi podaje domyślnie "kaczke" . Fizjologia jest silniejsza niż wstyd. Po chwili do kaczki płynie ciepła struga żółtego,ciepłego płynu. Co za ulga !!!. Mam "sacharę "  w ustach. Przy moim stoliku stoi kubek z kompotem ,Cienka ,szpitalna lura bez jednego kawałka owocu ale smakuję w tych warunkach wspaniale :). Wypijam duszkiem .Pani Jasia ( pózniej się dowiedziałem jak ma na imię ) już jest i podaje cały dzbanek . Domyślna jest i niech jej przyniesie listonosz główną wygraną z Totka. Póżniej mówi : "........Miałeś wypadek i jesteś w szpitalu.Rodzina wie że tu jesteś więc się nie martw.  To jest bardzo ważne żebyś jak najdłużej spał więc śpij........" .Mówie "Dziękuje" ale znów zamiast mojej mowy słyszę jakby gulgotanie . Cały czas mnie łeb nap..sza więc stosuję się do rady.

Budzę się kilka godzin pózniej. Już nie mam podłączonego EKG,czuje się dość silny więc szybko zrywam się z łózka i lece do WC zanim pielęgniarka zdąży zareagować. Robie siku a przy okazji rozglądam sie za lustrem. Jest przy umywalce . Chciwie dopadam tego lustra i .............. nic !!!! . Poza dużym siniakem na policzku to jest niewątliwie moja twarz. Hmm.........co się dzieje? . Wracając natykam się na moją Matkę .Widzę że jest cała spłakana. Mówi "...Synku czy mnie poznajesz...?" .Wprawdzie mowę mi odebrało ale widocznie nie mimikę . Patrze na moja mamę jak na ufo . Nie wiedzieć dlaczego Ona zaczyna się strasznie się cieszyć faktem że ja kontaktuję ."... Czy możesz czytać i pisać ?..." daje mi do ręki długopis  .Znów idiotyczne pytanie ... "Pewnie że mogę" - gulgotam i biorę do ręki ten długopis ale znów przeżywam szok. Moja ręka nie jest w stanie napisać jednego słowa. Wiem że chce coś napisać,znam litery ale nie potrafie ułożyć ciągu tych liter :(((((((. Przerażony szukam jakiegoś tekstu .Jest plakat szpitalny typu " nieoperacyne leczenie czegoś tam" . Ufffff........... rozumiem ten tekst i czytam bez problemu. Ale co z pisaniem a z przede wszystkim z mową? . Kiedy sobie uświadomiłem konsekwencje tych faktów włos mi się zjeżył na głowie i oblałem się zimnym potem . Czyżbym został idiotą? .Przecież tak ludzie nazywają tych z którymi nie potrawią się dogadać.Jak przez  mgłę docierają do mnie słowa matki : " Miałeś wypadek, neurolodzy u Ciebie stwierdzili "afazje pourazową Broca"

http://pl.wikipedia.org/wiki/Afazja#Afazja_Broca

w wyniku zalania krwią ośrodka mowy i słuchu w mózgu. Prawdopodobnie  będziesz  mówił  i  pisał  bezbłędnie ale leczenie jest dość długie i potrwa kilka lat. ...".

Nie będę opisywał dalszego pobytu w na oddziale Neurologii szpitala Wolskiego bądz dalszej rekonwalescencji  ale tylko wspomnę o kilku przyjaciołach ( było ich więcej ale tych kilku znacie z "ferajny" ) : Miłek czyli "Ojciec Założyciel" , Radek czyli "Killer"oraz Michał - "Kurierex" którzy do mnie wpadali i odwiedzali mimo że praktycznie ze mną nie było kontaktu. Jeszcze raz serdeczne dzięki.

Dodam też  że dla przeciętnego człowieka gość z niedowładem takim jak ja jest traktowany jak chory umysłowo i kontakty stają się dziwne i raczej płytkie... . Po prostu ludzie nie znając się panicznie się boją . Mimo że jak już to zostało stwierdzone lekarsko tenże "gość" jest całkowicie normalny psychicznie.

W końcu pozostaje ostatnie pytanie : " Po jasną cholere ja to piszę? " .Więc...............

Epilog

Dziś 0.27  . ( 2.11.2008 )

Koleżka "ViniQua" napisał :

"Jestem dyslektykiem .Czy mozecie lepiej opisac AA-400 bardzo bym prosil ............. "

bądz wcześniej:  " ..Wybur.." i "..z gury dziekuję.."

Jak widzę takie teksty to dostaje szału. :((((.

Drogie ,kilkunastoletnie  "tumany bez szkoły" !!!! .

Wydaje się Wam że i tak będziecie zrozumiani więc można olać ortografię,gramatykę,interpunkcje bądz jeszcze kilka pomniejszych rzeczy.

Otóż tego NIE WOLNO pomijać .Za chwile będziecie pisać CV i na 100 % Wasz przyszły pracodawca wypieprzy Wasze gryzmoły tam gdzie jego miejsce czyli do kosza . Chodzbyście umieli pracować z zamkniętymi oczami i po ciemku.

Wydaje sie Wam że jak już posiadliście sztukę pisania to będzie to zawsze.

Otóż NIE ZAWSZĘ i NIE W KAŻDYCH OKOLICZNOŚCIACH .

Szanujcie do Qwry Nędzy ; ))) język ojczysty bo coraz więcej jełopów chodzi w tym kraju.

 

 

 

 

   

0
Average: 5 (9 votes)

Prośba do OZ

Mam nadzieję że ten art nie znajdzie się tylko w Ferajnie, powinien być dostępny dla wszystkich a najlepiej jako lektura obowiązkowa do przeczytania w momencie pierwszego logowania po rejestracji. 

Też mi się zdąża czasem walnąć babola ala zazwyczaj jest to na czacie gdzie nie ma możliwości sprawdzenia a sam nie jestem pewien lub piszę pod wpływem emocji i poszłoooooo. A jak walnę kupę na forum to potem mi głupio że nie sprawdziłem tekstu w Wordzie.

Tekst doskonały,dedykowany dla tłumaczących się wszelkimi dys***

Jarus, nie zapomnę jednego, pełnego ekspresji i emocji słowa, które jako jedne z pierwszych wypowiadałeś bez problemu.
Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy że słowo "KUUURRRRWWAAAA !!!!!!!" potrafi być tak soczyste, wręcz namacalne. Wydawało się że jeszcze przez chwilę wisi w powietrzu, potem powoli zanikało... aż do następnego mieniącego się barwami, HiFi, stereo, sytego "K.............". Słowa jednak potrafią mieć barwę i zapach :-)
Teraz, jak wczoraj zauważyłem, zastąpiłeś to : "powiem to" :-)
Chwała Ci za ten tekst, wiem ile Cię kosztował. Czekam na następny.
Pamiętaj !!!
Rykoszet nie wie że jesteś ekspertem.
KuriereX

Bo mi nie;]

Bo mi nie;]

Dysleksja istnieje...

Istnieje i jestem na to żywym przykładem. Zdiagnozowana w 7 klasie szkoły podstawowej i leczona do końca 8 klasy oraz 3 i pół roku liceum. Ocena na maturze pisemnej z języka polskiego "4". Było by gorzej gdyby nie papiery z poradni. Na szczęście 90% aktualnego oprogramowania rozumie i pisze lepiej po polsku niż większość licealistów. Wniosek: Dysmózgowie też istnieje choć raczej nie jako termin medyczny. Tu siebie jako przykład nie podam bo nie mam doświadczeń.

Jarku. Podziwiam za to wyznanie. Kiedy Cię poznałem nie miałem pojęcia i nigdy bym sie nie domyslił. Dopiero po jakimś czasie zostałem uswiadomiony. Kończąc po młodzierzowemu - SZACUN!

