jak zwyciężyć?

 

Jeśli chcesz zakończyć wojnę musisz dać wrogowi szansę aby się z tobą zaprzyjaźnił.
Jeśli tego nie uczynisz wtedy wojna dąży do rozstrzygnięcia „kto kogo” i nie ma innej alternatywy. Zatem wojna musi się kończyć albo pojednaniem z wrogiem, albo jego zniszczeniem. Jedna ze stron musi być całkowicie unicestwiona. W takiej wojnie nie są ważne argumenty racji, ale argumenty siły. Wygrany nie musi mieć racji i tak pozostając sam na polu nie będzie poddawany ocenie. Któż bowiem go oceni? Historia? Historia będzie jutro, zwycięstwo jest dziś. W pierwszym zaś przypadku (pojednania) musimy zadać sobie pytanie o to czy „zaprzyjaźniony” wróg nie ma choć trochę racji? Jeśli ją ma choć w części, to my nie we wszystkim. Jaki jest wróg i jacy jesteśmy my? – na początek nie oczekujmy odpowiedzi. Na początek zacznijmy się choć zastanawiać aby uniknąć rozwiązań „kto kogo”. Dlaczego? Nawet jak zwyciężymy w wojnie "kto kogo"  to nasze osłabienie zwycięstwem da szansę pokonać wszystkich najsłabszemu w okolicy.

 

0
Average: 5 (3 votes)

Jest jeszcze kilka wyjść


Wojen totalnych praktycznie nie ma. To są wyjątki. Ty zaś podałeś jako jedno z rozwiązań opcję z wojny totalnej - zniszczenie przeciwnika.
A oblicza zakończenia wojen są wszelakie. Najbardziej znane to "zimna wojna" - a właściwie "zimny pokój".
Wyjątkiem jest też takie osłabienie wygranego, że staje się łatwą ofiarą. Najczęściej jednak jest wzmocniony, do tego gotowy do dalszej walki, doświadczony i... wzbudza strach.

Jedźmy dalej. Zaprzyjaźnienie się z wrogiem to tylko jedna, wyjątkowa opcja. Najczęściej jest to po prostu mniej czy bardziej przyjazna neutralność.

Takie opcje, które przedstawiasz, są wyjątkami. Choć twój wpis jest ciekawy i słuszny, to niekompletny - bo przedstawia twoje myślenie życzeniowe. Tak, niestety (albo na szczęście) nie jest.

Jak to w życiu - jest mnóstwo odcieni...

Ojciec Założyciel

Ech, chciałbym być takim jak radcom...

Zimna wojna czy też zimny

Zimna wojna czy też zimny pokój to też swoiste zaprzyjaźnienie z wrogiem. Ustala się linię demarkacyjną (może nią być stalowa kurtyna, albo gruba kreska, albo cienka czerwona linia) i można "żyć" jakoś..... Być może słowo "zaprzyjaźnienie się" nie jest najwałściwsze i zależnie od kontekstu można użyć innego. Ja chciałem wskazać co innego - zależnie od typu wojny lub też "wojny" stosuje się odpowiednią retorykę. Kompromis (pokój) wymaga aby każda ze stron zachowała "fragment" twarzy, w tym drugim wypadku nie ma zasad. Zwyciężeni są poza własnym osądem, przegrani nie mają głosu - refleksja przychodzi później.....

Pomimo tego, sam osobiście widzę kilka kwestii dla których sumienie pozwala mi jedynie na postępowanie (wojnę) w rozumieniu "kto kogo".

Prawa wojny są nieubłagane


Wojna z założenia wymaga zniszczenia (niekoniecznie fizyczne) przeciwnika. Jak kończą się "chumanitarne" wojny, widać wyraźnie, od Wietnamu po dzisiejszy Afganistan. Z założenia zwycięzca dyktuje podręczniki historii, z definicji nie przyznając racji przegranemu. To są niemalże aksjomaty.

To, że na wojnie nie ma logiki, rozsądku czy dyskusji, a tylko demagogia - to, niestety, też prawidła wojny. Jeśli jest dyskusja, to polityka. Jak się kończy, zaczyna się wojna. "Wojna to polityka prowadzona innymi metodami". Bismark zakończywszy budowę sojuszy i neutralizowanie sojuszników przeciwnika, powiedział swoim generałom: "Panowie, moja praca zakończona, ciąg dalszy zostawiam w waszych rękach".
I tutaj widzę pewne niedomówienie z twojej strony. Traktujesz stan wojna/pokój jako białe/czarne. A różnica jest niezwykle płynna...

