Propaganda czy głupota?

Jak ujawnił wczoraj RMF24, "Dziennikarze niemieckiego "Spiegla" i holenderskiego "Algemeen Dagblad," wspomagani przez międzynarodowe fora śledcze Correctiv i Bellingcat, zrekonstruowali na podstawie informacji dostępnych w internecie oraz rozmów z naocznymi świadkami trasę przemarszu rosyjskiej 53 brygady przeciwlotniczej."

I zastanawiam się znowu, kto tu z kogo robi idiotę?

Przypomnę kilka wydarzeń. 17 lipca 2014 został zestrzelony (najprawdopodobniej) cywilny Boeing 777, zginęło 298 osób. Ukraina oskarżyła separatystów, a pośrednio Rosję, o zestrzelenie cywilnego samolotu. Międzynarodowa opinia publiczna, media i politycy oskarżyli Rosjan, a Putina  w szczególności. Rosjanie oskarżyli Ukrainę. Do dnia dzisiejszego nie ma żadnych potwierdzonych ustaleń dotyczących zdarzeń z 17 lipca. Ukraina ujawniła nagranie rozmów jednego z przywódców separatystów, które okazało się być sklejone z kilku rozmów. Do tego amatorski film, pokazujący transport wyrzutnii Buk bez jednej rakiety, jako dowód na wycofanie przez separatystów do Rosji użytej wyrzutni. Film okazał się być nakręcony w mieście odawna znajdującym się pod kontrolą rządową. Rosjanie ujawnili dane radarowe ze stacji kontroli lotu oraz dane wywiadowcze dotyczące aktywności i rozmieszczenia ukraińskich Buków. USA potwierdziło, że ich satelita do wykrywania rakiet zanotował start rakiety, jednak danych nie ujawniło.

Co w obliczu tych faktów ustalili dziennikarze śledczy?
"Autorzy raportu przytaczają opinie mieszkańców pobliskich osiedli, którzy słyszeli charakterystyczny dźwięk towarzyszący wystrzelonej rakiecie bądź widzieli moment odpalenia pocisku." Tylko CZYJA to była wyrzutnia? Ukraińska (wg Rosji), separatystów (zdobyli jedna taką - niesprawną wg Ukrainy), czy rosyjska (wg świata)? Sam odgłos to za mało. Może być to dowód na to, że Boeing został zestrzelony prze Buka, ale nic więcej!

"Jeden z dowódców rebeliantów potwierdził, że prorosyjskie oddziały dysponowały dwoma jednostkami Buk, których jednak nie potrafiły obsługiwać. Specjaliści są zgodni, że tak skomplikowany system przeciwlotniczy mógł być obsługiwany tylko przez oficerów rosyjskich. Zdjęcia potwierdzają, że jeden Buk został po katastrofie samolotu wycofany do Rosji - brakowało w nim jednej rakiety." Specjaliści mogą być zgodni, jednak Buk jest systemem stworzonym do obsługi przez poborowych. Prosty, niezawodny. Rosyjski rekrut miał sobie z nim poradzić. Armia ukraińska jest armią opartą na poborze, stąd tak wielu wśród separatystów żołnierzy umiejących obsługiwać dość skomplikowane systemy uzbrojenia (czołgi, artyleria, rakiety). Jeśli dodamy do tego wielu ukraińskich żołnierzy, którzy przeszli na stronę separatystów, nie byłbym tak jednoznaczny w stwierdzeniu, że wśród kilku milionów dobrze wyedukowanych (a więc rekrutów kierowanych do bardziej zaawansowanego technologicznie uzbrojenia) mieszkańców zbuntowanych obwodów nie znajdzie się nikt, kto mógłby obsłużyć Buka. Potwierdzenie wycofania Buka jest, jak wspomniałem, najprawdopodobniej ukraińską fałszywką

"Strona rosyjska utrzymuje, że malezyjski samolot zestrzelił ukraiński myśliwiec, jednak eksperci wykluczają tę wersję. Rakiety powietrze-powietrze są mniejsze od rakiet ziemia-powietrze i przy wybuchu wytwarzają mniej odłamków. Uszkodzenia samolotu wyglądałyby inaczej, gdyby trafiła go rakieta wystrzelona z myśliwca". Kłamstwo. Strona rosyjska nie utrzymuje, że Boeinga zestrzelił myśliwiec, ale że mógł to być myśliwiec SU-25 lub system Buk. Do tego co można stwierdzić o uszkodzeniach samolotu, skoro ciągle badania wraku niczego nie wykazały! Technicznie jest możliwe, że uszkodzenia samolotu nie będą do odróżnienia między rakietą ziemia-powietrze, a powietrze-powietrze. Badania szczątków wraku ujawnią szczątki rakiety. Te dopiero pozwolą ustalić, czym dokładnie został strącony samolot. Zabawne. Der Spigel najpierw wkłada w usta Rosji coś, czego nie powiedziała, a potem równie fałszywie to obala. Dla czytelnika jest oczywiste: Rosja kłamie.

"Z obdukcji ciał pilotów musi zdaniem "Spiegla" jednoznacznie wynikać, jaka rakieta uderzyła w kokpit." Mistrzostwo. Nie musi. Ciała mogą nie mieć żadnych obrażeń, poza tymi wynikającymi z upadku. Nie trzeba być tutaj ekspertem od wypadków lotniczych. Oczywiście, zdjęcia z miejsca katastrofy pokazują poszycie kokpitu dziurawe jak rzeszoto. Jest więc możliwe, że obdukcja wykaże odłamki, które pozwolą ustalić, czy pochodzą z rakiety (nawet być może ją zidentyfikować), czy z pocisków z działka. Może. Nawet jest to bardzo prawdopodobne. Ale nie "musi", a już na pewno "jednoznacznie".

"Autorzy raportu zwracają uwagę, że USA nie przekazały dotąd zdjęć satelitarnych, mimo że dysponują nowoczesnymi systemami wczesnego ostrzegania, które z pewnością zarejestrowały wystrzelenie rakiety. Lawirowanie Amerykanów w tej kwestii jest wodą na młyn zwolenników teorii spiskowych." Autorzy odkrywają Amerykę. USA potwierdziły, że dysponują nagraniami z satelity, będącego elementem eksperymentalnego systemu wykrywania startów rakiet. Ciekawa zbieżność, swoją drogą. Ten system nie obserwuje całości globu bez przerwy. Start Buka musiał odbyć się w okienku czasowym rzędu kwadransa, żeby zostać zaobserwowany przez satelitę. Minuta w tą czy w tą, a amerykanie nie mieliby żadnego dowodu. Rosjanie apelowali do USA, by ujawniły swoje materiały wywiadowcze: ich wykazały obecność w rejonie ukraińskich wyrzutni. Ale USA milczą. Dla twórców raportu to młyn na wodę teoriom spiskowym. Ale bądźmy poważni, chodzi o 300 trupów! Strącony jest samolot pasażerski. Amerykanie twierdzą, że mają dowody, że zrobili to separatyści (ściślej: że rakieta została wystrzelona z terenu kontrolowanego przez separatystów). Rosjanie przedstawiają zdjęcia, że były to wyrzutnie ukraińskie. Ukraińcy twierdzą, że to nieprawda, jednak nie robią nic, by udowodnić kłamstwa Rosjan. USA oskarża Putina o wszelkie bezprawie na Ukrainie, montuje sankcje, ale... materiałów wywiadowczych, potwierdzających zbrodniczą działalność, nie ujawniają. I tak oto brak dowodów staje się dowodem.

A teraz najlepszy kwiatek: "Ameryka i Europa Zachodnia nie są zainteresowane pokazaniem dowodów, aby ‘nie zapędzić Putina w kozi róg’". Prezydent Rosji musiałby zostać napiętnowany jako "szkoleniowiec i dostarczyciel sprzętu dla bandy, która ma na sumieniu 298 osób". Proszę przeczytać to jeszcze raz. Ledwo samolot rąbnął o ziemię, a już wszyscy krzyczeli, że to Putin. Do dzisiaj ciągle i niezmiennie oskarża się Rosję, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio, właśnie jako "wsparcie dla terrorystów". Sam ten raport to jest oskarżenie o udział Rosji. USA, intensywnie oskarżające Rosję o wszelkie możliwe łamanie prawa na Ukrainie, miałyby "nie zapędzać Putina w kozi róg"? Nie wierzę, że przy medialnej nagonce (bo trudno to inaczej nazwać) na Rosję i Putina, USA nie skorzystałyby z takiej okazji, jak zdjęcie udowadniające, że Putin ma dymiący pistolet w ręku. To jest właśnie kluczowe we wszelkich doniesieniach z Ukrainy: wiarygodne, jednoznaczne i przekonujące dowody. A właściwie ich brak.

"Zdaniem autorów nie można jednak wykluczyć, że obie strony, Rosjanie i Amerykanie, mają po części rację. Ukraiński myśliwiec mógł rzeczywiście znajdować się w pobliżu, lecąc poniżej samolotu pasażerskiego i wykorzystując go przed atakiem na czołgi separatystów jako osłonę przed rakietami. W tym przypadku wszystkie strony konfliktu byłyby zainteresowane w zablokowaniu wyjaśnienia przyczyn katastrofy - pisze "Spiegel"." "Włala", jak krzyczą Francuzi, gdy spalą ślimaki. Czyli jest możliwość. Możliwość, że Ukraina wykorzystała Boeinga jako "cień". To by oznaczało, że Rosjanie mają częściowo rację. Ale gdzie jest częściowa racja Amerykanów? Że separatyści odpalili rakietę? Czy może w tym, że mają rację, nie ujawniając danych wywiadowczych? Raczej w tym drugim! Przyznanie się, że był tam wojskowy samolot to politycznie międzynarodowe harakiri. Bądźmy poważni. Jeśli ukraiński samolot wojskowy wykorzystywał osłonę radarową liniowca pasażerskiego, to oznacza, że Ukraina wiedziała, że separatyści posiadają Buki. Wiedziała, ale NIE ZAKAZAŁA lotów cywilnych nad rejonem. Czyli użyła niewinnych cywili jako osłony. Świadomie naraziła ich na śmierć nie zamykając korytarza powietrznego oraz używając Boeinga do osłony. Jest to zbrodnia wojenna. Zbrodnia wojenna, która wymaga jednoznacznego, natychmiastowego wyjaśnienia. Dowody są w Holandii. Dowody ujawnili Rosjanie. Ameryka: nie. Czy dlatego, że rząd w Kijowie jest z namaszczenia Waszyngtonu, i to właśnie Waszyngton stoi za destabilizacją Ukrainy? Skoro zbrodnie separatystów obarczają Putina, czy zbrodnie ukraińców nie obarczają Obamy?

Widzę, jak przerażająco jednostronne myślenie jest wśród Polaków karmionych propagandą. Wszystkiemu winien Putin, USA są wspaniałe. Taki "news", którego wnioski są jednoznaczne, jest dowodem na to, z jaką wojenną propagandą mamy do czynienia. Każda bzdura, kłamstwa oczywiste dla średnio rozgarniętego człowieka są serwowane we wszystkich przekazach medialnych. Rozumiem, że Ukraina mając wojnę domową nie przejmuje się prawdą. Rozumiem, że Biały Dom, chcący zneutralizować Rosję, ma prawdę gdzieś. Rozumiem, że Kreml pilnując swoich interesów ma prawdę gdzieś. Ale zginęli ludzie. Nadal giną ludzie. Niewinni, przypadkowi. Kobiety, dzieci, starcy. I nikogo nie interesuje prawda. Prawda to coś politycznie poprawnego lub nie, zależnie od chwilowego interesu. Czy media, powtarzające takie bzdury jak ten "raport", to tuby propagandowe polityki światowej? Przerażenie mnie ogarnia, gdy coraz bardziej się przekonuję, że nie. To po prostu głupota i bezmyślność ludzi, którzy w tych mediach pracują.

Miłosław Majstruk

0

Powered by Drupal - Design by artinet