Przepraszam ale nie mogłem sie powstrzymać...

...zainspirowany przez apage satana i Wemara

W naszym mieście było wiele podwórek z całą masą dzieciaków. Podwórka były większe i mniejsze, bardziej lub mniej kolorowe, na niektórych były huśtawki, na innych piaskownice, a jeszcze na innych trzepaki. Podwórka były różne jak to podwórka ale na każdym było coś fajnego. Wszyscy wiedzą, że podwórka są fajne no i na podwórkach zawsze są jakieś dzieciaki.

Na skraju miasta też było jedno małe podwórko. Nie wszyscy o nim wiedzieli bo było daleko na wschodzie przy wyjeździe z miasta. Niektórzy myśleli, że już tam nic nie ma tylko pola i lasy i że z stamtąd przyjeżdżają te jakoś inaczej mówiące panie i panowie z kolorowymi torbami co sprzedają masę fajnych rzeczy na straganach w środku miasta. Jednej soboty to nawet mieli prawdziwy karabin. Tata powiedział, że to wiatrówka - taki karabin na wiatr i nazywa się chyba jeż. Kiedyś widziałem jeża w lesie, był całkiem fajny ale nie można go było pogłaskać ani przytulić bo cały był w kolcach. Pomyślałem, że to głupio tak być całym w kolcach bo wtedy nawet jak jest Ci bardzo smutno to cię nikt nie przytuli ale Bartek, ten starszy, powiedział, że jeżowi dobrze jest z tymi kolcami bo go nikt nie zaczepia.

Na tym małym podwórku na wschodzie też były dzieciaki i było całkiem fajnie. Niektórzy grali w piłę inni w zośkę, a jeszcze inni siedzieli na ławce i gadali o różnych dziwnych sprawach i choć podwórko było małe to jakoś się tam wszyscy mieścili i nawet sobie bardzo nie przeszkadzali. Na podwórku było fajnie. Kiedyś Romek kopnął tak mocno piłkę, że ta uderzyła rudego Grzesia siedzącego na ławce aż Grześ się rozpłakał i mało co nie spadł na ziemię. Romek potrafił strasznie mocno kopać piłkę. Romkowi zrobiło się głupio i pobiegł do ławki by przeprosić Grzesia. Powiedział mu, że nie chciał i że już tak mocno nie będzie kopał. Chłopaki podali sobie ręce na zgodę i było honorowo. Potem widziałem jak grali razem w hacele. Innym razem Witkowi co grał w zośkę ta zośka się rozerwała. Zośka czasem się rozrywa i już nie można w nią grać. Witek i inne chłopaki co w nią grali byli wtedy bardzo smutni i zastanawiali się co zrobić. Zobaczył to Romek, ten co od przygody z rudym Grzesiem już tak mocno nie kopie piłki i powiedział, że im pomoże. Zabrał zośkę do domu i chłopaki nawet nie zdążyli zjeść połowy śliwek, które Staszek przyniósł od dziadka, a Romek już wrócił z naprawioną zośką. Witek i inne chłopaki bardzo się ucieszyli bo zośka była jak nowa. Potem wszyscy razem graliśmy w zośkę, która po Romkowej naprawie była chyba lepsza niż poprzednio. Ci co odpadali jedli śliwki Staszkowego dziadka i popijali wodą mineralną. Nie gram najlepiej w zośkę więc wtedy często odpadałem i zjadłem najwięcej śliwek i wypiłem najwięcej wody. Jak je jadłem to było całkiem fajnie bo lubię śliwki i wodę mineralną. Woda mineralna fajnie szczypie w język, a śliwki są smaczne tylko mają pestki. Potem nie było już fajnie bo musiałem strasznie szybko biec do domu, a mój blok stoi na końcu osiedla. Nie jedzcie śliwek i nie popijajcie wodą, zwłaszcza jak macie daleko do domu.

Na tym podwórku, jak i na innych podwórkach bywało, że dzieciaki się sprzeczały i robiły czasem coś głupiego. Dzieciaki robią czasami głupie rzeczy. Zawsze jednak wszyscy się godzili, bawili się razem i nawzajem sobie pomagali. Wszyscy pili mineralną, dzielili się śliwkami i było fajnie.

Radek co już mocno nie kopał, Staszek od śliwek, rudy Grzesio, Witek i inne chłopaki z podwórka lubili czasem chodzić na inne podwórka bo były tam inne dzieciaki, które bardzo lubiliśmy. Piliśmy z nimi razem wodę i graliśmy w piłkę. Czasem chodziliśmy nad rzeczkę pomoczyć nogi z chłopakami co tam często przychodzili, a czasem szliśmy do baru mlecznego kilka ulic dalej. W barze mlecznym zawsze siedziały fajne dzieciaki, można było z nimi gadać o piłce i innych sprawach. Piliśmy razem kakao i jedliśmy naleśniki z truskawkami i ze śmietaną. Naleśniki z truskawkami są pyszne ale najpyszniejsze są w lecie bo truskawki są duże i słodkie. W zimie truskawki w naleśnikach przypominają papkę i nie są tak dobre jak w lecie. Mama powiedziała mi, że to dla tego, że w zimie są tylko truskawki mrożone. Dziwne, przecież jak coś jest zmrożone to powinno być twarde jak lód na rzeczce w zimie, a nie takie jak papka. Chyba, że to jest jak z lodami - na początku są twarde, a potem zamieniają się w papkę. Nie wiem, może kiedyś zapytam o to Bartka - tego starszego. Tylko Staszek nie jadł naleśników, nawet tych w lecie z dużymi, słodkimi truskawkami. Mówił, że ma uczulenie na truskawki. Uczulenie to takie coś, że się czegoś bardzo nie lubi i robi się od tego czerwonym, czasem się puchnie, a czasem ma się wysypkę. Ja chyba jestem uczulony na kłótnie bo jak ktoś się kłóci to bardzo tego nie lubię, robię się czerwony i mam wysypkę. Staszek zamiast naleśników jadł pierogi z serem. Kiedyś mówiliśmy na nie pierogi ruskie ale jeden z kolegów z największego podwórka w mieście, co teraz siedzi ciągle nad rzeczką nie bardzo lubił jak się mówiło, że coś jest ruskie. Może też był na to uczulony? Nie chcieliśmy aby spuchł i zrobił się czerwony bo jego też lubiliśmy więc od tej pory pierogi przestaliśmy nazywać ruskie, a mówiliśmy, że są z serem. Przecież pierogom to chyba wszystko jedno? Ważne, że wciąż tak samo smakują Staszkowi. My też je lubimy bo pierogi z serem są smaczne, prawie tak jak naleśniki z truskawkami i ze śmietaną w lecie, tylko na pierogach zamiast śmietany są skwarki.

Jedno podwórko w środku miasta było naprawdę duże i była na nim masa dzieciaków. Jak przyszliśmy tam pierwszy raz byliśmy zachwyceni bo było tam tak jak na naszym podwórku tylko było więcej dzieciaków. Wszyscy razem grali w piłkę, zośkę i inne gry. Wszyscy sobie pomagali, a jak ktoś chciał pić to zawsze dostał od kolegów łyka wody mineralnej. Bartek - ten starszy, też przychodził na to podwórko i razem z innymi starszymi chłopakami ciągle o czymś gadali. Było tam wielu starszych chłopaków co wiedzieli tak samo dużo co Bartek. Można ich było zawsze zapytać o jakieś ważne sprawy na przykład o mrożone truskawki czy kolce jeża. Fajnie było na tym podwórku i często tam chodziliśmy.

Pewnego dnia koledzy na tym podwórka strasznie się pokłócili i tak naprawdę nikt z nas nie wiedział od czego to się zaczęło. Może ktoś nie dał komuś łyka wody, może ktoś kogoś kopnął piłką, a może stało się coś jeszcze straszniejszego. Najgorsze jest to, że nie skończyło się to jak przygoda Romka z rudym Grzesiem bo chłopaki nie podali sobie ręki. Jak nie będzie sztamy na zgodę to jest niehonorowo. Nie dobrze się dzieje jak nie ma sztamy. Dzieciaki nie piły juz wody z jednej butelki. Część kolegów została na dużym podwórku, inni poszli nad rzeczkę, jeszcze inni nie wychodzili z baru mlecznego, a inni poszli na drugi koniec miasta, daleko od naszego małego wschodniego podwórka. Juz nie było tak fajnie jak kiedyś, a przecież woda szczypała w język ciągle tak samo.

Na naszym małym podwórku na wschodzie ciągle było tak samo jak dawniej. Wszyscy się razem bawili, nawet ci co grali w piłę i ci co grali w zośkę. Przecież to i to się kopie, a można kopać na zmianę, raz piłkę, a raz zośkę. W końcu ważne jest, że się kopie. Fajnie jest tak sobie razem kopać. Razem się kopie i razem się pije wodę mineralną i jest fajnie. Teraz tylko jak Radek co już mocno nie kopie, Staszek od śliwek, rudy Grzesio, Witek i inne chłopaki z podwórka chcą się spotkać z dzieciakami które wciąż lubią to muszą łazić po wielu rożnych miejscach. Jak się tak łazi po tylu miejscach to mogą aż rozboleć nogi i się strasznie męczy bo trzeba nieść wiele butelek wody. Nie można mieć już tylko jednej bo dzieciaki z jednego podwórka już nie chcą pić z tej samej butelki co piły dzieciaki z innego podwórka. a przecież to ta sama woda co kiedyś i też fajnie szczypie w język. Nawet jak się oranżadę przyniesie to też nie chcą, a oranżada jest jeszcze lepsza niż woda bo też szczypie w język, a jest słodka jak naleśniki z truskawkami i ze śmietaną w lecie. Jak tak łazimy od podwórka do podwórka to się niektóre dzieciaki tak krzywo na nas patrzą bo pewnie myślą, że my może jesteśmy z wrogiego podwórka, a my jesteśmy z naszego podwórka tylko mamy kolegów na innych podwórkach. Fajnie jest mieć wielu kolegów ale jest źle jak ci koledzy się nawzajem nie lubią. Jak nasi koledzy się nie lubią to każą nam między sobą wybierać. Nie dobrze jest tak wybierać. Kiedyś Bartek - ten starszy, powiedział, że jego rodzice się rozwodzą. Jak rodzice się rozwodzą to znaczy, że się pokłócili i jedno idzie na inne podwórko - tak nam to wytłumaczył Bartek. Tego dnia był bardzo smutny bo rodzice zapytali go z kim chce zostać, z mamą czy z tatą. Nawet my młodsi, Radek, rudy Grzesio, Witek, Staszek i inne chłopaki wiedzieliśmy, że to głupie pytanie. Przecież każdy dzieciak chce mieć mamę i tatę. Tak samo jest z kolegami. Fajnie jest mieć wszystkich kolegów, a źle jest jak ktoś każe pomiędzy nimi wybierać. Nie dobrze jest tak wybierać. Pewien pan powiedział Bartkowi, że czasami w życiu trzeba tak wybierać, tak samo jak czasami w życiu obrywa się piłką w głowę. Wszyscy jednak wiemy, że dostawanie w piłką w głowę czy takie wybieranie dobre nie jest. Co by pan nie powiedział takie wybieranie jest złe. W tym dniu Bartek gdzieś zniknął. Wszyscy go szukali, nawet policjanci się nas o niego pytali. Policjanci mają prawdziwe pistolety i karabiny, takie jak były kiedyś na straganie w centrum miasta ale tata powiedział, że one są inne bo nie są na wiatr. Mama i tata Bartka strasznie płakali, zupełnie jak rudy Grześ gdy oberwał piłką od Romka. Bartka następnego dnia znaleźli policjanci, ci co mają prawdziwe pistolety nie na wiatr. Mieli też psy, takie wielkie co wyglądały jak wilki. Moja mama mówiła, że te psy też szukały Bartka. Fajnie jest mieć takiego psa. Potem Bartek powiedział nam, że uciekł z domu. Dobrze, że Policjanci znaleźli Bartka bo nie mielibyśmy na podwórku kogo pytać o ważne sprawy takie jak kolce jeża czy mrożone truskawki. Dobrze też, że po tym całym zamieszaniu rodzice Bartka się pogodzili. Do tej pory są wszyscy razem i jest fajnie, bo fajnie jest jak są wszyscy razem. Może kiedyś nasi koledzy z innych podwórek też się pogodzą. Będziemy wtedy mogli znów czasem spotykać się w jednym miejscu, razem pokopać piłę lub zośkę i pić wodę z jednej butelki, Bo fajnie jest jak się tak razem kopie i razem się pije wodę mineralną z kolegami. Fajnie bo razem.

0
Average: 4.9 (7 votes)

Za co przepraszasz?

fajne to jest, i prawdziwe.


miliony much nie mogą się mylić...

No, prawie, prawie...

Fajne...

Ale taka moja uwaga...
Dobrze by było bardziej w stylu apage niż w stylu Wemara.
Krócej, tylko jeden temat, jedna puenta w jednym opowiadaniu.
Krótko, zwięźle, z wyraźnym przesłaniem. Bez skakanie w bok, jeśil nie wynika to wyraźnie z przekazu.
Czyli główny nurt, odskoki do minimum.

Ale fajne jest, przynajmniej ma jakieś przesłanie, w odróżnieniu od wersji Wemara. Tylko za długie, ciężko się czyta... ;)

Miłek Majstruk

Ojciec Założyciel

po przeczytaniu mam

po przeczytaniu mam wiele skojarzeń, w tym jedno, od którego nie mogę się opędzić:
- Gospodarz Anioł do swojej żony: "oj Miećka, Miećka. Jak ty nic nie rozumiesz." 

 

Powered by Drupal - Design by artinet