Kupą Panowie, kupy nikt nie ruszy!

Przekształcanie „starego” PFTA w „nowe” dostarcza mi niecodziennej rozrywki. Owszem, jak pisałem poprzednio, nie interesuje mnie to, co z PFTA będzie się działo. Jednak mam rzadką okazję z bliska obserwować pewne społeczne zjawiska. Nie byłbym sobą, gdybym z tej okazji nie skorzystał. No i nie będę ukrywał, trochę prywatnej satysfakcji również z tego mam, gdy potwierdzają się tezy, które stawiałem lata temu. Co prawda wolałbym, żeby się nie potwierdziły, ale skoro tak... to czemu nie?
Jednym z owych ciekawych zjawisk jest występujący wątek „rozłamu środowiska”. Jak można przeczytać, wszyscy są przeciwko podziałom, rozłam traktowany jest jako coś strasznego, co potwornie zaszkodzi wszystkim. Czy aby na pewno?

Jak zwykle mam nieodparte wrażenie, że ludzie podążają jak owce za tym baranem, co głośniej beczy. Rozłam jest zły, podział jest szkodliwy - tak wynika z lektury. Ale ja się pytam: DLACZEGO? Może jakiś dowód na tak postawioną tezę? Może jakiś konkretny przykład?
Cóż bowiem pokazuje historia społeczności strzelców pneumatycznych zebranych wokół iwebu? Otóż bardzo szybko podziały następowały. Pierwsze grupy lokalne, pierwsze fora, to był krzyk o rozłam. Dzisiaj jest oczywiste już chyba dla każdego, że powstawanie grup lokalnych jest niezwykle korzystne. To, że grupy takie zakładają swoje strony i swoje fora, również w niczym nie ujmuje społeczeństwu wiatrówkowemu. Mamy dzisiaj grupy, które z iwebem czy PFTA są związane w stopniu minimalnym lub wcale i też nikomu nic się nie dzieje. Bez Tawerny czy Airguns.pl byłoby trochę bardziej ubogo, prawda? Kto jeszcze pamięta, że powstaniu tych środowisk towarzyszyły zarzuty o rozłam i podział? Dziś na iwebie grupy lokalne mają swoje podfora, jest to jednak dość niedawny wynalazek.

By jednoznacznie określić, czy podział społeczeństwa wiatrówkowego jest dobry, czy zły, należy się zastanowić, skąd się on bierze i czemu służy. Jest to bardzo proste. Na pewno byliście na imprezie, gdzie byli sami dobrzy znajomi? Wystarczy, by ludzi było więcej niż 5-8 osób, a już impreza rozbija się 2-3 oddzielne grupki. A co ciekawe, nikt nie narzeka, że impreza była „rozbita” czy „podzielona”. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, ale nie daje rady, gdy stado jest zbyt duże. Natychmiast - tak jak na imprezie - tworzą się grupy, grupki, koterie, sympatie, animozje, itp. To bardzo zdrowy i naturalny odruch, o ile oczywiście przechodzenie między tymi grupami jest całkowicie swobodne. Na to też nakłada się druga specyfika człowieka: utożsamia się lepiej do małej, bliskiej grupy, niż dużej i ogólnej.

Aspekt pozytywny

Rozłam i podział mamy w genach, czy to się komuś podoba, czy nie. Jest bardzo proste uzasadnienie na taką reakcję. Mniejsze stado ma większą szansę przeżycia, a podział sprzyja ekspansji i wymianie genów z innymi grupami (rozszerzenie puli genetycznej). Przekornie więc, podział wkodowany nam przez ewolucję miał na celu rozwój gatunku, a nie jego cofnięcie. Są tego też bardziej namacalne korzyści. Grupa ludzi, która z jakiegoś powodu jest niezadowolona, oddziela się i robi swoje po swojemu, nie wpływając destruktywnie na resztę społeczeństwa. Odejście jest więc wymierną korzyścią, uspokaja i stabilizuje sytuację. Stąd tak popularne u starożytnych wsadzanie wszelkich „niespokojnych dusz” na statki i wysyłanie w drogę bez prawa powrotu do rodzinnego miasta. Tak oto Grecy czy Fenicjanie podbijali basen Morza Śródziemnego, zakładając wszędzie kolonie - ale mocno powiązane z rodzinnymi stronami. W efekcie to „prymitywne” nacje, a nie rozwinięty i wyrafinowany Egipt, stały się podwalinami dla następnych cywilizacji.
Nie inaczej działa to w społeczeństwie wiatrówkowym. Niezadowoleni (czy choćby bardziej obrotni) odchodzą, zakładając swoje środowiska. Choć - jak i w przyrodzie - większości nie wyszło, to jednak w przeciągu kilku lat powstało wiele grup lokalnych czy tematycznych. Albo po prostu innych. Patrząc na społeczeństwo wiatrówkowe, jest to z korzyścią dla wszystkich. Każdy znajdzie swoje miejsce, każdy znajdzie znajomych w okolicy, otrzyma informację czy poradę. Żaden, ale to żaden podział, do jakiego doszło przez 11 lat moich obserwacji, nie przyniósł skutków negatywnych dla ogółu.

Negatywy - tak, ale dla kogo?

Skąd więc taka nachalna propaganda anty-rozłamowa? To też jest bardzo proste. W popularnym - a więc błędnym - mniemaniu „zarządców” rozłam zubaża... ich. Na podziałach traciła PFTA, tracił iweb. Tylko tak się składa, że od lat liczba strzelców pneumatycznych nie pozwala mówić „środowisko wiatrówkowe”, a nakazuje używać pojęcia „społeczeństwo wiatrówkowe”. Dla środowiska PFTA czy iwebu każdy podział może wydawać się szkodliwy. Opiera się to jednak na błędnym założeniu, że jakby nie podział, to rozłamowcy by pozostali. Nic bardziej mylnego. Lata temu, na samym niemal początku, zwracałem uwagę na alarmujące zjawisko. Wielu, bardzo wielu fantastycznych, wartościowych ludzi odchodziło. Nie rezygnowali z hobby, strzelają zwykle do dzisiaj, po prostu wyłączali się ze „środowiska”. Nie widzieli dla siebie miejsca, nie widzieli sensu, nie widzieli celu. Teraz ten problem jest zdecydowanie mniejszy. Dlaczego? To proste: łatwo znaleźć dla siebie własne miejsce. Naiwna jest więc wiara, że jakby była tylko jedna PFTA i tylko jeden iweb, to byłoby pięknie. Otóż nie. Ludzie by odeszli, albo swoją frustracją rozsadzali te byty od środka. To by zmuszało do wyrzucenia ich, co sprowadza się do tego samego: nie byłoby ich.
Jednak tego „liderzy” nie widzą, nie widzą też - co można przeczytać na iwebie - ludzie. Wszyscy trwają w zbiorowym złudzeniu, że pięknie by było, gdyby nie.... (i tu litania osób i bytów). Macie rację. Ale tylko, jeśli zakładacie, że PFTA i iweb to jedyne, co ma rację bytu.

Egoizm negatywny czy pozytywny?

Czy można założyć, że PFTA i iweb to jedyne, co może istnieć, a wszystko inne jest niekorzystnym rozłamem i podziałem? Nie można. Kto wam dał prawo decydować, gdzie i co ludzie mają robić? Za kogo wy się uważacie, by dyktować innym, co jest dla nich dobre i korzystne? PZSS, który ma narzędzia prawne po swojej stronie, jest obiektem powszechnej niechęci. Tylko dlatego, że ma monopol. Jeśli chcecie mieć monopol, jeśli dążycie do tego, nie dziwcie się, że już jesteście - jako PFTA czy iweb - obiektem ataków. Jesteśmy ludźmi wolnymi, a strzelectwo pneumatyczne jest naszym hobby. Mamy prawo spędzać nasz wolny czas tak, jak nam się podoba. Nikt nie może ludzi zmusić prawnie, by należeli do PFTA czy udzielali się na iwebie. Czy można zmusić inaczej? Tak. Choćby taką „nagonką” na rozłamowców, którzy ośmielają się mieć pomysł na założenie „konkurencyjnej” PHFTA. Tylko taka presja jest niczym innym jak wymuszeniem. Znów się spytam: kto wam dał prawo do uzurpowania sobie takiej władzy, by decydować za ludzi, co jest dla nich dobre a co złe? Za kogo wy się, cholerni egoiści, uważacie?
Ci, którzy dążą do rozłamu, działają w dobrze pojętym swoim interesie. Widzą jakąś korzyść w tym, by podążyć swoją drogą. Skąd założenie, że ta droga odbędzie się kosztem innych? Przecież nikt nikogo do niczego nie może zmusić. Jeśli ich droga będzie lepsza - ludzie za nimi pójdą. Jak nie - to zostaną sami. W czym problem? Problem by był, gdyby ci ludzie zostali. Będą jątrzyć, krytykować, czepiać się... przeszkadzać. To już lepiej, by sobie poszli. Tak naprawdę, w interesie wszystkich jest, by sobie poszli...

Kto skorzysta?

Założenie, że rozłam jest zły, świadczy nie tylko o egoiźmie. Świadczy o cholernym egocentryźmie. Na wszelkich podziałach i rozłamach korzystają bowiem... wszyscy. Jak wspomniałem, ci, od których odchodzą - bo pozbywają się szkodników. Ci, którzy odchodzą - bo robią swoje i po swojemu. A co ma z tego tzw. „społeczeństwo”?
Elementarna zasada przyrody głosi, że konkurencja wzbogaca wszystkich. Gdyby nie konkurencja na drzewach, to byśmy z nich nie zeszli. Gdyby nie konkurencja na sawannie, to ewolucja nie poszłaby w kierunku przyrostu mózgu, gdy konkurencję w zębach czy szybkości przegraliśmy. Konkurencja nas stworzyła, stąd też człowiek w instynktowny sposób konkuruje: o pożywienie, samicę, teren. Gdyby nie konkurencja w biznesie (tak, tym drapieżnym i pierwotnym kapitaliźmie), nie mielibyśmy coraz tańszych i lepszych komputerów czy telewizorów, tylko siermiężne produkty na poziomie bezkonkurencyjnego PKP. Na konkurencji zyskują nie tyle firmy, co klienci.
Czy w środowisku strzeleckim może być inaczej?
Nie może.
Mamy PZSS, ale ludziom to nie wystarcza. Sięgają więc po więcej, znajdują się też ci, którzy to więcej chcą im dać. I bardzo dobrze! Choć, oczywiście, nie dla PZSS. Gdyby odebrać im monopol prawny, w przeciągu roku zostaliby zredukowani do 1/100. Dlatego też PFTA tak panicznie boi się rozłamu. A przecież kolejna organizacja musi przekonać ludzi do siebie, musi działać prężnie i odważnie, musi stworzyć nową jakość. Inaczej nie przetrwa, nie będzie dla PFTA zagrożeniem. Jeśli zaś tą nową jakość osiągnie, to przecież dla przeciętnego strzelca to czysta korzyść!
Tak na marginesie, skoro PFTA boi się rozłamu, to oznacza, że wie doskonale, jak mierną ma pozycję „na rynku”. Gdyby była naprawdę taka świetna, to by po prostu rozłamowców wykopała na zbity pysk, bo przeszkadzają, a nie stanowią zagrożenia.
Powiedzmy sobie szczerze. Nigdy w historii ludzkości nie osiągnięto niczego bez konkurencji i walki o prymat najlepszego. Człowiek zadowolony i spełniony nie potrzebuje zmian. Wręcz przeciwnie, zwalcza takie zmiany. Jednak czy zadowolony człowiek wynalazłby odkurzacz czy samochód? Nie, zamiatałby podłogę i jeździł konno. Czy rozwijałby się w jakikolwiek sposób? Oczywiście, że nie. Śmiesznym (nie dla mnie) przykładem jest pomoc dla Afryki. By zachęcić w jakimś państwie rolników do unowocześnienia produkcji (czyli zakupu ciągników, kombajnów i innych wynalazków - co wymagało pieniędzy), doprowadzono do dwukrotnej podwyżki cen. Jaki był skutek? Rolnicy w następnym roku wyprodukowali połowę żywności, bo po sprzedaniu tyle im wystarczało na pokrycie ich potrzeb. To, że reszta głodowała, nie miała dla nich znaczenia.
Tak też mamy z naszym rozłamem środowiska. PFTA się broni - a mając monopol sadziła połowę. Rozłamowcy chcą więcej. Kto na tym skorzysta? Ani PFTA, ani rozłamowcy, tylko zwykli, przeciętni strzelcy pneumatyczni. Będzie więcej imprez, więcej spotkań, więcej starań i efektów. Chyba, że nie wypali - ale wtedy nikt nic nie traci. Ot, nie wyszło i tyle.

