Dwie strony tego samego medalu

Zarzuca mi się, że opluwam PFTA, judzę, szydzę i ogólnie przeszkadzam w osiągnięciu świetlanej przyszłości. Cóż, może tak wygląda jedna strona tego medalu. Jaki jest jego rewers? Przez dwa lata nie dotykałem tematu PFTA. Jak wspominałem, położyłem kreskę na towarzystwie wzajemnej adoracji, miłośnikach cepeliowych pucharków i wyznawców racji jednego wodza. Byłoby tak i dzisiaj, gdyby Wemar nie zaczął czepiać się ludzi. Jako, że czepiał się w moim kontekście, zwrócił moją uwagę na PFTA. Cóż, skoro sam zaczął, to poświęciłem się i troszeczkę pogrzebałem w temacie PFTA. A jak pogrzebałem, to i znalazłem. Nie wymagało to specjalnego trudu. Ot, i tak oto płynie na przyszłość nauczka, że jak się ma brud za paznokciami, to się z nimi nie skacze komuś do oczu.
No to w końcu jak to jest? Czepiam się PFTA bezpodstawnie, jestem stronniczy i chamski, czy może jednak mam rację? Jak myślicie?
Macie swoje zdanie? No to czytajcie...

W 2004 roku zostało założone stowarzyszenie PFTA, ciężar rejestracji wziął na siebie Wemar. Wiedział doskonale jak to zrobić. Cytuję jego post z iwebu, datowany 25 maja 2004: Aby przyjąć nowych członków to trzeba :
- założyć ewidencję deklaracji
- założyć ewidencję i archiwum uchwał zarządu
- wystąpić o REGON (BTW, masz już REGON na WKFT?)
- założyć konto w banku
- wystawić i rozesłać potwierdenie wpłaty składki i wpisowego
- rozesłać informację o przyjęciu i wpisaniu "w poczet" z nr ewidencji.
(...)
Można to zrobić "na skróty"? Na "słowo honoru"? Jesteście tak pewni, że "wemar" czy "saradog" pewnego dnia nie staną się jedynie pustymi słowami? Nawet pomijając kwestie prawne, pamiętajmy, że tam gdzie mamy do czynienia ze środkami publicznymi to trzeba nimi "obracać" w sposób publiczny.

Cóż... dotychczas wydawało mi się, że za bałaganem w PFTA stoi po prostu głupota i niewiedza. Teraz to odszczekuję. Mamy do czynienia z działaniem ludzi świadomych, znających temat i działających z premedytacją.

Otóż, jak się okazuje, Wemar, mając zarejestrować PFTA, uzyskał tylko wpis rejestrowy - a jak sam pisze, to nie wszystko. Po wpisaniu do rejestru odbyło się pierwsze walne, zostały wybrane władze, potem były kolejne walne i kolejne władze... które też nie zostały zgłoszone organowi rejestrowemu.
Z tego co pamiętam, to rozkład prezesów PFTA był następujący:
- Kinemax (Wemar także był w zarządzie i zajmował się ową rejestracją)
- Piotr Polak (szybko wyemigrował porzucając wszystko, Wemar również był w zarządzie)
- Saradog (Wemar również był w zarządzie)
- Wemar
- Krzysiek Szpicki
- Wemar
Dopiero władze wybrane w czerwcu zeszłego roku (prezesem został Leszek Will Do) zostały zgłoszone do urzędu rejestrowego. Do dziś nie ma zgłoszenia do urzędu skarbowego.
Mało tego. Niemal co roku Urząd Miasta Bydgoszczy (organ rejestrowy) wysyłał wezwania do zgłoszenia władz (bo miał tylko deklarację założenia PFTA) ew. do złożenia wyjaśnień. Pisma te pozostały bez odpowiedzi.
Tak wyglądają dokumenty. Te oficjalne. Co z nich wynika?
PFTA od 2006 roku do połowy 2011 roku nie działała. Nie istniała. Była wpisana do rejestru, ale nie rozpoczęła działalności. Od strony finansowej nie rozpoczęła do dnia dzisiejszego.

