"Mordercze" (?) drobiazgi

 

Że je na swój sposób kolekcjonuję uświadomiłem sobie niedawno. Całkiem też niedawno dotarło do mnie, że gdyby skrupulatnie trzymać się litery prawa - można mnie chyba uznać za kolekcjonera szczególnie niebezpiecznej, perfidnej i zakazanej broni. To, że każdy z tych przedmiotów można kupić bez problemu wcale mnie nie rozgrzesza. To BROŃ!

 

Broń osobliwa, problematyczna i najczęściej zupełnie niepraktyczna, niemniej jednak spełniająca jej ustawową definicję. UoBiA w Art. 4 mówi wyraźnie; bronią są narzędzia i urządzenia, których używanie może zagrażać życiu i zdrowiu, i w kategorii broni białej oprócz nunczaków, podróbek kijów bejsbolowych wymienia ostrza ukryte w przedmiotach nie mających wyglądu broni. To właśnie one.

 

Utili-Key

 

Spełnia tę definicję najpełniej. Jest ostrze, jest ukryte, i to ukryte w przedmiocie nie mającym wyglądu broni. Mówiąc wprost - w kluczu, czy może czymś, co klucz całkiem przekonująco udaje. Ostrze zwykłe (mówiąc uczenie plain) ma wprawdzie około półtora centymetra, ząbkowane (równie uczenie zwane serrated) - niewiele więcej, niemniej ostrza istnieją.

Wbrew niepozornemu wyglądowi Utility-Key swej nazwie nie przeczy. Oprócz ostrzy zawiera też otwieracz do butelek, śrubokręt krzyżakowy, zwykły (niezbyt, przyznaję, wygodny), oraz nawet śrubokręt mikro. Przeczytałem gdzieś, że ten ostatni może np. służyć do dokręcania śrubek w okularach; śmiem wątpić, by autorem tych słów był ktoś, kto zetknął się kiedyś z okularami, niemniej tak napisano w literaturze fachowej.

Dzięki możliwości rozkładania całkowitego lub częściowego, Utili-Key daje się używać do drobnych prac całkiem jak na jego rozmiary wygodnie. Temperowanie ołówków, przycinanie zbędnych detali, cięcie taśm czy sznurków nie są problemem. Dzięki zablokowaniu obu jego ruchomych części pod kątem 90 stopni uzyskuje się też całkiem zgrabną dźwigienkę, pozwalająca uporać się także z dość mocno wkręconą gwiazdkową śrubą czy wkrętem.

Przypinamy to coś do pęku używanych na co dzień Witexów, Gerd czy Yale i… mamy broń. Jeśli jednak nie czujemy się mimo tego bezpiecznie, dozbrajamy się, w

 

Ti Dog Tag

 

Ten nie jest już tak uniwersalny, ani użyteczny. To po prostu dwie tytanowe płytki, przypominające znany każdemu maczo nieśmiertelnik US Army. Próba wybicia na tytanie wojskowych danych o nazwisku, grupie krwi czy wyznaniu niekoniecznie się uda, trzeba jednak uczciwie przyznać, że nieśmiertelnikiem nie da się pochlastać bez dużego samozaparcia, a Ti Dog Tagiem - i owszem.

W postaci złożonej gadżet może być uznany za dość oryginalny biżut i tylko tyle. Po rozłożeniu jednak uzyskujemy perfidne, choć niezbyt użyteczne z uwagi na kształt ostrze, osadzone w całkiem zgrabnym, acz małym chwycie. Ostrze, dodajmy, cholernie ostre.

Co można nim ciąć oprócz leżącej przed nami kartki pozostaje wprawdzie zagadką, niemniej jeśli poświęcimy nieco uwagi opanowaniu tej złożonej sztuki - efekt może przejść najśmielsze oczekiwania; kartka nie ma szans. Cięcie ułatwia zgrabne wyżłobienie w części stanowiącej ostrze, pozwalające na pewniejszy chwyt przez umieszczenie w nim kciuka.

Poza chlastaniem kartek i zwieńczonymi umiarkowanym powodzeniem próbami wspomagania manicure Ti Dog Tag nie nadaje się do niczego więcej, jego walory użytkowe doceni jednak każdy, kto kiedykolwiek był zmuszony precyzyjnie wyciąć potrzebny fragment tekstu z gazety, książki telefonicznej, czegokolwiek, bez naruszania reszty.

Wieszamy więc sobie morderczą podróbę nieśmiertelnika na łańcuszku na szyi i oto mamy kolejną broń. Mało? Bezbronny czuje się portfel? OK, portfel zaopatrzymy w przyrząd szczególnie perfidny;

 

Assailant

 

Mówiąc po ludzku - najeźdźca, agresor, napastnik. Nazywa się paskudnie, a wygląda jak karta kredytowa. Zwłaszcza, kiedy umieści się go w portfelu między innymi. Da się to zrobić bez problemu, bo zrobiony z lekkiego tytanu Assailant jest gruby jak dwie, a waży tyle co cztery standardowe karty.

Jest jedyną z wymienionych tu „broni”, której można przypisać jakiekolwiek użytkowe cechy broni. Trzymany w portfelu dzięki czarnej powłoce z powodzeniem udaje plastik, po wyjęciu jednak może nieco nastraszyć, a także - zapewne - nieco nabroić.

Głównym sprawcą strachu i ew. brojenia są dwie krawędzie „karty”; wyostrzone na brzytwę i tworzące całkiem poważnie zaczepny jej róg. Użyteczny zarówno do wycinanek, jak ostrzenia czy strugania czegoś.

Używanie Assailanta nie należy jednak do działań szczególnie wygodnych. Wymuszony dopasowaniem do rozmiarów służącej zdecydowanie do innych celów karty kredytowej kształt tego osobliwego noża wymagał wmontowania w niego dwóch dziur. Wsadza się w nie jak w kastet palce wskazujący i środkowy. Przy ew. pracach wymagających przyłożenia większej siły cała konstrukcja tego dziwacznego ostrza sprawia, że palce te nie nadają się potem przez jakiś czas do użytku. Przyznać jednak przy tym wypada, że jak na nałożone sobie przez twórców ograniczenia całość zaplanowano dość pomysłowo.

 

Mamy zatem trzy drobiazgi, przez posiadanie zamaskowanego ostrza udające coś, czym nie są. Ich kupienie nie nastręczyło mi żadnych problemów, podobnie jak używanie. Gdzieś w głębi duszy podejrzewam, że niezupełnie takie rzeczy miał na myśli ustawodawca, wprowadzając do ustawy słowa o ostrzach ukrytych w przedmiotach nie mających wyglądu broni, niemniej pobieżnie się im przyglądając można nabrać podejrzeń, czy są legalne. Wychodzę jednak z założenia, że skoro mogę coś zupełnie legalnie kupić i nie jest ode mnie przy tym wymagane pozwolenie na broń, to nie jest to broń.

 

P.S. Ostrzeżenie najzupełniej serio; fakt, że takie i podobne przedmioty istnieją stanowczo nie upoważnia do tego, by stosować je jako broń. Ich pominięte w tym tekście właściwości zostały pominięte z rozmysłem, by nie kusić licha.

P.P.S. Wymienieni Zbójcy - w załączniku.

0
Average: 5 (5 votes)

Nie jesteś na bieżąco.

Nie jesteś "trendy".
Teraz trzeba mieć SURVIVAL CARD.

To najnowsze dziecko ze stajni:
http://www.toollogic.com/

Miłek Majstruk

Ojciec Założyciel

Powered by Drupal - Design by artinet