Czy sięgneliśmy dna?


Nie, przecież słuchać pukanie od spodu!


Zastanawiało mnie ostatnio, czy można osiągnąć szczyt obłudy. Albo dno. Skąd mnie naszły takie filozoficzne rozważania? Otóż wydawało mi się kiedyś, że każde środowisko jest samoregulującym się mechanizmem. Jeśli następuje przegięcie w jedną stronę, to opór materii nie pozwala przekroczyć pewnej skrajnej granicy, a wręcz odrzuci w stronę przeciwną. I tak odbijając się od jednej granicy do drugiej, ustali się pewien środek. Można to porównać do rzeki, która meandruje, ale zawsze w ramach jednej doliny. Zresztą, zjawisko to znane jest powszechnie, czy jako nisza ekologiczna, czy choćby jako grupa społeczna...

Jeśli jednak ośrodek nie wraca do równowagi po osiągnięciu granicy? Jest problem... Albo zostaną utworzone nowe granice, przesunięte w stosunku do starych, albo... albo ośrodek zostanie rozsadzony. Znowu, przez analogię, to tak, jakby wyginęła część gatunków w niszy ekologicznej. Bez regulacji zagłada grozi wszystkim, a jeśli nawet przetrwają, nisza zostanie nieodwracalnie zmieniona - nigdy na lepsze. Powrót do stanu stabilności zajmie wtedy bardzo dużo czasu, a powrót do bogactwa niszy, o ile będzie możliwy, będzie bardzo, bardzo długi...

Te same zasady dotyczą tak środowiska jako przyrody, jak i środowiska jako grupy ludzi. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, więc w każdej grupie są tacy, co nadają ton, kierują resztą. Chcąc zobaczyć, co ta grupa jest warta, wystarczy popatrzeć na tych "liderów". Nieprzypadkowo mówi się, że mamy takich posłów, na jakich zasługujemy...

Weźmy przykład trzech przedstawicieli grona "autorytetów". Podnoszą ważki problem: koszty imprezy. Przekonują, że w dobrej imprezie nie jest ważne, by była na wysokim poziomie, szczególnie wyżywienia (co kosztuje), ale klimat, okazja by się spotkać i zabawić. Słusznie, święta racja, tylko... kilka miesięcy temu przekonywali, że impreza, która jest tania, ale nie ma wyżywienia w obfitości, jest poniżej jakiejkolwiek krytyki. Nikt tego nie widzi, nikomu to nie przeszkadza. Nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie to, że to trójka branżowych weteranów, między innymi szacowny redaktor poważnego pisma czy moderator.

Moderator na forum, szczególnie takim, gdzie użytkownicy decydują o jego kształcie (powiedzmy: społeczne), jest takim "liderem". Ma do tego odpowiednie narzędzia ("magiczne guziki"), nadaje dyskusjom (a więc i poglądom) kierunek i ton. Moderator powienien więc być jak żona Cezara: kryształowy, poza wszelkimi podejrzeniami. Dodatkowo działa mechanizm samokontroli: jeśli jest kiepskim moderatorem, ludzie go nie słuchają, w efekcie nie działa skutecznie. Czas jego władzy jest wtedy policzony... Chyba, że przekroczymy pewne granice.

Moderator prowadzi działalność zarobkową, w czym przecież nie ma nic zdrożnego czy wstydliwego. Jednak nie przyznaje się do tego, obierając to w bliżej nieokreślone "dobro społeczne". Będąc związany z jedną z firm, uparcie jej kiedyś bronił, zaprzeczając nie tylko stronniczości, ale także związkom z tą firmą. Teraz w otoczce pretensji, że gdzie zaczynają się pieniądze, tam kończy się przyjaźń, tworzy sytuację podbramkową, kierując ludzi na portal... na którym wisi baner reklamowy jego strony, z jego ofertą handlową. W tym samym czasie oferta "lidera" wzbogaciła się o towar oferowany przez właściciela portalu, który tak promuje... Oczywiście, nigdzie i nigdy nie przyznał, że prowadzi działalność komercyjną. Nikt tego nie widzi, nikomu to nie przeszkadza. Niewątpliwie moderator ten jest jak żona Cezara - w tym wypadku jak Valeria Messalina...

Tak się zastanawiam, czy ja mam pomroczność jasną, czy granice wyznaczające obłudę zostały przesunięte poza jakiekolwiek normy? Ale przecież nikt nie widzi, nikt nie protestuje, nikomu to nie przeszkadza. Czyli o jakich normach mówimy? Ośrodek został wybity ze stanu stabilności, nacisk na jedną stronę przekroczył poziom krytyczny, to mamy nowe granice. Nowe granice tego, co jest obłudą, co nie. Skoro nikt nie widzi, to wstydu nie ma...

Zbyt długo siedzę nad rzeczką i obserwuję, co się dzieje. Wszak jest to kwestia perspektywy - dla kogoś, kto miesiąc, czy choćby rok w tym siedzi, są to rzeczy mało zauważalne. Tym bardziej, że powszechne przyzwolenie na "wujowstwo" nie sprzyja wyciąganiom nieładnych wniosków.
Czy więc osiągnęliśmy dno?
O to jestem spokojny. Nam to nie grozi. Inni pracowicie zaś stukają pod spodem.
O nich też jestem spokojny, bo nie pukają w sufit, ale kopią w głąb...

0
Average: 4.5 (8 votes)

Kurwa to nie jest zawód, ino charakter

trzeci rok Jerzy zbiera pokłosie decyzji o odstawieniu G3W. Igor go zrobił w trąbę niemal z marszu, teraz kolejny pokazuje, co naprawdę wart.

Ale forma "osiągnęliśmy" jest tu chyba nieodpowiednia - związki między szeroko pojętym hafciarstwem a nami są bardzo iluzoryczne :)

Inna zagadka

Skoro piszesz Miłku zagadkowo to i ja mam zagadkę. Też prostą. Cytat dialogu pięknie pasujący do obecnej sytuacji.

"- Zapędziliście się w ślepy zaułek. Wystarczyło z niego wyjść i zapomnieć.
Rozumiem dobre intencje, ale metody były nietrafione a jeszcze gorsze efekty.
Nie zauważyliście (nie chcieliście zauważyć) niszczycielskiego efektu Waszych działań(...)
(...)
- A pisałem (...), że decyzje niosą konsekwencje?
(...)
- Tak. Konsekwencje są dla mnie przykre."

Ktoś się domyśla, kto z kim i o kim to mówił? ;)

To było łatwe...

E tam, prosta ta zagadka...

Psze Pani, psze Pani!! I ja,

Psze Pani, psze Pani!!
I ja, ja, ja i ja też wiem.

Powered by Drupal - Design by artinet