Biżuty - tekścik, który miał wejść do BieS'a nr 11.

Rzeczy niezbędne, których nie potrzebujesz: folder, katana i latara. Czyli widziana przez szybę witryny „męska biżuteria”. 

Znaczenie tego pojęcia znacznie wykracza poza to, co rozumiemy zwykle przez biżuterię. Bezprzymiotnikową, czyli damską. Gdyby bowiem biżuterii damskiej dołożyć jakieś przymiotniki, to każdy maczo oprócz „absurdalnie droga”, „może i ładna, ale…” powie po prostu i z odrazą - bezużyteczna.

Biżuteria maczo musi być użytkowa, nie chodzi więc o półkilowy łańcuch ze złota nawet, jeśli pasuje do dresu. W ogóle zresztą nie musi chodzić o ozdoby czy cenne kruszce. Za rodzaj męskiej biżuterii uchodzą przedmioty kultowe, a powiedzmy szczerze - niewiele jest osób, które potrafią się doszukać walorów ozdobnych w kurtce M65, zapalniczce Zippo czy zegarku Atlantic.

Biżuteria męska zdobi bowiem głównie wewnętrznie, nosiciela. Na zewnątrz - ozdoba jest widoczna tylko dla koneserów, którzy w mignięciu nadgarstka, albo błysku metki („Fostex” czy „Alpha”?) potrafią dostrzec i ocenić to, co niepoznawalne dla profanów. Nieodłącznym składnikiem porządnego biżuta jest kult, legenda, najchętniej związana z użytkowością i niezawodnością. Nosicielowi biżuta sprawia wielką przyjemność fakt, że np. noże RAT powstały w wyniku badań, jakie Randall i Perrin prowadzili w dżungli.

Jak wiadomo każdy maczo notorycznie bywa w dżungli, więc RAT jest wtedy jak znalazł. Albo Zippo; działa nawet po wyłowieniu z zatopionej łodzi podwodnej (maczo czuje się z tym o wiele lepiej, bo w batyskafie regularnie spędza weekendy). Użytkowość M65 podkreśla fakt, że w dolnych kieszeniach mieszczą się po cztery magazynki do M16 (maczo używa ich powszechnie i nagminnie). Sebenza oznacza w języku zulu pracę, więc maczo nosi ją do pracy. Chris Reeve wyciął ją sobie w napadzie geniuszu, włócząc się krzaczorach RPA - do biura nadaje się doskonale. Legenda działa.

EDC a EDU

O ile użyteczność ubrań, latarek, plecaków, zegarków itp. gadżetów jest raczej bezdyskusyjna, o tyle noże mogą już budzić wątpliwości. Zwłaszcza ułatwiająca życie handlowcom jedna ich kategoria - EDC. Jedno, co można o niej powiedzieć dobrego, to to, że uczciwie się nazywa. Every Day Carry, czyli „do codziennego noszenia” dobrze oddaje główną cechę tej kategorii noży - służą do noszenia. Bez wczucia się w mentalność rozbitka, który MUSI - nie da się nimi zrobić nic sensownego, poza zwykłym cięciem. W licznych testach wymienia się za to dziesiątki rzeczy, które można ciąć; najczęściej taśmę pakunkową, pomidory i bułki.

W literaturze przedmiotu noży EDC używa się też powszechnie i nie wiedzieć czemu - do strugania patyków. Co ciekawe - istniejąca faktycznie od dziesiątków lat kategoria „do codziennego użytku” - EDU (Every Day Use) - nie została dotąd nawet nazwana. Pewnie dlatego, że składa się głównie ze scyzoryków i multitooli - nie dość wielkich, zatem nie wywołujących u obserwatorów kompleksu emocji zwanego „szacun”. Korkociągiem, nożyczkami, śrubokrętami, wykałaczką, kombinerkami czy pilnikiem na głowę biją każdy EDC, ale szacun zapewnia maczowi dopiero wygięty idiotycznie kerambit, albo kolejny projekt Kena Cebuli – nóż w kształcie kapsla częściowo przejechanego przez pociąg.

Problem wyboru.

Wybieramy starannie. Nasze biżuty mają przetrwać wszystko. W miarę możliwości powinny być ekstremalne i taktyczne, najlepiej też kontraktowe - cokolwiek to znaczy. Zegarek będzie działał nawet na głębokości, na której z powodu ciśnienia będziemy mniejsi od niego. Kurtka bez kłopotu przetrwa przeróbkę na ponton i z powrotem, dżinsami przy odpowiedniej dozie cierpliwości da się przetrzeć dziurę w pancerzu czołgu Merkava, latarą da się przepalić dziurę w poszyciu z duraluminium, a z nożem EDC w razie potrzeby wysiądziemy nawet z toalety pociągu relacji Szczecin-Przemyśl.

