Z bajek Attyli - czyli rekreacjonista nie leniwiec

Czy rekreacja jest gorszą formą zabawy od zawodów czy też lepszą? Może jednak inną? Może..... jak wiadomo to nie morze, ale morsko porównam sokratejskim zapytaniem:

- jeśli przepłynę Atlantyk jachtem w 3 tygodnie a nie pięć dni

- jeśli "bujam" się na wodzie i nie wyprzedzam innych jachtów

- jeśli jadąc rowerem w Bieszczady "nie liczę godzin i dni" (to już niemoże)

to jestem leniwiec-rekreacjonista,  tylko leniwiec czy też tylko rekreacjonista? A może jestem uboższy?

W zabawa w plucie ołowiem jak w każdej innej zabawie sportowej aby być kimś więcej niż lokalnym miszczem poza talentem, cierpliwością, pracowitością (banalnie nazywane treningiem) potrzeba także pieniędzy (ależ to też banalne). Bez zainwestowania kilku tysięcy zł w sprzęt nie da się strzelać zawodniczo na zawodniczym poziomie. Jedni mogą tyle zainwestować, inni nie mogą, jeszcze inni nie chcą. Dwie ostatnie grupy inwestują w miliony "chinek", tysiące "turków" i "czeszek" oraz innych ludów. Nie lekceważmy zatem "braci mniejszych w lufie" bo to właśnie oni swoją masą tworzą rynek dzięki któremu fabryka może wyprodkować porządny karabinek za 2 tyś ojro a nie 22 (pewnie i takie bywają). Zatem bez rekreacjonistów nie byłoby zawodowców i nazad.

Powyższe jest wyłacznie moim prywatnym zdaniem z którym w 100% się zgadzam.

Howgh.

0
Average: 2.7 (6 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet