to co miało iść w Biesie, ale pewno już nie pójdzie...

Odbiła mi szajba !

 

I cóż w tym niezwykłego ? - zapyta niejeden. Mnie też i to nie raz !

Ta moja szajba nadeszła dość typowo. W zeszłym roku stuknęła mi czterdziestka. To taki dziwny moment dla mężczyzny, jak w tej piosence, że przeżył już połowę, a w moim przypadku pewnie więcej. Postanowiłem z okazji tej rocznicy coś sobie kupić, coś czego później zapewne już nie kupię. Z racji skromnych możliwości finansowych ekstra zabawki w stylu jachtu czy fajnej terenówki musiałem skreślić już na początku. Myślałem o quadzie.

Jednak ceny przyzwoitych maszyn również nie mieściły się w możliwościach portfela, a co do tych na które było mnie stać - to kolega skwitował krótko – wyglądasz na tym jak na kocie. Bo tu trzeba dodać że do słusznego wzrostu jakim obdarzyła mnie natura doszły efekty własnej, długoletniej hodowli, i z podobno przystojnego, wysokiego faceta przerobiłem się na coś wprawdzie nadal wysokiego, ale posiadającego gabaryty 3/2 chłopa. Tak więc idea zakupu quada chwilowo upadła.

Jednak pomysł pozostał. Wspomnianego już kolegę też czasami różnorakie szajby dopadają, skutkiem jednej z nich było to, że kupił sobie motocykl, a jak kupił to zaczął mi podrzucać sugestie jak to fajnie by tak we dwóch pojeździć. Długo mnie urabiać nie musiał, w zasadzie to wcale, jako młody chłopak trochę jednośladem jeździłem, więc doszedłem do wniosku – jak nie teraz – to kiedy ?

Nigdy nie miałem skutera, a zawsze fascynowały mnie te pojazdy, i nie piszę tutaj o małych, fantastycznych bzykach co mają po 50ccm. Piszę o pełnowymiarowym skuterze, takim dla dużego faceta. Problemem były nieustająco pieniądze, za sumę jaką sobie wyznaczyłem na zakup w końcu jak by nie było – zabawki, mogłem kupić mocno zjechany skuter firmowy, albo nowy, ale bezfirmowy. Opinie co do skuterów firmowych były zgodne – są zdecydowanie dobre, można dokupić części i remontować. Pozostawały dwie wątpliwości – jakie przejścia, oprócz faktycznego przebiegu, taki kilkuletni skuter ma za sobą o których sprzedawca nie chce powiedzieć, bądź nawet sam nie wie, oraz jakie będą koszta remontu i odnowienia które trzeba dodać do ceny skutera ? Alternatywą jest jak zwykle oferta dalekowschodnia, czyli głównie chińska. Tu też zdania były zgodne, chińskie skutery to słabizna, i jedynie od szczęścia zależy czy się trafi na dobry egzemplarz. Będąc jednak dociekliwym, dowiedziałem się że tej niepochlebnej opinii podlegają skuterki-motorowery. Jeżeli chodzi o te większe, to już nie było tak jednoznacznie, owszem niedoróbki i tandeta w wykończeniu to sprawa typowa dla chińczyków, ale co do zawieszenia i silników to mechanicy twierdzili, że są całkiem dobre. No i oczywiście jest jeszcze gwarancja. Po dłuższym łamaniu głowy doszedłem do wniosku że zaryzykuję i kupię nowego chińczyka o pojemności 150ccm. Kosztował tyle ile mogłem wydać, wyglądał nieźle, firma ma parę serwisów rozrzuconych po kraju, a importer jest jednocześnie serwisem centralnym.

Sklep skuter przysłał, odebrałem pod domem, duża i wygodna maszyna. Kanapa na kółkach. Wybierając model, kierowałem się głównie wyglądem, kupiłem ten który wydawał mi się być najfajniejszym, o największym rozstawie kół i długości całkowitej, tak aby jazda była możliwe jak najwygodniejsza. I tak zakładałem, że nie będą to dalekie podróże, lecz raczej krótkie wypady w promieniu około 50 km od domu. W efekcie, jak się to później okazało, kupiłem całkiem niezłą replikę pierwszej wersji Yamachy Majesty, a jest to kopia na tyle dobra, że pasują części od oryginału. Silnik niestety już nie ten, chińczycy wyposażyli skuter w mniejszą jednostkę 150ccm w dodatku niezbyt wyżyłowaną. To niewyżyłowanie silnika jest jednak zaletą, dzięki temu ma szansę pochodzić trochę dłużej, a moc jakiej dostarcza (około 8 kW po dotarciu) w zupełności wystarcza do spokojnego toczenia się po okolicy.

No i zaczęło się docieranie i oswajanie skutera. Docieranie – sprawa w miarę prosta, jest instrukcja, są sugestie mechaników oraz praktyków, jakoś przeszło. Oswajanie to inna sprawa. Bezstopniowy napęd, stosunkowo małe kółka, spore gabaryty i plastikowa karoseria – do tego trzeba było przywyknąć – zresztą przywykam nadal. Po tak długim niejeżdżeniu na jednośladach docieranie miało także aspekt dosłowny, dotarłem bok skutera, swoje kolano, łokieć i kurtkę. Na szczęście nic poważnego, żywica + mata, plaster z opatrunkiem, łata, trochę farby w sprayu i cały komplet znów był na chodzie, choć bok skutera został plamiasty bo farba jednak była ciut inna, cóż, kiedyś poprawi się całościowo.

Podsumowując tegoroczny sezon, mogę stwierdzić że zakup nie był najgorszy. Przejechałem 3500 km, nie miałem poważniejszej usterki. Sprawdziły się opinie mechaników co do silnika, chodzi i nic mu nie dolega. Zawieszenie praktycznie też, choć chyba trzeba będzie trochę poprawić dokręcenie kilku śrub. Co się zepsuło ? – o mało nie zgubiłem tłumika, skuter zaczął okropnie dzwonić, i okazało się ze zgubiłem długą szpilkę trzymającą tłumik, a dwie inne śruby były już w połowie odkręcone, jak łatwo się domyśleć naprawa była banalnie prosta. Rozsypał się też jeden z przełączników, na szczęście ten od świateł, więc zwarłem przewody – w końcu i tak trzeba jeździć na światłach, nowy przełącznik dokupiłem bezproblemowo. Zepsuł się też licznik przebiegu dziennego. I to chyba wszystko. Trochę irytująca jest marna jakość plastików i ich niedokładne spasowanie, ale to można poprawić, kupiłem kilkanaście zatrzaskowych spinek samochodowych i zimowanie skutera wykorzystam na ich zamontowanie. Z serwisem nie mam najmniejszych problemów, trafiłem na naprawdę dobry warsztat.

Co z tego mam ? Dużo frajdy. Pojazd wesoło pyrkocze po drodze, nie jest zawalidrogą, ładnie przeciska się w nieuniknionych korkach, szczególnie tych weekendowych kiedy to mam szansę pojeździć na skuterze. O ile kierowcy samochodów nie przepuszczają przepychających się poboczem innych samochodów, o tyle w przypadku jednośladów jest to tolerowane i raczej nikt nie zajeżdża drogi, czasem też nawet pozwalają się włączyć do ruchu. Jeżdżąc samochodem, nie zdawałem sobie natomiast sprawy (zapomniał wół...) jak wrażliwy jest skuter (te małe kółka !) na złą nawierzchnię i podmuchy wiatru, dopiero własne doświadczenia uświadomiły mi dobitnie, że kierowca jednośladu potrzebuje dobrej drogi, i spychanie go na margines jest zwykłą bezmyślnością, bo tenże wcale tak wolno nie jedzie, a potrzebuje zapasu miejsca na korygowanie toru jazdy czy omijanie dziur, nawet takich które samochodom wcale nie przeszkadzają.

Niestety, ale skuter ma pewne poważne ograniczenie, o ile bezproblemowo przewożę nim pistolet czy rewolwer, to jak dotąd nie mam pomysłu na przytroczenie czegoś długiego. Przecież przez plecy nie przerzucę i nie będę udawał wędkarza, zresztą pokrowiec zdradza zawartość. Jeden ze znajomych troczy karabin do motocykla, nawet nabył specjalne olstro z demobilu, no ale on ma jednak motocykl, a ja skuter. Mnie w kolana nie wieje, ale za to nie mam odkrytej ramy do której można przymocować futerał z zawartością. To jest wada, z której nie zdawałem sobie sprawy przy decyzji o zakupie, a przecież w założeniu chciałem łączyć swoje zainteresowania razem. Jeżeli ktoś z szanownych czytelników ma pomysł, jak przymocować pokrowiec ze strzelbą do skutera, to prosimy o opis i zdjęcia, w interesie redakcji będzie opublikowanie tak niezwykle istotnej informacji umożliwiającej zgodne dzielenie pasji strzeleckiej z sentymentem do jednośladów.

Cóż jeszcze zyskałem? to co bezcenne, dodatkowe parę chwil dla siebie. Poczucie swobody gdy mogę się bocznymi drogami przejechać do kumpla na działkę, albo bezstresowo podjechać gdzieś nawet główna trasą wiedząc, że nie stracę pół godziny na toczenie się w korku. Przyjemność zwracania uwagi na wszystko wokół podczas spokojnej jazdy, czasem z lekka zakłócone garścią piachu z poprzedzającej mnie wywrotki. I nawet „aromat” zerwanej posadzki z obór, którą rolnicy wywożą na pola też mniej drażni, gdy jest się nastawionym na spacerowe tempo skutera. Jest fajnie, to dobra szajba...

A quada kiedyś jeszcze kupię !

 

P.S. Od napisania tego tekstu minęło już ponad pół roku. Jeżdżenie na skuterze coraz bardziej mi się podoba. W zasadzie tak bardzo, że opisaną chińską 150-tkę właśnie wstawiłem do komisu... niedługo będzie Yamaha Majesty 400 ccm. Używana, po przejściach i do tego niestety droga, dużo droższa od nowego chińczyka. Już się nie mogę doczekać...

 

 

 

 

0
Average: 5 (1 vote)

Nie szajba tylko normalność inaczej.

Fajny artykuł. 

Mnie szajba odbiła dawno temu i do tej pory nie wróciła. 

W moim przypadku sprawdza się powiedzenie, że "mężczyźni to duże dzieci". Tylko zabawki coraz droższe i potrzebują coraz więcej baterii.

 

Powered by Drupal - Design by artinet