Albo i nie....

Panowie !

Jeżeli Ktoś pisze o tym,że ma dysleksję (uzywając komptera) i w związku z tym nie będzie poprawnie pisał w j.polskim - to ja mam pytanie: Jeżeli nauczyłeś się zasad życia społecznego,zasad ruchu drogowego,obsługi komputera,komórki,znaków ostrzegawczych,może nawet obcego języka  i tym podobnych składników codziennego życia,to dlaczego nie może przyswoić kilku,kilkunastu regułek dotyczących zasad poprawanej pisowni ?

 Jestem rocznikiem 1976.W  "moich czasach" nie istniało pojecie dysleksji,dysgrafii,ADHD itp. Czytać i pisać nauczyłem się już w zerówce,czytałem zawsze dużo książek,czasopism i co tylko wydawało się interesujące.Pisałem niemalże bezbłędnie,matura zdana również bardzo dobrze,"technicznie" na 5.Jednakże  jedyną zasadą ortografii jaka znam to wymiana "o" na "ó","rz" na "r" (lub odwrotnie)

Ja po prostu to widzę,wiem,czuję.Poprzez czytanie wbiłem sobie do głowy wiele słówek,pisowni i pozostałych zasad języka polskiego.

 Czytując niektóre wpisy na forach zwłaszca czuję się niemalże gwałcony (ortograficznie).

Więc dysleksja czy dysmózgowie ?

Slavia 634

 

A widzisz...

Nie rozumiesz na czym to polega i stąd dla Ciebie to niezrozumiałe. Kolega w drugim komentarzu napisał o mamie chcącej usilnie zdiagnozowania u dziecka dysleksji. U mnie było trochę odwrotnie. Moja mama uwazała że się po prostu nie uczę. Myslę że  nie wiesz co to znaczy być zmuszanym do wyuczenia się na pamięć praktycznie całego słownika ortograficznego... Tak średnio co drugi dzień słowa na jedną literę... Moja kochana mamusia kultywowała ten proceder przez jakieś 3 lata. Widać byłem za głupi żeby się tego nauczyć. Oczywiście byłem w stanie wyrecytować wszystkie po kolei. Tylko czy na dyktandzie albo pracy klasowej masz na to czas żeby recytować sobie słownik ortograficzny z pamięci? Jak by się zastanowię, napisze w obu kombinacjach dany wyraz to i ja wiem jak się go pisze. Problem w tym że czasem nie masz czasu się zastanowić. Dyktando z zasady pisze się na czas. Wypracowanie z polskiego musi miec okreslona długość (przynajmniej u mnie w szkole musiało) a że ja z natury pisałem zwięźle (im mniej tekstu tym mniej błędów) to musiałem potem kombinować żeby było dłużej. To nie jest takie proste jak się wydaje. Szczególnie kiedy jestes przekonany że napisałeś dobrze a okazuje się potem że zamiast literki "d" napisałeś "t". Myślisz że gdybym miał swiadomość że zrobiłem błąd to bym go nie poprawił? Myślisz że nie czytałem prac przed oddaniem? Błędy dostrzegałem dopiero jak były zaznaczone na czerwono.

BTW: Jestem rocznik 1980. O dysleksji usłyszałem dopiero w poradni gdzie mi ją zdiagnozowano. O ile wiem w mojej podstawówce byłem jedyną osobą, którą wysłano na takie badania. Wynik badania? Znajomość reguł ortograficznych - bardzo dobra, Iloraz Inteligencji - powyżej średniej, błędy - w jednym tekście ten sam wyraz byłem w stanie napisać zarówno z błędem jak i bez. To że obecnie dysleksja stała się wymówką nie znaczy że coś takiego nie istnieje.

Aha... Jeśli chodzi o czytanie... Przez 3 lata z rzedu miałem największą średnią w bibliotece szkolnej. Potem przeniosłem się do osiedlowej publicznej.

 

Dysleksja czy dysmózgowie

Sam znam przypadek gdy ,,troskliwa mama " robiła wszystko by rozpoznać u dziecka dysleksję ,,bo będzie miał łatwiej w życiu". Medycyna znajdzie rozpoznanie na wszystko ! Obok chorych teraz będą tłumy zaradnych.
Szacunek!
celowniczy parasola

jarus220!

jarus220! witam
Przeczytałem Twojego bloga. Nasuwa mi się nieodparcie jedno pytanie: czy Ty aby nie obwiniasz niewłaściwych osób za ten stan rzeczy, który opisujesz?
"Drogie ,kilkunastoletnie "tumany bez szkoły" !!!!, Wydaje się Wam że i tak będziecie zrozumiani więc można olać ortografię,gramatykę,interpunkcje bądz jeszcze kilka pomniejszych rzeczy...." - tak napisałeś. A teraz zastanów się proszę, co by się stało, gdyby opisany przez Ciebie Twój ojciec w ten sam sposób potraktował/określił by Ciebie przy obiedzie? Gdyby tak samo zwracała się do Ciebie prof. Sokołowska? Przypomnij sobie o czym myslaleś i czym chciałeś się zajmować mając te naście lat?
Biorąc pod uwagę moje wspomnienia, to sądze, że rzeczony tuman, o którym pisałeś myśli teraz o tym, że Ewa to nie jest wcale taka brzydka, Tomek strasznie skośił go na boisku i trzeba coś z tym zrobić a i konieczne bedzie podciągniecie sie w takenie na playstation, bo wszyscy są już dwa poziomy wyżej.... myśli też o wiatrówce, jak się okazuje.
Oczywiście chodzą mu po głowie również wizje dyktanda i kartkówki z matmy, ale...
Weź pod uwagę, że rodzice tych tumanów mają coraz mniej czasu na wspólne z dziećmi obiady (nie wspominając o przyjęciu jakiejś strategii wychowania). Weź pod uwagę, że nauczyciele w szkołach zamiast o imiesłowowym równoważniku zdania podrzędnego uczą tematów typu: "dlaczego nie można bić nauczyciela na lekcji zbyt mocno" lub "postawię wam dostateczne, jak nie spalicie mi samochodu" lub też "cholerne bahory w Anglii to bym zarobił więcej".
Ja również miałem "prof. Sokołowską" czyli straszliwą prof. Mazurkiewicz, miałem też paru innych wspaniałych nauczycieli, ale teraz, patrząc na dzisiejszą szkołe jakoś ich nie widzę.... a wtedy zresztą też ich nie doceniałem...
I tu kierowałbym tego typu pretensje i żale, a nie do niedojrzałych jeszcze osób.
Nie licz też na to, że życie nauczy ich innego podejścia, że pracodawcy będą wyrzucać ich CV z błędami do kosza. O nie. U mnie w firmie jest paru cholernie zdolnych młodych ludzi, o których nawet nie wiem, jakie maja wykształcenie - dają sobie radę doskonale i wiem, że znajdą sobie pracę BEZ pokazywania komukolwiek CV (branża jak się domyślasz związana z nowoczesnymi technologiami - sądzę, że jakbym się zapytał co właśnie robią, to bym i tak nie zrozumiał:))))).
To na nas spoczywa odpowiedzialność i konieczność zmuszenia ludzi, którzy powinii się zawodowo zajmować tlumaczeniem "tumanom" co jest ważne do właściwej pracy. Konieczność do znalezienia dla dzieci chwili czasu i wychowywania.
To od nas zależy ile bedziemy mieli cierpliwości i co im i w jaki sposób przekażemy.
Reasumujac: jakbym miał AA s400, to bym mu - "tumanowi" z forum odpowiedzial na pytanie, które zadał. Może przy okazji przeczytałby odpowiedź napisaną co prawda z co którymśtam polskim znakiem (moja nabyta przypadłość) ale w miarę gramatycznie.
A tak, Wasze iwebowanie wygoniło chlopaka gdzie indziej....
pozdrawiam
kaleleon

