Manewr akumulatorowy

Razdwa razdwa, próba bloga. Kurde. Pozmieniało się. Tylko artykuły o strzelectwie i wiatrówkach... Chyba muszę udawać, że to przerywnik folklorystyczny. No to jazda. Forum nie ma, wszyscy się nudzą, może przejdzie.

Witajcie drogie dzieci. Dziś cholerny miś z okienka, by zdenerwować was na dobranoc a spać nie pozwolić, opowie wam histeryjkę wojenną z zakresu ekonomy sajens-fikszen.

Histeryjka jak zwykle wydarzyła się gdzieś na nieustającym froncie wschodnim* (Kura nie ptica coś tam coś tam nie zagramanica a przecież w gdzieś tam gdzieś tam gdzie ta kura nie ptica wojna ciągle trwa). Tak, na froncie wschodnim, czyli w okolicy tradycyjnie niecywilizowanej, obskurnej, gdzie wszystko jest brudne, obsrane, podrobione i spieprzone a gdzie diabeł nigdy nie mówi dobranoc.

Otóż dnia pewnego haupszturbanfirer, wstawszy z wieczora, z uczuciem palącej zgagi, a poirytowany przecież jak zwykle długimi czasami dostaw, stojąc po kolana w okopowym gównie (masowo rozlanym po całym froncie wschodnim), chwycił semiimpulsywnie za swojego buraka i wybrał numer centrum obsługi żołnierza przy reihsfirerze (nie bądźmy Ulissesami, skończmy to zdanie). Poczucie marnotrawienia krwawicy na próżno wzbierało w haupszturbanfirerze już od dawna, wspomnianą zgagą objawiając się między innymi biegunkami. Właśnie tego dnia i wieczora biedny kacap haupszturbanfirer nie wytrzymał i postanowił działać.

Telefon odebrał sympatyczny i konkretny oberlojtnant. Jako że haupszturbanfirer z zamysłu i premedytacji postanowił rozmowę całą zarejestrować dla potrzeb dochodzenia i sądu wojennego, a burak przydzielony haupszturbanfirerowi był konstrukcją wyjątkowo zdradziecką (i też prawo wojenne frontu wschodniego wymaga poinformowania o rejestracyji) to oberlojtnant węsząc podstęp znagła natychniast i tudzież ówże kilkakrotnie zażądał wyłączenia burackiego pikania lub rejestracji wogóle (prawda że ani Kochanowski ani Mickiewicz takich zdań nie cieli?).

Haupszturbanfirer jednak, niezważawszy na cierpiącego oberlojtnanta (rozumiecie, na bezkresnym froncie wschodnim w czasie wojny trudno o dobrą pracę), z sadystyczną rozkoszą kontynuował gromadzenie niezbitych dowodów.

Rozmowa rozwijała się więc mimo woli. Panowie wymieniali informacje o szybkości posuwania się różnych eszałonów, o punktach przeładunkowych, o transportowanych ilościach. Dokonywali rachunków i obmiarów, badali czasy wyjścia. Oberlojtnant poprosił nawet hałpszturbanfirera o sięgnięcie do konsoli dowódcy i wyłączenie to tego to tamtego w systemie, aby upewnić się, że owo to lub tamto nie jest znaczącą przeszkodą opóźniającą transporty. W końcu haupszturbanfirer mógł być szpiegiem i dywersantem w jednem, a tacy przecież celowo dezorganizują front.

Wreszcie po długiej i treściwej rozmowie obaj panowie doszli do konsensusu: Jest źle! Ofensywa grzęźnie a system dostaw faktycznie działa podejrzanie wolno.

Oberlojtnant widząc fakty, z własnej inicjatywy zaproponował wypełnienie formularza zgłoszenia problemu. Haupszturbanfirer nie zawahał się. Ukradkiem uronił łzę, po czym z kurwikami w oczach z dziecinną naiwnością a psychopatyczną radością urodzonego mordercy przystąpił do czynu wypełniania zgłoszenia.

Haupszturbanfirer, słysząc w słuchawce żwawe postukiwanie maszyny do pisania na biurku oberjotnanta, między jedną a drugą odpowiedzią już zaczynał delektować się wizją przyszłego sprawnie sunącego natarcia gdy nagle... zgasło światło i łącze zamilkło. Wskutek długiej rozmowy w buraku haupszturbanfirera skończyła się bateria ;-) .

