Bo jednym się chce a innym nie

Krok po kroku dążą do wyznaczonego celu. Nie rozbłyskują jak fajerwerki i nie gasną za chwilę bezpowrotnie. Prowadzą pracę pozytywistyczną. Można by rzec, iż u podstaw. Żmudnie oświecają nieświadom, wartości życia z wiatrówkami, lud, a spośród niego i władze. Brną tym ugorem torując sobie drogę przez niewdzięczność i złośliwość panów Wiesiów i Staszków, którzy gruz zrzucą obok/na przenośną strzelnicę lub innym razem, niczym w "Zemście" Fredry urastają, we własnych oczach, do rangi kluczników - niepodzielnych panów sytuacji. Mimo tego wszystkiego, mimo braku poklasku chce się. Co ich napędza, gdy inni potrafią tylko pisać?   Nieodgadnione to meandry duszy każdego człowieka. Kontestatorzy idei dobra istotowo złączonego z naturą ludzką machną ręką i stwierdzą "projekcja ego i chęć bycia potrzebnym". Czysty egoizm nieszczerze kamuflowany altruizmem. Niech myślą co chcą. Hagiografii pisać nie będę, ale swoje wiem. Świat nie pochwali takich, bo ich nie zrozumie, bo nie potrafi inaczej ocenić niż według prostego kryterium zysku bądź straty. Kto się wymyka temu przejrzystemu ujęciu "homo homini lupus est", tego warto "przeoczyć", bo po co ma "kuć po oczach", tworzyć alternatywę, iż można inaczej.

Puchar Burmistrza - brzmi dumnie. Stadion Błonianki - w imaginacji te tłumy skandujące i nagła cisza, oczekiwanie, atmosfera napięta do granic wytrzymałości, nagle przecięta przez nieśmiałe "pppssssyyyt". Śrut siedzi w centrum tarczy. Stres startowy, spocone dłonie, znieruchomiałe postacie mierzące do celów.

Czwarte miejsce - tuż za podium. Rewolwer i śrut idą w niepowołane ręce. Jaki zawód, stracony czas...

To nie puchar, nie nagrody, nie panowie Wiesie i Stasie tworzą urok takich zawodów (choć był plan wykorzystania "ucha" obywatela Klucznika, jako celu reaktywnego w szerokim spektrum znaczeniowym tego słowa). Atmosfera niedzielnego pikniku, Żona na kocu z Rozalia "Panzerfaust" Faustyną (córka), wcześniej z FX Typhoonem w ręku mierząca i punktująca, przybyli goście i uczestnicy zawodów, możliwość postrzelania z różnych urządzeń o zróżnicowanej mechanice nadawania pędu śrutowi, słońce i popołudniowy nieśpieszny spokój - to wszystko razem pozwala powiedzieć - warto było i dzięki. "Chwalą nas..." - bo gdzież szukać przykładów jak nie w Ferajnie. A nuż (widelec) pobudzi to kogoś do współzawodnictwa - nie tylko na tarczy

0
Average: 4.8 (5 votes)

Jedni się wykruszają, siadają nad rzeczką

inni zaczynają - ważne, by nasze hobby rozwijało się i stawało czymś naturalnym dla ogólu społeczeństwa.

Dziś jeszcze muszę toczyć boje, aby kolejne zawody odbyły się jak zaplanowano. Za parę lat będą równie naturalne jak dziś mecze piłki kopanej :)

Ważne, że pojawiać się zaczynają miejscowi, już nie chowają się po działkach i podwórkach.

Powered by Drupal - Design by artinet