Dysleksja istnieje, ale

Dysleksja istnieje, ale dysleksja nie jest zwolnieniem od pracy i dbałości o język. Co do lekcji - w podstawówce nawet tak radosnej jak na Hucie, dzieciak nie wyskoczy do nauczyciela, który ma jakikolwiek autorytet. Osoby popełniające błędy są nie tylko zmuszane do pracy, ale i podpowiada im się jak sobie radzić w życiu z problemem. Na ten przykład - wydłużenie czasu na dyktandach, podczas pisania sprawdzianów. To jak pisał jeden z Kolegów czasem nie wystarcza, bo nie widać błędów. Stąd propozycja założenia osobistego zeszytu z własnymi trudnościami ortograficznymi. Nie oszukujmy się poziom szkoły (wymagań) ostatnimi laty jest systematycznie zaniżany. Oddzielnym tematem, wartym opisania w innym miejscu, wydaje się kwestia czemu. Więc do rzeczy - ile takich wyrazów w podstawówce należy opanować na dyktando?! 30 - 50 max. Trudno wpisać je do zeszytu 32 - kartkowego? Trudno sprawdzić, po dyktandzie, tekst z wzorcem z zeszytu (edit: zanim odda by poprawić błędy - dopiero potem jego praca jest oceniana)? Nie? A jednak ani rodzice ani uczeń nie podejmują takiego wysiłku, bo po co? Świat według Kiepskich i inne Tańce z badziewiami kreują rzeczywistość i potrzeby (również językowe).

Na koniec coś do pośmiania się:

Wymień 5 gatunków ryb słodkowodnych. Jedna z odpowiedzi - muchomor (i to nie z głupoty, bez reakcji ze strony rodziców).

Jak żaba przystosowana jest do życia w wodzie? Ma nogi jak japonki (podpowiedź: klapki japonki - skojarzenie z błonami między palcami).

Dziecko ma na torbie napis Jetix - upiera się że to Letix.

Jak napisać nazwę popularnego teleturnieju: Ju ken dens (prawdziwe - z wypracowania, dziecko któremu tłumaczono, że warto spojrzeć nawet w TV i spisać z czołówki, odpowiada: a co to za różnica, czy to ważne?).

Wnioski proszę wyciągnąć samemu.

 

Slavia 634

Homo imago Dei est

Desipere est juris gentium

nie mylić dysleksji z dyssapiencją

U mojej córki zdiagnozowano dysleksję, dysgrafię i dysortografię (jakoś mądrze się to wszystko nazywa) na początku szkoły podstawowej. Pedagog szkolny zaleciła nam wizytę u specjalisty. Nie jest prawdą, że takie dziecko mając "kwitek" ma łatwiej. Jeśli rodzice wyciągają z tego "kwitka" odpowiednie konsekwencje - to jest rudniej. Na początku były wizyty u psychologa raz w tygodniu i dodatkowe ćwiczenia min. 1 godzinę dziennie. Z biegiem czasu ilość ćwiczeń malała, ale efekty pracy całej rodziny było widać - szkołę podstawową i gimnazjum dziecko ukończyło z wyróżnieniem. Od jesieni zaczyna studia filozoficzne.

Kiedyś o mnie mówiono, że jestem "głąb z ortografi i bazgrzę jak kura pazurem", teraz są bardziej "wyuczone" terminy" jednak tą dawną i nowoczesną przypadłość da się pokonać.

Jeśli ktoś chce po prostu "kwita" którym zamierza usprawidliwić swoje lenistwo - to taki ktoś nie jest dyslektykiem ale obdarzonym dysfinkcją myslenia.

Powyższe przedstawia mój pogląd na temat z którym w 100% się zgadzam.

Powered by Drupal - Design by artinet