Wybór, dokonany z myślą o survivalu pozwoli nam przetrwać nawet na pętli nocnego na Bemowie. Biżuty powinny się też uzupełniać (w plecaku w razie potrzeby mieści się LandRover, i vice versa – w LandRoverze – plecak), oraz być do nas dobrze przytwierdzone. Wersja budżetowa polega na przywiązaniu ekwipunku przeciągniętą przez dowolną dziurę sznurówką, która w ten sposób staje się paracordem, czyli biżutem dodatkowym. Pochewka ze skóry czy inny prosty etuj są dla harcerzy; maczo najchętniej używa kydexu z teklokiem. Zgromadzony zestaw biżutów podlega naturalnie cyklicznej wymianie i uzupełnieniom. Tu wchodzimy jednak w obszar mody;

Trendy i tamtędy

Maczo oczywiście modzie nie ulega. Upodobania praktyczne ma ponadczasowe, i dotyczy to głównie materiałów. Np. uchwyty czegokolwiek z kratonów i zyteli - odpadają. Jeśli coś takiego u maczo zobaczymy, to natychmiast usłyszymy wyjaśnienie, że to sprzęt defaultowy, bo we właściwym rozwarstwiła się micarta, albo pękło cocobolo… Moda oczywiście jest nieistotna, ale… użycie czegokolwiek ze stali AUS czy 440 jest już kompromitacją, jak picie Bebiko. Prawdziwe biżuty powstają teraz co najmniej z ATS-34 lub 154CM, najlepiej z płomykiem Paula Bosa. Stale 3G, VG10 i S30V wciąż są podejrzane jak różowe koszulki polo, ale od biedy można je jeszcze nosić. Szacun u maczów zapewnia jednak nieprzerwanie tylko damast, D2, ewentualnie BG-42. A prawdziwe wrażenie robi dopiero kompozycja D2 oprawionej w tytan pod G-10; narzędzie działa długo i sprawnie w środowisku, w którym jego nosiciel przekręci się po paru minutach…

Po co to? Cała ta biżuteria w życiu codziennym jest oczywiście tylko balastem, pytanie wydaje się więc uzasadnione. Próbując odpowiedzieć można oczywiście pojechać wykładem o psychologii wieku średniego, kompensacji, czerwonych sportowych samochodach… ale po co, skoro można odpowiedzieć pytaniem „A po co dwunożnej kobiecie 46 par butów i po 9 torebek na każdą rękę?”

TomAcik

0
Average: 4.9 (8 votes)

Ja jakiś zniewieściały jestem :)

Latarkę mam w domu - taką płaską z kolorowymi szybkami. Scyzoryk żadną miarą taktyczny nie jest, i jest ze stali, ale ja nie wiem, z jakiej. Buty kupuję na targu, ciuchy od Chińczyków w Wólce Kosowskiej. W miarę łaciatą mam kurtkę z polaru, też chińską. Więcej grzechów nie pamiętam :)

Żona ma w szufladzie noże Fiskarsa - wychodzi, że to ona jest chłop :P

U konkurencji Porcellain własnie cos takiego tematycznego pokazał: taktyczny otwieracz butelek :P

He he, jak zwykle

He he, jak zwykle bezbłędny tekst :-) uśmiałem się z rańca :-)
Niech żałują ci co nie mogą tego przeczytać :D
KuriereX
Miłego dnia/nocy*
/* niepotrzebne skreślić
KNI

Wszyscy mogą przeczytać

Decyzją Ojca Założyciela. Tylko nie wszyscy mogą tu pisać i komentować :)

miliony much nie mogą się mylić...

W takim razie niech cieszy

W takim razie niech cieszy oczy, cieszę się niezmiernie :-)
KuriereX
Miłego dnia/nocy*
/* niepotrzebne skreślić
KNI

Zarąbiste !

Uśmiałem się jak norka... Super. Mogę sie podzielić z kolegą ?

 

 

Możesz

Czytać mogą wszyscy.

miliony much nie mogą się mylić...

Po to w sumie tu wisi

Po to w sumie tu wisi :-)
p.s. Podoba mi się że najpierw podgląd odpowiedzi, a dopiero potem wyślij. Warto przeczytać co się napisało :D
KuriereX
Miłego dnia/nocy*
/* niepotrzebne skreślić
KNI

Uderz w stół...

Poczułem się trafiony. Nie dotknięty

Do pewnego czasu wystarczał mi scyzoryk (multitool z korkociągiem) za 7.000... punktów programu VITAY. Dawno temu w Morsku posłużyl on również do zawstydzenia posiadacza jakiejś drogiej półmaczety.

Ów macho wbił ją w stół i z triumfującą miną rzekł: "coś tam, coś tam - 1.200 złotych". Nie pozostało mi nic innego jak wbić mój orlenowy kordelas obok maczety ze słowami: "7.000!!! punktów na VITAYu". Przy tym stoliku nikt już nożami się nie chwalił.

I tak sobie żyłem w błogiej nieświadomości, że jestem zaopatrzony w zaspokajające wszelkie potrzeby chwili i ducha narzędzie. Aż spotkałem Olgę i poznałem jej kolekcję.

I nie z powodu szacuna u maczów, lecz aby nie być gorszym od swej własnej żony zakupiłem LEO III. I tak naprawdę to nie wiem do czego go używać oprócz cięcia kartonów i taśmy klejącej.

 

Powered by Drupal - Design by artinet