Popularyzacja sportu strzeleckiego – jak to zrobić?

Strzelanie podobało mi się „od zawsze”. Jako dzieciak strzelałem z procy, „hacelówki”, korzystałem z każdej okazji, by ustrzelić jakieś nagrody na odpustowej strzelnicy. W szkole średniej dostałem do ręki KBKS, starą dobrą „radomkę”. Strzeliłem, trafiłem tam gdzie celowałem. Nauczyciel PO był zarazem trenerem sekcji strzeleckiej LOK i tak się zaczęła moja przygoda strzelecka na serio. Potem w wojsku peem, kałasznikow, diegtiariew i PK. Po wojsku dość długo nie trafiała się okazja, dopiero kilka lat temu trafiłem na warszawski ZKS, gdzie przepuściłem sporo nabojów przez lufy rozmaitych pistoletów i rewolwerów.

Była to jednak rozrywka elitarna, ze względu na koszta. Na strzelnicy pojawiali się głównie policjanci, ochroniarze, biznesmeni i... - gangsterzy.

Potem zmieniłem miejsce zamieszkania i pracę - i musiałem zaniechać kontynuacji przygody strzeleckiej – było za daleko i za drogo.

Przypadkiem wpadł mi w ręce pistolet-wiatrówka. Chiński złom najniższej z możliwych jakości, który padł po kilku puszkach śrutu, ale to starczyło, by odnaleźć swoją drogę do kontynuacji starego hobby.

Znalazłem w internecie stronę www.bron.iweb.pl, potem trafiłem na „Dziki Zachód” - http://dzikizachod.fieldtarget.net. Poznałem tam wspaniałych ludzi, lektury starczyło na prawie rok. W międzyczasie od Andrzeja Kliszewskiego otrzymałem w prezencie dwa systemy od starego, DDR-owskiego Haenela 304, przywróciłem je do życia, opisując to na w/w forach. Może kiedyś o tym więcej napiszę również na łamach Biesa, choćby w ramach Wirtualnego Muzeum Wiatrówek.

Wrastając w internetowe środowisko strzeleckie lokalnie pozostawałem samotnym strzelcem. W Błoniu nie ma miejsca, gdzie można by sobie postrzelać w towarzystwie, nie ma też towarzystwa, choć śmiało mogę stwierdzić, że wiatrówek w mieście jest przynajmniej kilkaset. Dokładniej rzecz biorąc nieco mijam się z prawdą, bo towarzystwo się niewątpliwie znajdzie, gdy tylko będzie gdzie postrzelać.

W międzyczasie poznałem załogę z www.airguns.pl. lepiej znaną jako „Klub Normalnych Inaczej” aka „Dezorganizatorzy”. Razem zorganizowaliśmy w Błoniu turniej strzelecki. Frekwencja przerosła moje oczekiwania, i nie jest to jakiś chwilowy fenomen. Kolejne dwie imprezy strzeleckie, które organizowałem już samodzielnie, choć nadal pod egidą – dostąpiłem zaszczytu przyjęcia do „Klubu Dezorganizatorów” - również cieszyły się dużym zainteresowaniem, w jednej z nich wziął udział również burmistrz Błonia, który wystrzelał zresztą całkiem ładny wynik - 45/50.

Tu dochodzimy do samego sedna – tytułowej popularyzacji sportu strzeleckiego. Obserwując duże zainteresowanie zastanowiłem się, dlaczego nie widać tego na co dzień. Już rok temu na forum IWEB-u pisałem o konieczności zakładania strzelnic. Mimo dość zdecydowanego oporu, wyrażonego przez ogół strzelców terenowych zdania do dziś nie zmieniłem. Strzelanie terenowe jest fajne, ale jest to sport elitarny. Zwykły Kowalski nie pojedzie kilka kilometrów za miasto, by sobie postrzelać, miejsc, w których można to robić też nie ma za wiele. Umiejscowiona w dobrym punkcie strzelnica – obojętnie, czy zamknięta, czy otwarta, umożliwi dostęp do uprawiania naszego pięknego sportu szerokiej rzeszy, głównie młodzieży.

Istotne jest bezpieczeństwo i legalność takiego strzelania. Nie wyobrażam sobie masowego strzelectwa terenowego. To sprawdza się w nielicznych grupkach profesjonalistów i na odludziu. W przypadku masowości kwestie bezpieczeństwa stają się nadzwyczaj istotne.

Gdy zastanawiałem się, jak taką strzelnicę najlepiej założyć, jak sfinansować działalność stricte szkoleniową dla dzieciaków, od razu zrozumiałem, że trzeba się w tej kwestii oprzeć o samorząd lokalny. Gmina w swoich obowiązkach statutowych ma pomoc w promowaniu i rozwoju sportu, zwłaszcza szkolenia młodzieży.

Tak poznałem miejscowego Gminnego Koordynatora Sportu, i razem podjęliśmy działania na rzecz realizacji naszych planów. Piszę naszych, bo wystarczyły te pierwsze zorganizowane z okazji Dni Błonia zawody, bym nie musiał już starać się o pozwolenie na zorganizowanie, powiem więcej – teraz zawody strzeleckie są pożądaną atrakcją każdej masowej imprezy w moim mieście.

W międzyczasie na szkoleniu zorganizowanym przez stowarzyszenie Broń i Strzelectwo uzyskałem LOK-owskie uprawnienia do prowadzenia strzelań i licencję sędziego PZSS trzeciej klasy. Szkolenie odbywało się na strzelnicy wygospodarowanej w podziemiach sali gimnastycznej. To nasunęło myśl, by pomysł skopiować – akurat w Błoniu rozpoczęła się budowa nowej sali gimnastycznej przy jednym z gimnazjów. Nie trzeba było długo przekonywać – sprawa jest już realizowana.

Wielu zapyta: „I po co ci to, człowieku?”. Istotnie, pytanie ważne, a odpowiedź prosta – bo lubię. Lubię strzelać, choć wynik dla mnie nie ma jakiegoś specjalnego znaczenia, wolę swoje strzelanie traktować jako świetną rekreację.

Jednak strzelectwo jest ściśle mierzalne, i może być widowiskowe. Dzisiejsze olimpijskie dyscypliny strzeleckie są mało atrakcyjne, żeby nie powiedzieć wręcz nudne wizualnie. Zakuty w pancerny strój strzelec godzinami strzela do tarczy, niezmiennie trafiając w dziesiątkę – żaden materiał na relację TV.

Jednak wystarczy ustawić kilka torów do Silhouette, by sytuacja zmieniła się diametralnie. Dziesięć minut, dwadzieścia strzałów, i efektownie odlatujące trafione figurki zwierzątek to widok, który może wciągnąć. Jeżeli można było zrobić dyscyplinę olimpijską z kamienia poganianego mopem po lodzie, to tym bardziej uda się to w przypadku sylwetek.

Lubię uczyć innych, satysfakcję sprawia mi, jak osoba, która nie miała przedtem broni w rękach po krótkim instruktażu strzela ładne skupienie. Wzorem dla mnie jest mój instruktor sprzed 30 lat – do dziś zresztą czynny i organizujący rozmaite zajęcia i imprezy strzeleckie.

0
Average: 5 (1 vote)

Powered by Drupal - Design by artinet