Wymuszone skutki negatywne

Jest jedna możliwość, by podział miał skutki negatywne. To owa zaprezentowana nam przez PFTA egoistyczna postawa. Jeśli podział odbędzie się w atmosferze awantur, pretensji i wyzwisk, dojdzie do podziału, w którym obydwie strony staną naprzeciwko siebie jako wrogowie. W efekcie ludzie, dokonując wyboru, zostaną postawieni po jednej ze stron barykady. Przepaść między „środowiskami” to rzecz, która nie wzbogaci „społeczeństwa” tak, jak współpraca. Na Mistrzostwach Polski FT/HFT w Chrcynnym spotkałem kolegę, który organizuje Tawerniaki w Tarnobrzegu. Imprezę strzelectwa terenowego, która nie ma nic wspólnego z PFTA czy iwebem. Bo ani PFTA, ani iweb nie jest potrzebny, by takie zawody zorganizować. Tylko jak widać, w niczym nie przeszkadza to organizatorowi, by brać udział w „konkurencyjnych” zawodach. Można. Czy ktoś na tym traci? Nikt. Na Tawerniaki jeżdżą ci, którzy nie biorą udziału w zawodach PFTA, ale także ci, którzy startują w jej pucharze. Tawerniaki i Tawerna nie odbiera więc nikogo i niczego, a dodaje kolejną fajną imprezę do kalendarza. Skorzysta ten, kto będzie chciał. To przykład przenikania się „środowisk”. Wszak podział nie nastąpi po jasnych granicach FT/HFT, czy WKFT/KRGS. Podział nastąpi po niezwykle połamanej linii, w poprzek konkurencji sportowych, w poprzek bytów internetowych czy grup lokalnych. Jeśli zostanie wykopany rów wzdłuż tego pęknięcia... Cóż, współczuję. Wtedy kopiący dołki przestanie być partnerem do jakichkolwiek rozmów w przyszłości, że o współpracy nie wspomnę. Już słychać głosy, które świadczą o tym, że z PFTA nie chcą rozmawiać ci czy tamci. Walka o „jedność środowiska” zakończy się krwawo. Wygra lepszy, ale nie wierzę, by była to PFTA...

A co z owcami?

Nauczyłem się dość boleśnie, że jeśli ktoś wyciera sobie mordę podniosłymi hasłami „dobra społecznego” czy „jedności strzelców”, to po prostu chce mnie wydymać. A że dymać mnie może jedynie żona, kochanka i przerośnięte ego, reaguję alergicznie na wszelkie takie próby. Bardzo dobrze, bo jak widać, za tymi hasłami nie stoi faktyczny interes strzelców, tylko interes "liderów". Polecam więc każdemu, by w takiej sytuacji stanął z boku i dobrze się przyjrzał, co tak naprawdę się kryje za sztandarami.
Nie wierzę, oczywiście, bym wpłynął na kogokolwiek, kto już nie jest przekonany. Cieszyłbym się, gdyby przeczytało to choć kilka osób i zastanowiło się nad owym „kluczowym” problemem strzelectwa terenowego. Jeśli w efekcie choć kilka osób wstrzyma się od udziału w nagonce na „rozłamowców”, to już będę miał powód do satysfakcji. I choć te około-peftowe awantury napawają optymizmem (ludzie zaczynają myśleć i zabierać głos), nie śmiem marzyć, że ktoś wyjdzie przed szereg i otwarcie wyrazi sprzeciw.
A szkoda, bo jak widać, w interesie własnym i interesie ogółu jest, by „liderzy” poczuli, że nie ma przyzwolenia na podziały. Podziały, które generują oni i ich przerost ambicji.

Dlatego na koniec powiem jasno i bezpośrednio tym, którzy nawołują do utrzymania jedności i zapobieżenia podziałom: jesteście frajerami. Wasza bezmyślność działa na korzyść gnid, którym "jedność środowiska" jest potrzebna. Potrzebna by leczyć swoje kapralskie kompleksy, przerośnięte ambicje czy potrzeby spełnienia się w jakiejkolwiek władzuni. A wy się będziecie cieszyć jak dzieci, że działacie na rzecz "idei".
Napisałem frajerzy? Chyba się starzeję... Skąd u mnie taka delikatność?

 

Miłosław Majstruk

 

P.S. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, zapraszam do starej dyskusji na forum:

http://www.forum.airguns.pl/viewtopic.php?f=2&t=3460

0
Average: 3 (3 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet