Bałwany...

No i przyszła zima. A jak to w zimie są i bałwany. Niepostrzeżenie się same pojawiły. Tak nam powiedział głupi Kazio.

No i poszliśmy sprawdzić. I rzeczywiście. Na podwórku stały. Ciekawe skąd się wzięły. Tomek, ten duży, mówił, że to z powodu zmian atmosfery. Bo ponoć się coś się tam ochłodziło i zgęstniało. Ja się tam nie znam. Ale za to znam się na bałwanach i te potrafię poznać. No i są te bałwany. A może zawsze tam były tylko jak posypał śnieg to zaczęło ich być widać? No, nie wiem. W każdym razie sobie są i stoją na podwórku, tuż koło piaskownicy.

Jakżeśmy tak sobie patrzyli, to zauważyliśmy, że niektóre dzieciaki te bałwany gładzą po głowie albo i po poklepują po plecach. No i ja już wiem co chcą zrobić. One te bałwany polerują, tak by błyszczały. No i kilka już takich błyszczących stało koło tych co dopiero były wybłyszczane. Te wybłyszczane to tak się świeciły, że z daleka trudno było poznać, że to bałwany. Wyglądały na całkiem co innego. No i się zmartwiłem. Bo co to będzie jak jakiś dzieciak nie pozna się na tym, że to bałwan i będzie myślał, że to coś całkiem innego?

Tomek, ten duży, mówi jednak by się nie martwić, bo bałwan, nawet błyszczący i tak jest bałwanem, bez względu na to jak bardzo będzie wybłyszczany przez innych. I że na wiosnę stopnieje i śladu po nim nie będzie, tak jak i po zeszłorocznym śniegu. Nawet jak Pan, ten od podwórka, zrobi tak by te bałwany nie stopniały to też można się na nich poznać. One mają czerwone z marchewki, długie nosy, jak Pinokio po kłamstwach. Po tym ich poznacie.

0
Average: 5 (5 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet