Powstaniec stracił broń, ja straciłem złudzenia

- Ja tu widzę niezły burdel!

- Coś ty powiedziała? Burdel o wy macie w tym swoim Archeo!

 

Temat uczestnika Powstania Warszawskiego, który został pozbawiony kolekcji broni (a właściwie broni pozbawionej cech użytkowych) był już poruszany na naszym Forum. Od początku było widać, że sprawa ta była jak całowanie tygrysa pod ogon: ni straszno, ni śmieszno... Wyrok w pierwszej instancji pozwolił dokonać wyboru: to nie śmieszne, to straszne... Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli umorzył postępowanie ws. nielegalnego posiadania broni przez powstańca warszawskiego 77-letniego Waldemara Nowakowskiego. Orzekł przepadek jego kolekcji na rzecz skarbu państwa. Jak mówi Nowakowski, zabytkową broń i inne militaria kolekcjonuje od pół wieku. Wypożyczał je telewizji, organizatorom wystaw związanych z II wojną światową czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Sąd wyjaśniał wczoraj, że znaczną część broni z kolekcji można wciąż użyć i dlatego należy ją odpowiednio zabezpieczyć.

Sąd umorzył postępowanie ws. nielegalnego posiadania broni. Czyli, jak by tu nie patrzeć, "kolekcja broni" wcale "bronią" nie była. To akurat jest proste: jest broń, nie ma pozwolenia - to jest nielegalne posiadanie. Powstaniec pozwolenia nie miał... czyli to, co potraktowano jako broń, bronią wcale nie było.

No i dobrze. Człowiek jest niewinny, nie pójdzie na 8 lat do więzienia.

No, jest niewinny, ale kolekcja została... skonfiskowana przez Państwo na rzecz Państwa. Państwa Prawa, dodam. O Sprawiedliwości nie wspominam, bo to Sąd, nie Sprawiedliwość.

Zaraz, jak to możliwe, że oskarżony niewinny, ale kolekcję konfiskujemy? Coś tu nie bardzo gra. Coś tu w ogóle nie gra.

Jeśli jest to broń, to powinien dostać wyrok, choćby w zawieszeniu.

Jeśli to nie jest broń, to powinna zostać mu zwrócona.

Nie ma trzeciego wyjścia. No nie, nie w polskim sądzie! Tutaj, Panie, takie fachury pracują, że w Sztrasburgu oko im bieleje!

Sąd wytłumaczył: "znaczną część kolekcji można wciąż użyć i dlatego należy ją odpowiednio zabezpieczyć".

Kurcze... jak u Kafki... Niewinny, ale część kolekcji można użyć, więc zabieramy wszystko... to się po prostu nie mieści... No to po kolei może...

Sąd umorzył postępowanie ws. nielegalnego posiadania broni: to znaczy, że oskarżony nie posiadał nielegalnie broni. To oczywista oczywistość. No to wychodzi tak: albo miał pozwolenie (czyli posiadał legalnie), albo nie była to broń. Wiadomo, że oskarżony pozwolenia żadnego nie posiadał. Czyli, jak należy logicznie wywnioskować (inaczej się, k...a, nie da), to co było w kolekcji - nie było bronią.

Jeżeli nie posiadał broni, to nie można powiedzieć, że "znaczną część kolekcji można wciąż użyć" (no, pewnie bagnet czy menażkę...).

Jeżeli nie posiadał broni (a inaczej nie chce wyjść), to należy mu jego kolekcję "broni" zwrócić po umorzeniu postępowania.

Jeżeli zasądzono przepadek mienia, gdyż "znaczną część kolekcji można wciąż użyć", to oznacza, że oskarżony posiadał broń. Czyli, że nie można było umorzyć postępowania. A sąd to postępowanie umorzył.

No to ja tu widzę niezły burdel! Jeżeli "znaczna część kolekcji" jest bronią, to oznacza, że "mało znaczna część kolekcji" tą bronią nie jest. A jeśli nie jest, to nie może podlegać przepadkowi na rzecz skarbu państwa! "Kolekcja" nie jest podstawą zarzutów - jakaś tam "kolekcja" nie może przecież być bronią (lub nie-bronią). Jako broń (albo nie-broń) można oceniać tylko każdy z elementów tej kolekcji. Wtedy jest układ 0-1: albo jest, albo nie jest bronią. Jeśli jest, to może zostać przejęty przez państwo. Jeśli nie jest, ma być zwrócony właścicielowi.

A tutaj przepada wszystko. Bo tak.

Jak więc nie wierzyć pogłoskom, że zainteresowanie Policji przedmiotową kolekcją (której nie zarekwirowano nawet podczas stanu wojennego!) powstało na zamówienie (czyt. donos) pewnego konkretnego warszawskiego muzeum. Państwowego, dodam. Ma to pewne znaczenie, gdyż zgodnie z panującą praktyką, broń, która sądownie zostanie przekazana na rzecz skarbu państwa nie jest już (na szczęście!) niszczona. Teraz jest przekazywana do muzeum... ale tylko "państwowego". Czyli nie ma możliwości, by jakieś tam zaprzyjaźnione muzeum wystąpiło do Policji o przekazanie mu kolekcji oskarżonego. Musi być to muzeum państwowe. No i Policja, na podstawie tylko i wyłącznie swojego "widzimisię" (bez obrazy dla tych, którzy decyzje podejmują) mu przekazała.

Czy więc absurdalny wyrok sądu nie ma związku z "zapotrzebowaniem" na tą kolekcję? Nie da się inaczej wytłumaczyć indolencji sędziego. Bo jak to jest? Niewinny, ale kolekcja do muzeum? Toż to sprzeczne z obowiązującym (wszystkich!) prawem! Państwo (a sąd jest jego przedstawicielem) nie może uniewinniać winnych - wszyscy są równi wobec prawa (gwarantuje to najwyższy akt prawny - konstytucja). Nie może też kraść niewinnym ich własności!

Jak ktoś ma problem ze zrozumieniem problemu, to posłużę się przykładem. To tak, jakby sąd stwierdził: "Co prawda nie był Pan pijany, co prawda nie Pan spowodował wypadek, ale zasądzam utratę prawa jazdy i przepadek samochodu." A na samochód czeka już chętny z państwowego stołka, kt&óry chciałby taką mało rozbitą brykę za darmo sobie przywłaszczyć, więc sędzia ma mu w tym pomóc.

Cóż, od dawna wiadomo, że zajmując się bronią (jak i nie-bronią) należy znać przepisy prawa. Od dawna wiadomo, że biegli sądowi od spraw związanych z bronią są dyletantami, którzy piszą (za pieniądze!) ekspertyzy straszne. Teraz widać jak na dłoni, że sądy nie są instytucją, od której można oczekiwać jakiejkolwiek logiki... sprawiedliwości również. Szkoda, że sędzia nie zapoznał się z preambułą Konstytucji. Konstytucji, która jest największym i najważniejszym aktem prawnym w Polsce.

"Pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem,

ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej

jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot. Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej."

Tak oto weteran Powstania Warszawskiego stracił kolekcję, którą tworzył 50 lat. Ja straciłem złudzenia, że w Polsce można liczyć na sprawiedliwość i obiektywność sądów. Ale jakże naiwne były te moje złudzenia... wszak jak sąd ma sprawiedliwie sądzić, gdy Policja łamie prawo? Ale o tym może kolejnym razem...

Miłosław Majstruk

P.S. Całą myśl rozwinąłem na podstawie notatki PAP. Nie odpowiadam za ew. jej nieścisłość.

0
Average: 5 (6 votes)

Skojarzenie.........

Przypomina mi sie bezsilnie stare, ale ciagle niestety aktualne haslo:

Nie kradnij - rzad nie znosi konkurencji !

Gdybyś tak jeszcze, Ojcze

Gdybyś tak jeszcze, Ojcze Założycielu, odróżniał umorzenie od uniewinnienia. Nie mówię, że polskie prawo jest ok, że w tej sytuacji przepadek jest sensowny... ale sąd naszego bohatera na pewno nie uznał za niewinnego zarzucanych mu czynów. Inna sprawa, że zdekowane jednostki (ale bez papierka) bronią dla mnie nie są...

Prawnikiem nie jestem...

W sumie, to raczej kwestia logiki.

Jeśli sąd umorzył postępowanie w temacie nielegalnego posiadania broni, to nie bardzo widzę podstawy inne, jak brak winy. Raczej uznanie sprawy za bezzasadną. Uniewinnić sąd nie mógł, bo wtedy ewidentnie nie może mieć miejsca przepadek mienia. A na tym mieniu niektórym bardzo zależy, jak widać.

Chyba nie można powiedzieć, że w sprawie nielegalnego posiadania broni sąd może znaleźć przesłanki do umorzenia postępowania. Bo niby jakie? Działanie w dobrej wierze? Wiek? Status kombatanta? Co może być wyjątkiem, który uzasadnia łamanie prawa?

 

Znikoma szkodliwość społeczna

Znikoma szkodliwość społeczna czynu. Żeby zapobiec dalszym działaniom bezprawnym - orzekamy przepadek. I pozamiatane. O ile sam uważam sprawę za skandal od samego początku, przepadek zaś za złodziejstwo, to wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Niech ktoś potwierdzi - każdy egzemplarz był zdekowany (zakładam, że tak: inaczej postępowanie by się nei skończyło w ten sposób), brakowało jedynie "certyfikatów"? IMVHO bzdura - zaświadczenia ok, ale dla jednostek dekowanych obecnie lub sprowadzanych do Polski jako zdeaktywowane.

Podbno nie wszystkie...

No, zdaje się, że dopatrzyli się gdzieś tam broni. Czyli, jak podejrzewam, nie wszystko było zdekowane "na beton", i dopatrzyli się, że niektóre istotne części broni są w stanie sprawności. Np. szkielet (cokolwiek to oznacza).

Znikoma szkodliwość czynu to raczej w grę wchodzić nie może. Przecież to niemoralne! Nielegalne posiadanie broni jest obłożone takimi samymi sankcjami, jak gwałt. Obydwie te zbrodnie zagrożone są pozbawieniem wolności do 8 (za broń) czy 10 (za gwałt) lat.

Chyba nie chcesz powiedzieć, że sąd w zbrodni widzi znikomą szkodliwość społeczną?

Oczywiście szydzę, ale co pozostaje? Płakać albo się śmiać...

Ale w sumie warto wiedzieć. Powinienem sobie zrobić kolekcję nielegalnej broni palnej, byle była historyczna, i mam bezkarność zapewnioną... To tak jak z nielegalnym posiadaniem pistoletu przez b.premiera Millera.

Strach się bać.

Jedno co mi się nasuwa: strach się bać ... Bo skoro mamy wyroki sądu na zamówienie...

Powered by Drupal - Design by artinet