Niespodzianka? Cóż, niemal od początku twierdziliśmy (bo nie tylko ja taki zarzut podnosiłem), że ze stanem prawnym PFTA jest coś nie w porządku. Przez cały ten czas Wemar twierdził, że wszystko jest w porządku. Cytując za Kazikiem, czy to jeszcze jest głupota, czy już zdrada?
Przez cały czas Wemar wiedział, że prawnie PFTA "wisi". Przychodziły na jego adres wezwania z urzędu miasta. Co zrobił? NIC.
Ja rozumiem - można nie mieć czasu, nie mieć wiedzy, nie radzić sobie. Wystarczyło powiedzieć. Rozumiem, że wybrane władze były niekompletne, bo brakowało komisji rewizyjnej. Też wystarczyło powiedzieć. Ba, na walnym nawet należało tę kwestię głośno podjąć.
Nic. Cisza.
O przepraszam, tylko zapewnienia, że wszystko jest w porządku i wszystko jest legalne.
Nie ma więc najmniejszych wątpliwości. Kopiując za Herbertem: Wemar jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny.

Wróćmy jednak do "ukochanego dziecka Wemara" - PFTA.

W sytuacji prawnej i księgowej, gdy PFTA nie istniała, coś jednak robiła. Zbierała składki. Gromadziła fundusze (choćby z MŚ FT). Na jakiej podstawie? Kłamstwa, że PFTA działa legalnie. Wszyscy członkowie PFTA byli od początku oszukiwani, wszelkie składki były więc... wyłudzone. Nigdy nie było przedstawione księgowe rozliczenie pieniędzy PFTA, żadnych bilansów czy zestawień. Pieniądze zaś wpływały na prywatne konto.
Pojawia się tutaj osoba Marcela, wiecznego skarbnika PFTA. Cóż, uprzedzałem Marcela, że zbieranie składek na prywatne konto i nie rozliczanie ich przed urzędem skarbowym jest łamaniem prawa. W końcu, razem z Parolem, wytłumaczyliśmy mu, że prosi się o duże kłopoty. Zrozumiał. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka dni później Marcel poinformował mnie, że się mylimy, wszystko jest w porządku, bo tak powiedział... Wemar.
Brawo!

Jaką więc mamy teraz sytuację?
Od strony prawno-skarbowej PFTA zbierała składki nielegalnie. Nosi to znamiona oszustwa/wyłudzenia, co jest czynem karalnym. Przynajmniej od początku roku wiedzą o tym doskonale aktualni członkowie PFTA, a już na pewno od walnego zebrania, na którym zapadła decyzja o rozwiązaniu i założeniu PFTA.
I co?
Nic.
Zamieciono pod dywan

W to wszystko wpada Wemar, chamsko naskakując na trzech ludzi, widząc w nich projekcję mojej osoby. Ci podsyłają mi link, reaguję. W międzyczasie jeden z moich Przyjaciół poczuł się... hmm... wydymany... i poprosił o pomoc. Cóż, niektórym ludziom nie odmawiam. Po ustaleniu sytuacji prawnej PFTA Twardy (bo o nim mowa) występuje o zwrot wyłudzonej składki. Ja też nie byłem gorszy.
Cóż bowiem może zrobić PFTA, wobec tak zabagnionej, kryminalnej wręcz sytuacji?
1. Może oddać pieniądze - wszak oszukali, ale zwrot składki pozwoli "zamknąć" niezadowolonych. I tak ogromna większość się nie upomni, bo albo nie jest zainteresowana, albo zniknęła, albo nie dotrze do nich informacja, że można. Za to takie rozwiązanie pozwoli wyjść z twarzą. Coś na zasadzie: "To nie my, to Wemar, ale my błędy naprawiamy, oto twoje pieniądze, przepraszamy."
2. Może schować głowę w piasek - liczyć na to, że nie będzie ciągu dalszego. Cóż, znając Twardego, będzie. Znając mnie - też będzie, bo mu pomogę. Jak się powiedziało A, trzeba dojść do Z.
Innych opcji nie ma.
Wybrano opcję najgorszą. Udają, że nic się nie dzieje.

Uaktualnienie: patrz post scriptum.
 

Czy można udawać, że nie ma sprawy i nic się nie stało?
PFTA, dumna organizacja, która jednoznacznie daje do zrozumienia, że jest najważniejsza, jedyna i niezastąpiona, została zbudowana na kłamstwie i oszustwie. W jej następczyni, która przejmuje "schedę", wszyscy udają, że nie wiedzą o machlojkach "starej" PFTA, po cichu chcą przejąć majątek i zamykając "starą" PFTA wyczyścić papiery.
Zarząd tak "starej", jak i "nowej" PFTA wie doskonale jaka jest sytuacja. Wiedzą też członkowie. Nikomu to nie przeszkadza.

Lata temu użyłem wobec towarzystwa iwebowego określenia "dobrzy Niemcy". Tacy porządni, tacy uczciwi, a tylko milczeli patrząc na świństwa, które się robi innym. To określenie doskonale pasuje do członków PFTA. Wiecie, widzicie, milczycie. Bierzecie udział w tym kłamstwie i oszustwie, jesteście współwinni.
Gdzie są ci, którzy tak otwarcie deklarują swoją praworządność? Gdzie owa nowa jakość prawna, mająca nastąpić w "nowej" PFTA?
TZ-et, jak słyszałem, złożył deklarację, że za moje opluwanie PFTA da mi w twarz.
Gdzież więc jest w tej sytuacji?
Nadal chce mnie spoliczkować?
Proponuję, by zaczął od siebie. Wszak bierze w tym kłamstwie i oszustwie udział. Nie przeszkadzają mu nieuczciwe pieniądze "starej" PFTA, byle tylko zasiliły "nową" PFTA.
No i gdzie jest Wemar, który nie chce mi podać ręki - bo się nie godzi, za to judzenie przeciw PFTA. Gdzie teraz są te zasady, ten oficerski honor, który nie pozwala takiej żmii jak ja podać dłoni?
Ci panowie o niezłomnych zasadach powinni zamienić się ze mną. TZ-et niech da w mordę Wemarowi, Wemar niech mu nie podaje ręki. Albo na odwrót.
A najśmieszniejsze, że ja mogę nie zasługiwać na szacunek, ale jednak do pięt im nie dorastam!

Nie wiem jak sprawa potoczy się dalej, jest mi to obojętne. Nie interesuje mnie, czy komuś się oberwie, czy też wszystkim ujdzie płazem. Wystarczy, by kolejni chętni do pójścia w ślady Wemara wiedzieli, że mają się ode mnie trzymać z daleka, bo cenię sobie swój święty spokój i nie mam skrupułów, by go wymusić. Nie mam w zwyczaju zaczynać awantur, ale mam w zwyczaju je kończyć.
Kończmy więc.

Może macie to wszystko w nosie. Może mi nie wierzycie. To ja mam reputację kapusia i awanturnika. Ale powinniście wiedzieć, że ten spokojny, poważny i dojrzały facet to kłamca, oszust i osobnik o wątpliwej moralności.
Bo i taki dla mnie jest koniec Wemara: jako kłamca i oszust jest nikim. Może ktoś jeszcze będzie chciał z nim współpracować i mu wierzyć - ale niech weźmie pod uwagę, z jakim człowiekiem ma do czynienia.
Tak, by kiedyś, jeśli i jego wystawi do wiatru, nie przychodził do mnie z żalami.
Bez rozwinięcia pozostawię ocenę innych ludzi, zamieszanych w ten proceder, choćby przez zaniechanie czy milczenie.

Jak więc jest z tymi obydwoma stronami medalu?
Czy ja się czepiam, judzę i szczuję?
Czy może jednak druga strona jest kłamliwa, oszukańcza i śmierdząca podwójną moralnością?
To już pozostawiam do oceny Wam, drodzy Czytelnicy.

 

Miłosław Majstruk

 

P.S. 3 lipca pieniądze zostały zwrócone. Jednak nie przez PFTA, ale przez... Wemara. Tytułem przelewu było za stres i traume z przynaleznosci do PFTA

Odnosząc to do stawianych tez, została przyjęta zmodyfikowana wersja pierwszej opcji:

1. Może oddać pieniądze - wszak oszukali, ale zwrot składki pozwoli "zamknąć" niezadowolonych. I tak ogromna większość się nie upomni, bo albo nie jest zainteresowana, albo zniknęła, albo nie dotrze do nich informacja, że można. Za to takie rozwiązanie pozwoli wyjść z twarzą. Coś na zasadzie: "To nie my, to Wemar, ale on błędy naprawiamy, oto twoje pieniądze, przepraszamy."

Nie było przepraszam, nie było pomyliliśmy się. Jest wersja:

 3. Może oddać pieniądze Wemar - nie przyznając się do niczego, uznając całą sprawę za wyssaną z palca i kolejne czepianie się i nagonkę na PFTA. A przy okazji może uda się z tych, co się upomnieli, zrobić pieniaczy i szkodników.

Na koniec bowiem wychodzi na to, że wszystkiemu jestesmy winni... my.

 Cóż, jak by nie patrzeć, kończy to sam spór. Tylko czy to oznacza, że nic nie było i nic sie nie stało?

 

Dla zainteresowanych, dyskusja znajduje się na forum:

http://www.forum.airguns.pl/viewtopic.php?f=2&t=3513

0
Average: 4.3 (3 votes)

Powered by Drupal - Design by artinet