Je m'en branle de Charlie Hebdo

Je suis Charlie. Kartki z takimi napisami dzierżą osoby „ze świecznika”, by pokazać jedność... Właśnie, z kim? Ewidentnie z redakcją pisma. Pisma, które swoim celem uczyniła wulgarne, obrzydliwe dowcipy z religii. Tych głównych, oczywiście. Pisma wydawanego w państwie, w którym za publiczne stwierdzenie, że normalna rodzina składa się z mężczyzny i kobiety dostaje się wyrok skazujący. Bo to obraża jakieś mniejszości.

 Zamach na redakcję liberalnego (cokolwiek to oznacza) pisma satyrycznego stał się tematem numer jeden w mediach. Nie chcąc się powtarzać, pisząc to, co ludzie, którzy są albo nie są Charlie. Chciałbym zwrócić uwagę na dziwne reakcje i opinie, które pojawiły się po zamachu. Reakcje, które świadczą o pewnych dysfunkcjach w procesach myślowych. Najważniejsza bzdura, która aż bije po oczach, to marsz jedności. W imieniu obrony wolności słowa. Tak, zdecydowanie, terroryści strasznie się przejmą, że redakcja Charlie Hebdo ma milionowe poparcie. Wystraszą się głów państwa paradujących pod rękę po ulicach Paryża. Już widzę, jak przerażeni uciekają do jaskiń Afganistanu.

Terroryści dostali to, czego chcieli: miejsce w mediach. Reklama, jakiej mało! Jakby ktoś zapomniał, że terroryzm jest zjawiskiem politycznym, dla którego oddziaływanie informacyjne jest niezbędne. Dzięki temu, że odnieśli oszałamiający sukces, można się spodziewać szybkiej powtórki. Zasiali strach, pokazali siłę, pokazali skuteczność, są tematem numer jeden. To był ich cel. Nie debilna gazetka, nie pracownicy redakcji, ale reklama. Stara zasada mówi, że jak o tobie nie mówią, to nie istniejesz.

Państwo Islamskie przegrywa. Bombardują ich Amerykanie, Kurdowie spuszczają łomot, Assad przestał być celem dla Waszyngtonu, więc stawia skuteczny opór, rząd w Iraku otrzymuje wsparcie dla wojny z Kalifatem. To złe wieści. Bardzo złe są taki, że antyterrorystyczne działania medialne USA przynoszą skutek, coraz więcej złych wiadomości jest eksponowanych w mediach, w tym internecie, morale spada. Spada też poparcie. Kalifat potrzebuje pieniędzy i rekrutów. Przede wszystkim rekrutów. Nikt nie chce jednak popierać przegrywających, nikt, nawet ideologiczni piewcy dżihadu nie chcą umierać w przegranej wojnie. Taki zamach to najlepsza reklama. Reakcja polityków, mediów i ludzi tylko tą reklamę uskutecznia. Po takim sukcesie znów popłynie rzeka pieniędzy i ochotników, a sukces zachęca do kolejnego uderzenia. Będą więc kolejne ofiary, i odpowiedzialność za nie ponosi właśnie nieprzemyślana reakcja, gdy chęć promocji i pokazania się w imię doraźnych efektów uniemożliwia skuteczne działanie antyterrorystyczne.

Mówienie o wolności słowa rozśmiesza mnie do łez. W pochodzi brał udział były premier Donald Tusk. Premier państwa, który plasuje się na 58 miejscu na świecie pod względem wolności osobistych (wg rankingu Legatum Institute). Nie da się ukryć znaczących zasług Tuska na tym polu. Tak samo jak odrzucanie obywatelskich wniosków o referenda (np. w sprawie JOW czy wieku szkolnego), czyli wolności politycznej i decydowania o swoim państwie.

Prezentowanie poparcia dla chamskiego naśmiewania się z religii pod przykrywką wolności słowa jest w Polsce szczególnie zabawne. Prezydent Bronisław Komorowski napisał w księdze kondolencyjnej wyłożonej w Ambasadzie Francji: „Zdecydowanie potępiam (…) zamach na fundamentalne wartości wolnego świata”. Boh ty moj! Jakie wartości? Prawo do obrażania czyjejś religii? Wulgarnego wyśmiewania się z niej? Zawsze wydawało mi się, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka. Gówno komu do tego, że wierzę w kulkę spaghetti i w święta chodzę w durszlaku. To moja religia, moje prawo do własnej, prywatnej, intymnej wiary i wara komuś od tego. Obrażanie mojego boga to obrażanie mnie. I pisze to człowiek, którego nie mogę nazwać durniem i nieukiem. Nie mogę, gdyż wolność słowa tego zabrania. Nie, to inaczej szło. Prawo zabrania wolności słowa, i tylko dlatego, że ten dysortograf i kłamca jest Prezydentem RP nie wolno mi napisać, co o nim prywatnie myślę. Choć niby mam prawo do wolności słowa i wolności poglądów politycznych – wartości, którymi tak się bardzo Pan Prezydent przejmuje – to Bronisław Komorowski jest świętą krową. Obłuda, hipokryzja i podwójne standardy moralne, oto co pokazuje się publicznie jako fundamentalne wartości wolnego świata.

Wolności obywatelskie zostaną zdławiona po zamachu. Już trwają dyskusje, już jest przyzwolenie na zwiększoną inwigilację i uprawnienia służb specjalnych. Przecież z terroryzmem trzeba walczyć. Tylko dlaczego jego metodami? W USA atak na World Trade Center stał się pretekstem do likwidowania wolności obywatelskich, efekcie państwo to stają się coraz bardziej totalitarne. Unia Europejska nie może być gorsza. I nie będzie. Rządzącym wolności obywateli przeszkadzają, pytanie tylko, czy zamach w Paryżu będzie pretekstem, by w imię bezpieczeństwa wziąć obywateli za pysk? Jest to bardzo prawdopodobne. Kryzys gospodarczy i polityczny UE sprzyja radykalizacji poglądów, ale przede wszystkim kusi rządzących do sięgnięcia po „środki nadzwyczajne”. Bezpieczeństwo jest ważną wartością, ludzie zgodzą się oddać inne w zamian za nie. W efekcie nie będą mieli ani bezpieczeństwa, ani wolności obywatelskich.

Państwa zachodnie UE mają problem z muzułmanami. I choć ekstremiści to promile, i wcale nie największe źródło terroryzmu w Europie, ale są nośni medialnie. Już obstawia się, że we Francji wygra prawica (choć nazwa jest umowna). Po zamachu już naliczono ponad 50 antymuzułmańskich ekscesów. Europa będzie się radykalizować, widać to wyraźnie od kilku lat. I tak oto problem muzułmański może stać się tym, co wysadzi Europę w powietrze. Rozwiązanie problemu muzułmańskiego odbędzie się bowiem tak, jak rozwiązanie problemu terroryzmu: kłamliwie, obłudnie, nieskutecznie. Nie widać mądrości i woli politycznej, rozsądku i wyważenia mediów, które uniemożliwiłyby rozwój skrajnych poglądów. Słaba, wymierająca, pogrążona w kryzysie i pozbawiona zasad Europa jest podatna na powrót nazizmu w nowej odsłonie.

Miłosław Majstruk

0

Powered by Drupal - Design by artinet