Na zdrowe zdenerwowanie było już za późno. Bezradny haupszturbanfirer zsunął się i ciężko siadł ukrytą w swych pantalonach dupą na dnie okopu. Z kieszeni kurtki, ledwo wystającej nad poziom gówna, spokojnie wyjął szluga, zatarł zapałkę wyciągniętą nonszalanckim ruchem zza ucha i równie spokojnie zajarzył zaciągając się głęboko... "Taaak... manwer akumuluatorowy... o tym nie pomyślałem...". Myśli w głowie haupszturbanfirera krążyły leniwie, spowolnione przez dopływ markowej nikotyny. Może oberlojtnant współpracował z mitycznym Sztyrlicem? Może był wtyczką Brytyjczyków? Może nawet ciągnał się za nim spadochron? Ale jakie to ma właściwie teraz znaczenie dla mnie? "Ja przecież potrzebuję tylko dostaw albo uczciwego śledztwa wykrywającego fakty." - pomyślał (myślenie nie było jego mocną stroną, ale ostatnimi czasy starzejący się haupszturbanfirer zdawał się powoli znajdować w nim radość).

Skończywszy szluga haupszturbanfirer niezgrabnie wczołgał się do swojej ziemianki, wygrzebał ładowarkę i spokojnie przyłączył do niej buraka. Krótki telefon do sicherhajtdinst upewnił haupszturbanfirera: to rzeczywiście mógł być zamierzony manewr akumulatorowy. Sicherhajtdinst nie wiedziała bowiem o żadnej rozmowie ani o żadnym zgłoszeniu. Oficer dyżurny zasugerował ponowny telefon do centrum obsługi żołnierza.

"Nazwisko oberlojtnanta powinienem odtworzyć z nagrania." - powiedział haupszturbanfirer kończąc rozmowę. Niestety rzeczywistość frontu wschodniego bywa brutalna. Nie dość że żołnierze są rozrywani wybuchami, tratowani przez czołgi, bestialsko mordowani czy też zdychają z głodu zimna i wycieńczenia, jakby tego wszystkiego było właśnie mało to jeszcze coś tam coś tam wera dała im beznadziejny sprzęt. Oto bowiem nasz haupszturbanfirer odkrył, że plik z nagraniem przerwanej rozmowy rozpłynął się...

"Double cross!" pomyślał haupszturbanfirer z angielska, wspominając studyja dotyczące wywiadu brytyjskiego. "Cholerny manewr akumulatorowy! Oberlojtnant chyba doskonale znał mój sprzęt i od początku rozmowy wiedział co robi!!!" - zgrzytnęło w umęczonej głowie haupszturbanfirera.

Nasz bohater usiadł ciężko na pryczy i zastanawiał się: "zacząć chodzić po suficie i rzucać różnokolorowe przekleństwa a potem skopać tyłki paru szeregowcom czy może dać sobie spokój?". Ostatecznie rozsądek zwyciężył. Haupszturbanfirer postanowił spokojnie kontynuować realizację planu przewidzianego na ten wieczór. Pierdnął siarczyście, strzelił sobie szklaneczkę czegoś tam mocniejszego po czym zabrał się za czytanie kolejnego tomu "Sztuki Wojny". Gdy nagle... zadzwonił telefon.

Ku zdziwieniu haupszturbanfirera w słuchawce odezwał się ten sam oberlojtnant! Rozmowa szybko wróciła na właściwe tory. Haupszturbanfirer, tym razem postanowiwszy pozostać bezradnym, zaniechał rejestracji. "I tak wszystko poszło w p..." - pomyślał. "A na okoliczność manewru akumulatorowego przecież się następnym razem zabezpieczę."

Rozmowa szła gładko. Koniec końców haupszturbanfirer dostał od oberlojtnanta kod zgłoszenia - magiczny numer, bilet do lepszego świata. Bilet. Tylko nie wiadomo czy pociąg przyjedzie.

Czy problemy haupszturbanfirera zostaną rozwiązane? Czy oberlojtnant napisał w zgłoszeniu co trzeba? Czy może wpisał że ekipa ma pojechać i rozstrzelać haupszturbanfirera? Już za chwilę dowiecie się tego z następnego odcinka, jeśli go napiszę. A tymczasem przerwa na reklamę pasty do zębów, bo czas myć zęby i iść spać drogie dzieci.

(Spisano na kolanie, korespondent wojenny specjalnej troski Edek od kredek, front wschodni, data i godzina zamazane...)

* nie mylić z pewną organizacją strzelecką aka Front Wschodni

0
Average: 4.5 (2 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet