Uczę się strzelać

Strzelam już dobrych 30 lat, i nadal nie umiem. Banalne, ale taka jest okrutna proza życia. Czemu tak uważam? To długa historia :)

Latem ubiegłego roku kupiłem od RadkaCh FX Typhoona. Wiatrówka PCP w czarnej "taktycznej", plastikowej osadzie, żadnych zbędnych bajerów typu manometr, za to świetna lufa LW, precyzyjny spust i dość stabilne Eo.

Podstawową zaletą, ale i zarazem wadą tej wiatrówki jest jej waga - wraz z lunetą waży toto dwa i pół kilo. Wziąć ją na spacer i postrzelać do brył ziemi na zoranym polu, czy do szyszek w lesie - można chodzić godzinami, dopóki powietrza w kartuszu starczy. A starcza na długo - jeżeli nie zależy na snajperskiej precyzji i dalekim dystansie, to strzela toto jeszcze jak ma ok 50 atmosfer w kartuszu. Na kurczaki w Silhouette da się jeszcze przy tym ciśnieniu polować bez większych poprawek na opad.

Walentynkowa niechęć

14 lutego 2003, a więc dokładnie 5 lat temu, uchwalona została nowelizacja ustawy o broni i amunicji.

Zwykle co roku podsumowywałem sobie rozwój strzelectwa wiatrówkowego, który uchwalenie tej ustawy umożliwiło. Robiłem to na użytek paru przytomnych postaci z największego forum wiatrówkowego w Polsce.

Miałem sen...

Miałem sen, że pewnego dnia była nowelizacja

Miałem dzisiaj sen. Dziwny, ale po paru godzinach lektury dokumentów z KGP, dotyczących prac nad nowelizacją ustawy o broni i amunicji, jest to normalny objaw nienormalności.

A więc miałem sen.
W tym śnie udało się z kolegami wprowadzić nowe zapisy w ustawie. Broń czarnoprochowa była na rejestrację, a wiatrówki stały się bronią bez pozwolenia, i limit obniżono do 7J.

Napisane w grudniu na specjalne zamówienie Miłka. Zima się kończy, cóż tym począć ?

 

Nastała zima. A to okres który uważany jest za „niestrzelecki”, warto przypomnieć że jesień kończy się tradycyjnie imprezą typu „zakończenie sezonu strzeleckiego”, choć zima nie jest zasadniczo przeciwskazaniem do uprawiania tej pasji. Wręcz przeciwnie, w słoneczny bezwietrzny dzień, na skrzypiącym śniegu i przy umiarkowanym mrozie jest to wielka przyjemność. Gorzej gdy zima nie trzyma tych wzorcowych parametrów, i siarczysty mróz, plucha, śnieżyca czy zawieja skutecznie utrudniają zabawę na powietrzu. W takiej sytuacji pozostaje nam zamknięta strzelnica, a nie jest ich wiele. Nic więc w tym dziwnego, że szybko wracamy do korzeni, i nasz wzrok w sklepach zaczynają przykuwać wiatrówki.

Dostęp do broni - wstęp

Mam mało czasu, więc będę pisał szybko.
Na początek pewne ABC:

http://www.a-human-right.com/

No i wsparcie w Polsce:
http://www.miasik.net/

Miłe złego początki, czyli wspominki starszego pana :)

Ja to w sumie grzeczny chłopczyk byłem. Pierwsze palne strzelanie to było z główek zapałek. Należało podwędzić stalowy kołek do betonu (ostry - z twardej stali), do tego dużo zapałek i znaleźć jeszcze kamień. Mieszkając pod Warszawą miało się do dyspozycji mało uczęszczaną drogę asaltową. Siadało się na asfalcie, na poboczu, bo jednak czasem coś jeździło, wbijało kołek w asfalt, następnie zeskrobywało siarkę z zapałek do otworka, wtykało kołek a potem rzucało kamieniem. Wyrywało to całkiem satysfakcjonujące dziury w asfalcie .