Ojciec Założyciel

Nie mam cierpliwości do głupoty większej od własnej.

Wojna to odwrócenie systemu

Wojna to odwrócenie systemu wartośći. (sam wszak zauważasz, że Jeśli jest dyskusja, to polityka. Jak się kończy, zaczyna się wojna.) Przejście ze stanu wojny do stanu nie-wojny i odwrotnie to zawsze swoisty "szok". To nagła zmiana postępowania, wartościowania, oceny i odpowiedzialności. W tym kontekście jest to czarno-białe. Swój-obcy, życie-smierć, hurra-pardon. W skali mikro, w skali jednego człowieka to zawsze będzie "kto-kogo". Jak odrzucisz ten czarno-biały schemat, wtedy "swoi ciebie" a to zawsze było głupotą.

Szare jest wtedy gdy terminu "wojna" nie ograniczamy do konfliktu militarnego międzypaństwowego, ale jakiegokolwiek konfliktu. Wojna to nie tylko spór o impoderabilia, to także spór o duperele. :) Co zaś się tyczy cytatu (wariacji na temat cytatu) Von Clausewitza, to mówił on, że "wojna to kontynuacja polityki innymi metodami". Jak się nie da piórem, zrobi się karabinem......

Nie chodzi mi o to kto ma mieć rację tu i teraz, ale o to by przed wyciągnięciem ręki pomyśleć. Niezależnie od tego czy wyciągamy rękę do uścisku czy do kabury.....

Ależ oczywiście!


Racja w tym sporze nie jest tak ważna, jak dyskusja...

Widzisz, dla wojna też ma wiele obliczy. Od wojny totalnej, w celu fizycznego unicestwienia przeciwnika, poprzez "zimną wojnę" aż do przepychanek w stylu "wojen celnych". Może dlatego trudno mi przyjąć układ 0-1, tym bardziej, że "szok" jest też umowny, wszak zwykle napięcie pomiędzy stronami rośnie, a wybuch wojny jest sprawą pretekstu.

Ale generalnie masz rację, jeśli chodzi o przekaz. Tylko co począć, gdy większość ludzi umie myśleć wg szablonów i schematów, a nie logiki...

Ojciec Założyciel

Nie mam cierpliwości do głupoty większej od własnej.

To już problem pokonanego

jak przestaję walczyć, to traktuję go dokładnie tak samo, jak całą resztę otoczenia. Gorycz porażki i zaznane w niej rany powodują, że przegrany nienawidzi zwycięzcy. I pragnienie rewanżu, nieraz za wszelką cenę.

W forumowych wojenkach nie da się przeciwnika zniszczyć całkowicie - to świat wirtualny. Można sięgnąć po God Mode, jak ostatnio zrobił to Senio. Bo wojenkę na piaskownicy zdecydowanie wygrałem, walcząc samotnie. Mam w takich wojenkach forumowo czatowych ponad dziesięć lat doświadczenia i pokonać mnie trudno. Zwłaszcza, gdy przeciwnik głupio się podkłada.

Fajnie się krytykuje innych, gorzej, jak inni krytykują nas. Jak Eryk krytykować zlot Airguns, to być dobry człowiek, jak Miki krytykować Eryk za roszczeniową postawę to być bardzo zły człowiek. Jak Tomo przysrywać Miki, to być bohater, jak Miki nazwać rzecz po imieniu, to być ostatnia szuja.

Nie dało się mnie zagadać ani zakrzyczeć na piaskownicy - sięgnięto po magiczne przyciski i bana. I ok - na piaskownicy zapanował wreszcie upragniony spokój, ład i porządek :P

Tutaj żadnemu normalnemu dyskutantowi ban nie grozi i o dziwo ci nienormalni zaczęli omijać szerokim łukiem Airguns. Mam niezłą polewkę obserwując, jak się logują, pilnie czytają materiały dla zarejestrowanych użytkowników. Jak ci co się wycofali z Ferajny, albo zostali z niej wywaleni, szturmują artykuły, dla niej przeznaczone. Ale nie mają śmiałości się tutaj odezwać, za to na piaskownicy zgrywają wielkich urków - twierdzą, że ich noga tutaj nie postała.

Powered by Drupal - Design by artinet