taki mały felietonik, napisany rok temu, też miał być w Biesie

De Revolutionibus, czyli o obrotach bębnów w rewolwerach.

 

 

 

Rewolwer. Wielu już ogłaszało koniec jego egzystencji na rynku broni, jednak wizyta w dowolnym sklepie z bronią pokazuje, że ów wynalazek być może i stracił sporo na popularności, ale ciągle ma się nienajgorzej.

 

Historia rewolweru jest prawie tak długa jak historia broni palnej. Niemal natychmiast zauważono, że najprostszą metodą na zwiększenie skuteczności broni, jest zwiększenie liczby nabitych luf jakie strzelec ma do dyspozycji. Jeżeli lufy te można obracać wokół osi ustawiając kolejno do strzału, to już jest rewolwer. Stąd też bierze sie podstawowy podział, na rewolwery wiązkowe (od wiązki luf), i bębenkowe, gdzie obracają sie same komory nabojowe. Wiele wczesnych rewolwerów dotrwało do dzisiaj tylko dzięki temu, że były to konstrukcje bardzo skomplikowane i zaawansowane jak na swoje czasy. Kosztowne i bogato zdobione, jako majstersztyki były hołubione przez właścicieli, przechowywane na dowód zamożności, a potem jako piękne przedmioty zdobiące rezydencje. Rewolwery wiązkowe, zwane popularnie pieprzniczkami, były popularne na rynku cywilnym do połowy XIX wieku, potem zostały wyparte przez coraz tańsze i lepsze bębenkowce. W wojsku ciągle są używane dzięki wynalazkowi Pana Gatlinga, jako bardzo skuteczna broń napędowa, przykładem może być choćby M134 Minigun.

Pierwszym, praktycznie nadajacym się do produkcji rewolwerem bębenkowym była konstrukcja Colliera z 1818 roku. Niestety, z uwagi na jeszcze skałkowy system zapłonu, nigdy nie zyskała popularności. Po upowszechnieniu kapiszonów, rewolwery w układzie Colliera, czyli z bębnem przed spustem, były produkowane w Europie aż do lat 70-tych XIX wieku. To były dobre konstrukcje, w których wykorzystywano ciekawe rozwiązania techniczne, bardzo często już gazoszczelne. Warto tu przypomnieć, że ideę gazoszczelności obecnie zarzucono pomimo opracowania skutecznych rozwiązań, na rzecz dużo prostszego rozwiązania polegającego na zwiększeniau ładunku miotającego, rekompensującego straty na szczelinie bęben-lufa.. Rewolwery w układzie Colliera miały niską sylwetkę, ale za to mocno wydłużoną. Szkoda, że żadna firma obecnie nie produkuje replik, choć można taką zamówić indywidualnie u rusznikarza, ponieważ w muzeach nie brakuje oryginałów do odwzorowania. Dość często są określane jako rewolwery przejściowe, pomimo że były to konstrukcje dojrzałe, idące niejako równolegle do konstrukcji w układzie Colta. Dzięki większej zwartości, oraz ogromnej produkcji i towarzyszącej jej promocji amerykańskich fabryk (i ich europejskich oddziałów) konstrukcja Colta przetrwała próbę czasu i jest powszechnie przyjęta do dzisiaj, a rewolwer w układzie Colliera popadł w zapomnienie.

Wielką zasługą Samuela Colta było stworzenie rewolweru nadającego sie do szybkiej produkcji seryjnej. Odszedł on od typowej, niskiej konstrukcji pistoletu i umieścił bęben nad spustem, rozbudowując rewolwer do góry i przydając całości bardziej zwarty wygląd. Doskonale też wypromował swój rewolwer, powodując że pomimo wysokiej ceny, sprzedawał się całkiem nieźle, uzyskał też zamówienia rządowe. Zadbał również o ochronę patentową, jednocześnie otwierając filie swoich zakładów – jak choćby tę słynną londyńską. Opierając sie na jego pomyśle, inni wytwórcy jak Remington czy później S&W kolejno wprowadzali na rynek coraz to nowe konstrukcje. Jednak do czasów wojny secesyjnej rewolwer, czy to krótki, czy karabin rewolwerowy, był bronią nowoczesną i przez to drogą. Dopiero wyprzedaż zapasów wojennych sprawiła, że rewolwery trafiły do powszechnego użycia. Dzisiaj prawie o nim zapomniano, ale swoje kilka minut w historii miał też karabin rewolwerowy. Pojawił sie równolegle z bronią krótką, także i u Colta jako wersja Pattersona. Nie zyskał popularności bo była to naprawdę kosztowna broń. Ciekawą konstrukcją był Colt Root, produkowany w licznych kalibrach, nawet jako wagomiarowa 20. Karabin ten miał jednak bardzo istotną wadę - wymuszał nieco niezwykłą pozycję strzelecką (drugą ręką można było podpierać karabin najdalej do kabłąka spustu), ponieważ każdy rozsądny strzelec wiedział, że w rewolwerze nie wolno trzymać ręki przed bębnem, szczególnie zaś w rewolwerze kapiszonowym gdzie zdarzają dodatkowe odpalenia komór. Szybko wycofany z armii amerykańskich, trafił na rynek cywilny, w tym także i do naszych powstańców styczniowych. Nieudane konstrukcje karabinów rewolwerowych połowy XIX wieku sprawiły, że nawet po wyeliminowaniu wad nigdy masowo nie powróciły do produkcji i tylko pojawiały sie od czasu do czasu jako dodatkowa oferta producenta, zresztą jest tak aż do chwili obecnej.

Punktem przełomowym było wprowadzenie na rynek nowoczesnej amunicji elaborowanej prochem nitro. To pozwoliło konstruktorom odejść od pistoletów przeładowywanych ręcznie, które istniały cały czas w cieniu dominujących rewolwerów, i skonstruować udane pistolety automatyczne. Praktycznie jeszcze do okresu międzywojennego pistolety miały sporo wad, które uzasadniały istnienie rewolwerów jako broni służbowej, ale w miarę poprawiania konstrukcji pistoletów oraz jakości produkowanej amunicji stawało sie jasne, że rewolwer w tej rywalizacji ulegnie. Oczywiście miał jeszcze długo sporo atutów, jak choćby możliwość stosowania mocnej amunicji magnum, ale do dzisiaj pozostało z nich juz bardzo niewiele. Tym niemniej w opinii osób zajmujących sie profesjonalnie ochroną osób, jest nadal dobrą bronią zapasową, łatwą do użycia w sytuacjach stresujących, a wymagających szybkiego działania osób niewprawnych we władaniu bronią. Na rynku cywilnym pozycja rewolwerów dodatkowo jest wspierana sentymentem i piękną sylwetką tej broni, w końcu często traktowanej jako męska biżuteria. Mocne strony rewolweru to nadal prostota użycia w sytuacji ekstremalnej (dla kobiety do torebki, najlepiej bezkurkowy), możliwość stosowania różnorakiej amunicji, od bardzo słabej do najmocniejszej w danym kalibrze, i to w jednym bębnie, łatwość użycia amunicji obezwładniającej bez obawy o zacięcie broni, i prostota postępowania po niewypale. Mała pojemność bębna, oraz kłopotliwe przeładowanie (nawet szybkoładowacz wymaga opanowania jego użycia), sprawiają że do typowych zastosowań broni krótkiej (obrona, ochrona) zdecydowanie lepsze są pistolety.

Można by więc powiedzieć, że rewolwery zostały zepchnięte do niewielkiej niszy w rynku cywilnym obejmującej użytkowników którym wady rewolwerów po prostu nie przeszkadzają, a lubiących ten rodzaj broni. Można by... gdyby nie wiatrówki. Właśnie w tej broni rewolwery odrodziły się i są bardzo powszechne. Zarówno w wiatrówkach krótkich jak i karabinkach. Praktycznie większość wiatrówek wielostrzałowych to rewolwery. Jeżeli tylko mają bębenek, są rewolwerami, nawet gdy ich kształty zewnętrzne sugerują pistolet, karabin z zamkiem obrotowo-ślizgowym, czy lever-action. Wyjątkiem są na ogół wiatrówki na BB'sy oraz Carrery. Nawet Skif-Anics jest rewolwerem, ponieważ w jego magazynku obracają się komory na śrut. Zresztą tego typu konstrukcja powstała już w broni palnej, nie odniosła jednak sukcesu. Dzięki wiatrówkom rewolwery masowo wróciły do użytku, i choć straciły na funkcjonalności jako broń bojowa, to zarówno w postaci broni palnej jak i pneumatycznej doskonale służą swoim właścicielom w sporcie czy rekreacji. Tak więc napełniając pracowicie komory bębenka śrutem, pomyślmy chwilę nad tym, że oto mamy doczynienia z jednym z najwcześniejszych pomysłów na zapewnienie wielostrzałowości, a pomysł ten ciągle się sprawdza i nadal jest wykorzystywany z powodzeniem w nowym zastosowaniu. Dokonał się kolejny obrót w historii rewolwerów, bo w pewnym sensie, FX jak by nie było jest odległym potomkiem Colta Roota.

 

0
Average: 4.5 (2 votes)

Pozwoliłem sobie podlinkować załączone fotki

Trzecia nie wchodzi, bo ma spację w nazwie pliku, a z tym zawsze są problemy.

miliony much nie mogą się mylić...

Powered by Drupal - Design by artinet