I jeszcze to...


Łucznik 188

 

Ten odcinek nieco przypomina powieść kryminalną, tyle w nim zagadek. Od klasycznego kryminału różni go jednak brak detektywa, który wyjaśniłby, że to stary lokaj... itd. “Łucznik 188” wywołał kilka ożywionych dyskusji na forach internetowych, które wyjaśniły kilka zagadek, ale stworzyły inne. W skądinąd wielce interesującej książce “Polskie konstrukcje broni strzeleckiej” Z.Gwoździa i P.Zarzyckiego znalazłem informację, że w powojennej Polsce produkowano w Zakładach Mechanicznych im. Gen. Waltera w Radomiu wiatrówki klasy 187, 188 (powstałą na życzenie importerów, różniącą się od 187 zastosowaniem sportowej osady) oraz 141 (o zmniejszonych wymiarach, i tu zagadka pierwsza, czy istniał on rzeczywiście – nikt bowiem go nie widział). Tamże znalazłem informacje o podjęciu w końcu lat osiemdziesiątych w zakładach Wifama produkcji karabinków, cytuję: “Produkcję kbk pneumatycznych kl. 167 i 168 uruchomiono w końcu lat osiemdziesiątych w Kombinacie Maszyn Włókienniczych “Wifama” w Łodzi “. Druga zagadka, ich też nikt nie zna. Po moim zapytaniu koledzy z jednego z forów, podali nieco więcej szczegółów (artykuł o tych karabinkach ukazał się w czasopiśmie “Nowa Technika Wojskowa”, a według informacji z obecnej “Wifamy” sprawa nie wyszła poza etap prototypów). Kiedy ktoś wspomniał o “Łuczniku 87” myślałem, że to omyłka i chodzi o “187” – pomyłka tak, ale moja, a właściwie autorów książki. Łucznik 87, bowiem istniał, był produkowany seryjnie, a dopiero jego rozwinięciem były “setki”.

Kolejna zagadka wiąże się własnie z typem “87”, gdyż na pewnym portalu aukcyjnym pojawiły się Łuczniki, oznaczone jako “8” i “88”, zewnętrznie nie różniące się od “87”, dlaczego więc te oznaczenia?

No to jeszcze raz z Biesa


Em-Ge “Zenit”

 

W pięknej Turyngii, w miasteczku o podwójnej nazwie Zella-Mehlis była sobie (od roku 1927) firma Moritz und Gerstenberger, produkująca broń sportową, w tym wiatrówki, zarówno karabinki jak pistolety, rejestrując w roku 1928 nazwę i znak EM-GE. To charakterystyczne okrągłe logo umieszczane jest na jej wyrobach do dziś (bo i firma istnieje do dziś, jako Gerstenberger und Eberwein, choć nie w Zella_Mehlis ale w Gerstetten-Gusenstadt, wytwarzając straszaki (i pistolety wiatrówkowe LP-102 o dość wątpliwej estetyce, z których wydaje się zresztą, że ostatnio całkiem zrezygnowała) .

I to też miało być w Biesie


Muszę przyznać, ze do tej prezentacji podchodzę z pewną taką nieśmiałością – jej przedmiot nie jest godnym szacunku antykiem, nie odegrał wielkiej roli w rozwoju pneumatyków, niewiele wiem o jego producencie... Z drugiej strony jest tak oryginalny i po prostu fajny, że choćby z tych powodów wart jest pokazania - do rzeczy zatem.

taki mały felietonik, napisany rok temu, też miał być w Biesie

De Revolutionibus, czyli o obrotach bębnów w rewolwerach.

 

 

 

Rewolwer. Wielu już ogłaszało koniec jego egzystencji na rynku broni, jednak wizyta w dowolnym sklepie z bronią pokazuje, że ów wynalazek być może i stracił sporo na popularności, ale ciągle ma się nienajgorzej.

Powered by Drupal - Design by artinet