Wasze ulice, nasze kamienice

 

Zabójstwo warszawskiego policjanta Andrzeja „ands” Struja odbiło się szerokim echem w Polsce. Choć minął rok od tego wydarzenia, dopiero chwilę temu rozpoczęła się rozprawa sądowa morderców, na dniach ma zapaść wyrok. Na ławie oskarżonych usiadł ten, który zadał ciosy, jak i ten, który przytrzymywał ofiarę. W sumie nic dziwnego, gdy media donoszą o braku skruchy, czy braku jakichkolwiek większych uczuć o morderców. Ot, chłopcy się nie przejęli... A czy mieli czym?

 

Choć to kuriozalnie zabrzmi, czuję się stary w tych nowych czasach. Pamiętam doskonale, jak „bezstresowe wychowanie” było czymś nieznanym. To były takie dzikie czasy, że lekcję wychowania dostawało się od kolegów, od rodziców... a gdy to nie pomogło, przychodził rodzic takiego poszkodowanego i skutecznie uczył delikwenta norm społecznego zachowania. To były takie zdziczałe czasy, gdy milicjant zamiast wzywać rodziców czy kuratorowi zawracać głowę, spuszczał łobuzowi manto pałką policyjną, pieszczotliwie zwaną „lolą”. Nie, nie to żebym tęsknił do starych, wcale nie takich dobrych czasów... Jednak w procesie wychowawczym serwowanym wtedy był jeden element, którego mi brak. To odpowiedzialność.

Młody człowiek chłonie życie, uczy się go, dostosowuje się (albo nie) do pewnych mechanizmów społecznych. Największym nauczycielem jest rodzina, potem jest środowisko szkolne czy „podwórkowe”, na końcu dopiero ludzie z którymi mniej czy bardziej przypadkowo się styka. Człowiek zaś, jako zwierzę stadne, zawsze będzie próbował gdzie są granice, na które owo stado mu pozwala. W ten sposób nie tylko uczy się zachowań społecznych, ale także szybko pojmuje, że są pewne konsekwencje zachowania, którego społeczeństwo nie toleruje. Te konsekwencje, wraz z systemem zakazów i nakazów, kształcą w młodym człowieku pojęcie odpowiedzialności. Przede wszystkim odpowiedzialności za własne czyny. Odpowiedzialność za innych zostawmy sobie na inną okazję...

Dziś otoczenie epatuje wezwaniami do własnej ekspresji, krzyczy o prawach i przywilejach, podkreśla potrzebę eksponowania własnej wartości. Tak, najważniejszy jesteś ty, twoje prawa, twoje poglądy, twoje racje. Ty, ty i tylko ty. Ty jesteś pępkiem świata.

Ty też masz prawa. Prawa, z których wynika, że muszą ci dać, zapewnić, zagwarantować, absolutnie nie ruszać, nie żądać, nie wymuszać, nie karać.

Na szkołę zrzuciło się wymóg wychowania i nauczania dziecka, czemu radośnie przyklasnęła spora część rodziców. Tak jest wygodniej, mogą zająć się pracą i należnym im odpoczynkiem, wszak dziecko wychowuje szkoła.

Szkoła zamieniła się w bezstresową instytucję (nie, nie tęsknię za PRLowskimi molochami masowej edukacji), w której uczeń ma więcej praw od nauczyciela. W której to rodzic - a także dziecko - dyktują, co wolno, a co nie.

Oczywiście, nie ma nic złego w podkreślaniu własnej osobowości, w prawach itd. Jednak w chęci przywróceniu młodemu człowiekowi godności i wartości posunięto się za daleko: na drugim biegunie praw nie stoi odpowiedzialność. Młody człowiek nie ma obowiązków. Nie można go zmuszać, karać - to nieludzkie! Nie wspominam nawet tutaj o karach cielesnych, o nie! Po prostu szkoła jest instytucją, w której dziecko ma się czuć dobrze, bez względu na okoliczności. W domu też nie może poczuć się źle - są nawet instytucje państwowe, które tego pilnują. Jest to utopia, ale realizowana.

Brak obowiązków i kar za ich nie przestrzeganie (brak kary powoduje, że nakaz przestaje mieć rację bytu) powodują, że dziecko nie uczy się odpowiedzialności. Nie ponosi konsekwencji swoich działań (rodzice wybronią, a jakby co, to i tak prawo jest po jego stronie - zawsze!), jak więc ma wiedzieć, co to odpowiedzialność? Nikt jej nie uczy, nikt jej nie egzekwuje, stała się pustym słowem...

 

Dobrze, popisałem się mało odkrywczymi i niezbyt mądrymi tezami dotyczącymi wychowania. Ot, możemy sobie naukowo rozwinąć te myśli, jednak chodzi o to, co każdy mniej więcej intuicyjnie rozumie i czuje. Tak na chłopski rozum. Nie jest moim celem naukowa analiza. Chciałem zwrócić uwagę na coś innego.

Brak odpowiedzialności, egoizm - to podstawa. Brak szacunku do innych, poczucie bezkarności i brak wyobraźni - to wynik. Długo nie trzeba było czekać, zgodnie z ostrzeżeniami sprzed lat, mamy rosnącą w zatrważającym tempie przestępczość nieletnich. Przestępczość, której nie daje się zatrzymać - szkoła nie ma narzędzi, policja jest bezradna, kurator nic nie może... nawet wkurzony rodzic nie może gówniarza w mordę trzasnąć, bo pójdzie siedzieć, wszak gnojek doskonale wie jak policją takiego usadzić. Szczeniaki wiedzą doskonale, że są bezkarni, doskonale wiedzą, jak się ustawić, by robić co chcą. Pod tym względem tak bardzo przypominają przestępców - są wyszczekani, obyci w prawie i procedurach, wiedzą jak wykorzystać je na swoją korzyść.

Wyrasta nam pokolenie przestępców. Szkołę opuszczają przygotowani do przestępczego procederu lepiej, niż po poprawczaku. Oni właśnie opanowali szkoły . Nawet manipulująca statystykami Policja jest zmuszona przyznać, że przestępczość nieletnich wzrosła o 18%, a przestępczość na terenie szkoły o 25%. W przeciągu JEDNEGO ROKU. A w tych statystykach nie ma przestępstw i wykroczeń nie zgłoszonych Policji - takich jest 3-10 razy tyle, co odnotowanych. Rodzice boją się reagować, udają, że nie wiedzą, że nic się nie stało. W ten sposób przegraliśmy w szkołach.

Mam okazję zaobserwować zachowanie młodzieży na ulicach, które widać było 10 lat temu. Gówniarze wychodzą ze szkół na ulice. Walka się rozpoczęła, pierwsze ofiary już są. Tą walkę też już przegraliśmy, choć dopiero się zaczęła.

Pewnie, wzorem z lat dziewiećdziesiątych, pozamykamy się na strzeżonych osiedlach, z kamerami i ochroniarzami. To nie pomoże. To nie są zagubione dzieci z niżyn społecznych, z melin i patologicznych rodzin. To najczęściej są dzieci z dobrych rodzin. Przestępcy są w środku. Może, ciężką walką, uda się nam utrzymać spokój w domach. Ale ulice będą ich własnością.

To, co zostało zepsute przez kilka lat będzie wymagało pokolenia pracy. O ile ktoś się pokusi o analizę problemu i znajdzie sposób na jego rozwiązanie. O ile wystarczy determinacji. W to nie wierzę... W końcu to tylko młodzi, zagubieni ludzie, którzy mają prawo do swojej wolności, godności, ekspresji...

 

Obym się mylił...

 

Czy chłopcy mieli się przejmować na sali sądowej? A czym niby? Frajer się prosił, to oberwał - mógł siedzieć cicho, jak wszyscy... Dostaną najwyżej 25 lat, pewnie wyjdą wcześniej, bo przecież byli niepełnoletni. Przecież to tylko dzieci, których nie wolno krzywdzić. Które mają swoje prawa.

Teraz ci mordercy są bohaterami dla swoich kolegów, w swoim środowisku stali się męczennikami. Wyjdą jako kryminaliści najwyższego sortu, najwyżej doceniani w przestępczym światku. Wyjdą na wolność, ale nie ma co liczyć, że będą wiedli praworządne, normalne życie.

 

Tą bitwę już przegraliśmy...

 

Co więc możemy uczynić my, zwykli, szarzy ludzie?

Wychowywać swoje dzieci, by nie stały się przestępcami.

Nie tolerować łamania prawa, bez względu na konsekwencje, bez względu, co o prawie sądzimy i jak je oceniamy.

To oczywiste. Trzeba tylko o tym pamiętać.

 

Jest jeszcze jeden aspekt, dużo bardziej delikatny. Nie dziwi fakt, że nikt zaatakowanemu policjantowi nie pomógł. Każdy chce żyć. Nie dziwi też, że nikt nie miał broni - prawo to uniemożliwia. Ale gdyby ktoś miał broń, wtedy na przystanku może i byłby martwy policjant - ale byłby też i trup mordercy. Następnym razem każdy kolejny sk...syn zastanowiłby się, czy to się na pewno opłaca. A jeśli i następnym razem zginąłby napastnik... Jeśli ktoś łamie prawo z poczucia bezkarności, to trzeba to poczucie w nich wyplenić. Skoro nie boją się kary śmierci, nie boją się więzień, to niech boją się kuli.

Nie namawiam do zabawy w samotnego szeryfa. Namawiam do świadomego posiadania broni. Tylko w ten sposób doprowadzimy do sytuacji, gdy przestępca będzie się bał publicznego występku, bo będzie wiedział, że może zginąć z ręki przypadkowego przechodnia. Kiedy przestępca będzie się bał włamać się do czyjegoś mieszkania, bo sąsiad mu odstrzeli łeb. Posiadanie broni nie oznacza tylko, że ja się obronię, bo to wcale nie jest oczywiste. Posiadanie broni oznacza, że może obronię sąsiada, a przechodzień obroni mnie. Broń to jedyna szansa na szybkie wyrównanie szans, wszak wojnę z młodocianymi przestępcami przegraliśmy, choć ledwo się rozpoczęła...

 

Bądźmy więc odpowiedzialni. Odpowiedzialni za nasze dzieci. Odpowiedzialni za prawo. Odpowiedzialni za innych. Zróbmy coś, zanim będzie za późno. Myśl. Działaj.

 

"Tylko ludzie wolni potrafią myśleć o zagrożeniach jako zadaniu, ktoremu sami musimy sprostać. Osoby zniewolone ogladają się bowiem na omnipotencję państwa. Dlatego mimo, że płacimy podatki na policję, powinniśmy mieć także prawo bronić się samemu." Milton Friedman

0
Average: 4.8 (8 votes)

Bezstresowe wychowanie

Czytam Twoj artykul i czuje sie tak,jakbys powtarzal moje przemyslenia. Jestes pokoleniowo duzo mlodszy. Najistotn. sa Twoje stwierdzenia odnosnie wolnosci i odpowiedzialnosci. Jakos w tym nowym b.dobrym,przynajmniej dla czesci spoleczenstwa,ustroju,przynajmiej w naszym kraju,tylko kladziesie nacisk na wolnosc. Czesto slysze odzywke w typie:"ty mi nie bedziesz...to tamto,bo mamy wolnosc,to nie komuna" i wtedy mnie szlag mnie trafia!!Najczesciej mowia to duzo mlodsi ode mnie,ktorzy tak naprawde komuny nie znaja,najw. w tym czasie/jej schylku/ sie urodzili . Kiedy im tlumacze,ze nie zawsze w tym okresie,bylo wszystko na kartki-ten przyslowiowy ocet na polkach ,nie rozumieja,przeciez tak ich uczyli w szkole.Oczywiscie tez nauczyciele,ktorzy w tym okresie nie zyli. Zawsze u nas ,jest od dzwona do dzwona-"za nieboszczki komuny" nauczyciele prawomyslnie uczyli historii i teraz tez! Mialem to szczescie,ze na studiach ekon. polit. wykladal gosc,ktory mowil co nalezalo a po wykladach umawialismy sie na kawe,nieraz z dodatkiem i mowil wtedy,jak naprawde ,jest. Przepraszam troche,zszedlem z wlasciwego temat-wlasnie u nas caly czas podkresla sie ,mowi -mlodemu pokoleniu-o prawach,natomiast malo ,podkresla sie obowiazki! I taki mlody "prync", ma swiadomosc,ze mu wszystko wolno,przynajmiej tak mu sie wydaje, utwierdza go w tym rodzic,otoczenie.Szczegolnie mlodzi rodzice,ktorzy wskoczyli w jakis biznes i im to wychodzi,sa beneficjentami nowego ustroju w pierwszym pokoleniu,sa okropni. Ludzie,ktorzy wczesniej ,byli majetni-mniej lub wiecej,teraz zachowuja sie wstrzemiezliwiej,poprawniej. Piszesz o przyslowiowej "loli" "gumie"-tak policjant,pardon- milicjant,wpierd... raz czy drugi awanturujacemu sie mlodziencowi i byl spokoj,na skarge nikt nie chodzil,cicho siedzial,bo sie wstydzil,ze dostal wpierd.. od milicjanta,jeszcze rodzic za cos takiego mogl mu poprawic!! A teraz-naglosni sprawe,bedzie pokrzywdzony bo/c/hater a jakze! Podobnie w szkole-ja w 60-tych latach uczylem sie w szkole sredniej,gdzie byla zbieranina,ze sie tak wyraze ,z calej polski,byli chlopcy ,ktorzy z niejednego pieca chleb jedli.Byly kradzieze,konflikty i kto to, krotko a skutecznie zalatwial...Dyro,jak mowilimy. Zapraszal delikwenta do swego gabinetu,dawal wycisk adekwatny do przewinienia i czas do poprawy: najpierw tracilo sie stypendium za pobyt w internacie a byla to dotkliwa kara,kiedy rodzic musial placic/nikt z nas w tamtych czasach nie byl majetny/, "rozliczenie" wlasciwe nastepowalo wtedy w domu z rodzicami, za kradziez, ewid. agresje,wyrzucal na zbity pysk ze szkoly.Poniewaz to byla jedyna wtedy w Polsce szkola o takiej specjalnosci,kara byla bardzo dotkliwa!! Przytoczylbym wiecej przykladow,ale...stary jestem,pewno nie jedn z mlodszych napisze ,ze bajam,czy sentymenty mam prokom. Powszechna dostepnosc do broni-przyklad smierci tego policjanta,tak to jest jakies rozwiazanie,tylko kto u nas tak naprawde obiektywnie ma decydowac komu dac bron a komu odmowic,to jest naprawde trudne. Swego czasu staralem sie o bron,taka mialem prace ,ze wg. mnie uzasadniona byly moje starania. Myslicie ,ze dostalem!-nie, musialbym chyba z wlasna glowa od pacha przyjsc do KWMO. A teraz z tego co slysze nie ,jest lepiej.

wyrok

40 lat (25+15)

Celny tekst, ale smutny.

Celny tekst, ale smutny. Tylko chyba właśnie tak powinno być, bo prawda najczęściej jest smutna. Co mogę dodać... pisze pan, jak źle jest. Ale zapewniam - jest jeszcze gorzej. Nie wiem, jak było za PRLu, ale domyślam się, że rodzice trzymali dzieci tak, jak wtedy państwo trzymało obywateli - krótko. Teraz tak naprawdę to, co dzieje się wśród młodych ludzi, to jedna wielka dzicz, która nijak nie pasuje do demokracji i cywilizowanego kraju... chociaż jestem pewien, że w niecywilizowanej społeczności jakiegoś indiańskiego plemienia jest o niebo więcej moralności. Począwszy od podstawówki, a potem przede wszystkim w gimnazjum, widziałem to wszystko i czułem na własnej skórze. O tym, co tam przeżyłem, można by chyba napisać dziesięć książek - ale i tak nie odda to wszystkiego. Dorośli nie mogą tego tak doświadczyć, bo nie są bezpośrednią częścią tego półświatka (nie powiem społeczności, bo to za ładne słowo). Ilość przekleństw, jaka tam się przelewa, może pewnie rywalizować z językiem panującym w wojsku ludowym, o którym czasem słyszałem od ojca. Rzeczy, które robią dzieci - bo to nawet nie młodzi ludzie - przechodzą wszelkie pojęcie. To jest taka patologia i czysty sadyzm, radość z robienia krzywdy, że na samą myśl, że ci sami oprawcy - bo jak ich inaczej nazwać - za kilka godzin wrócą do swoich bogatych domów, przywitają się grzecznie z rodzicami i zjedzą kulturalny obiad, przechodzą ciarki. Te same usta, które psychicznie katują kogokolwiek, kto przejawi choćby ślad normalności czy niewinności, potem mówią czułe słówka jakiejś dziewczynie. Zresztą nie tylko gimnazjum, teraz jest jeszcze gorzej... aniołki idące do pierwszej komunii idą sobie zapalić za "je*aną budę", i nie ma w takim cytacie żadnej przesady. A mamusie mdleją z zachwytu... To nawet nie jest hipokryzja, bo to chyba jakieś nieświadome, masowe zjawisko. Nie wiem, czy jest sens, bym coś pisał dalej, bo tego nie da się zmieścić w krótkim tekście, trzeba by opisywać wszystkie sytuacje po kolei. Dość powiedzieć, że takiej degeneracji i moralnego szamba nie widziałem nigdy u żadnego dorosłego, a widziałem i tak sporo. Na szczęście zawsze się bałem - i boję nadal - ale nie chłonąłem. No i fakt - co może wyrosnąć z takiego korzeniącego się od małego w umyśle prymitywizmu? To, co teraz mamy na ulicach właśnie. A za czasów, gdy ten morderca policjanta był "mały", ta degeneracja zaczynała się już powoli w wieku X lat. Teraz zaś, gdy ten zabójca już osiągnął szczyt swojej "ewolucji" poprzez nóż, wiek rozpoczynania się takiego procesu "oswajania się z bagnem" jest już niższy, niż X. I ciągle spada. Jeszcze trochę i na wyjściu wieczorem do kawiarni dostaniemy nożem w plecy od dwunastolatka, który chciał wymusić pieniądze na papierosy (żeby nie powiedzieć cukierki). Chociaż, zaraz, pewnie już coś takiego było... Ktoś by powiedział pewnie, że "uzbrojenie" pospolitych ludzi powszechnym pozwoleniem na broń nic by nie zmieniło, albo nawet by zwiększyło taką przestępczość, bo przecież każdy mógłby wyciągnąć pistolet gdy by mu się chciało, tak, jakby to były chusteczki. Ale możliwa jest taka kalkulacja: chodzi przecież o przestępczość nieletnich, a nieletni nie może mieć broni, nawet, gdyby dostęp byłby ogromnie ułatwiony w jakiś ustawowy sposób. Więc na froncie z młodocianą przestępczością byłby punkt dla ludzi dorosłych... ...bo jakoś tak kończąc myślę, że dorosły bandyta ma więcej jednak oleju w głowie, niż nastolatek szpanujący nożem przed swoją zakapturzoną bandą, mającą jeszcze mleko pod nosem.

Prawo jakie jest takie jest,

Prawo jakie jest takie jest, ale jeśli indywidualnie ludzie będą poważnie traktować swoje powinności w życiu prywatnym i zawodowym, to i tak dzieci, jak i głupich rodziców da się "usadzić". Istnieje jednak w tym przypadku zagrożenie państwem totalitarnym, co widać już po ustawie o przeciwdziałaniu przemocy (na wzór skandynawski). Dostęp do broni wyrównał by szansę, gdyby nie stereotypy w społeczeństwie - poczynając od pobłażliwości do pijaństwa w pracy, za kierownicą, a kończąc na pobłażaniu łamaniu prawa, "bo Polak potrafi żyć i radzić sobie" i "ważne jest by żyć z ludźmi w zgodzie". Stąd zakładając, iż miałbym prawo do broni i skorzystał z niego w obronie drugiego człowieka, musiałbym być gotowy na długi proces udowadniania, że była to obrona konieczna - na wzór człowieka, który zabił włamywacza z legalnie posiadanej broni na swojej własnej posesji i został skazany, bo przekroczył granice obrony koniecznej (z tego co pamiętam sprawa sprzed kilku lat).

P.S. W szkole zachęcam Rodziców do zgłaszania przemocy wobec dzieci na Policję i co ? Na ok. 7 przypadków - ani jednego zgłoszenia. Podrzędność służbowa blokuje możliwość instytucjonalnego zgłoszenia. Bez zgody Rodziców nie zgłoszę prywatnie.

Wystarczy, żeby znów było normalnie

Pewnie pamiętasz, że nie tak dawno temu, gdy my byliśmy dziećmi, głupich rodziców dawało się usadzić.

Prawnie - sądy karały RODZICÓW za wybryki dzieci. Pamięta ktoś o tym jeszcze? Zgodnie z prawem za dzieci odpowiadają rodzice. W tej chwili sprowadzono to do ścigania wypitych (coraz częściej w stopniu śmiesznym: 0.3 czy 0.5 promila) rodziców i stawiania ich przed sądem za brak odpowiedzialności. Jednocześnie nikt nie stawia ich przed sądem za przestępcze wyskoki pociech. To jest chore. Tak samo kiedyś nikt się nie zastanawiał, dla młodocianego recydywisty były wyroki, pobyt w poprawczaku, a jak osiągał pełnoletność zanim odbył karę, to był przenoszony do normalnego więzienia. Gdzie, nie czarujmy się, poprawczak był po prostu więzieniem dla niepełnoletnich.

Społecznie - pamiętam doskonale, że rozrabiaków usadzali rodzice. Gdy rodzice nie potrafili czy nie chcieli sobie z nimi poradzić, to szedł tatuś takiego poszkodowanego i sprawcy tłumaczył ręcznie, że ma się zachowywać. Mało tego, gdy był problem z rodzicami takiego małoletniego terrorysty, to inni rodzice potrafili i ich usadzić. Sprawy były skutecznie załatwiane bez pośrednictwa policji czy sądów. Tyle tylko, że w takich przypadkach milicja wykazywała się daleko idącą współpracą z obywatelami.

Owszem, było to państwo totalitarne. Tyle tylko, że w tym problemie, tej totalitarności nie było widać. To teraz widać totalitarność państwa - obywatel sam nie może niczego zrobić, wszystko musi być uregulowane prawnie, od A do Z. W efekcie nikt nie może nic zrobić - rodzice, szkoła, policja, sąd...

Stworzono system prawno-społeczny, który promuje i pielęgnuje młodocianych przestępców. To jest chore.

Moim zdaniem jest to możliwe

Moim zdaniem jest to możliwe i teraz i w obecnym prawie, lecz tylko wtedy gdy państwo nie będzie "dokopywać" tym którzy się wychylają (pozytywnie wychylają) i w gospodarce i w społeczności lokalnej. Dopiero, gdy ludzie zobaczą, że nagradzane są zachowania pro-.... (każdy niech sobie dopisze) - to w połączeniu z dostępem do broni da efekt. Sam dostęp nie wyzbędzie ze strachu przed "wychyleniem się". Wtedy może i dostęp do broni nie byłby warunkiem sine qua non. Bo w szkole i nauczyciel i rodzic reagował by na zło. A tak zło rośnie, a my patrzymy przez palce dla świętego spokoju. Kto nie patrzy, "wychyla się" tego trzeba "przykrócić" - też dla świętego spokoju, by nie pokazywał że można inaczej.

Co do poprzedniej rzeczywistości - "szkoda wypalać nafty" - to dyskusja do nikąd. Jednak jedna rzecz - zduszenie w zarodku rodzącej się klasy średniej, kontynuacja układzików itd, doprowadziło do sytuacji nie wytworzenia się społeczeństwa obywatelskiego. Teraz nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Nie ma płakać

Zgadza się. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Z drugiej strony, nie ma co też udawać, że nic się nie dzieje i wszystko jest w porządku.

Powered by Drupal - Design by artinet